Reklama

Reklama

Liga Europejska: Lech Poznań - Belenenses 0-0

Działacze, trenerzy i piłkarze Lecha Poznań w mistrzowski sposób popsuli całą atmosferę wokół pierwszego po pięciu latach występu "Kolejorza" w fazie grupowej Ligi Europy. Lech zremisował w pierwszej kolejce z Belenenses Lizbona 0-0. Niewiele brakowało, aby przegrał, ale piłkarze gości trafiali w poprzeczkę i słupek.

Lech Poznań - Belenenses. Kliknij i zobacz zapis relacji na żywo!

Reklama

Lech Poznań - Belenenses. Relacja na urządzenia mobilne - kliknij!

Pięć lat temu mecze z SC Salzburg, Manchesterem City i Juventusem Turyn w fazie grupowej oglądało po 40 tys. widzów. Fakt, stadion był wówczas świeżo oddany, ciekawił nie tylko tych sympatyków Lecha, którzy zjawiają się na każdym spotkaniu, ale i tzw. kibiców niedzielnych. Na dodatek do Poznania przyjeżdżali wyjątkowi rywale, dwie uznane marki w Europie i trzecia aspirująca do tego miana. Lech nie grał dobrze w lidze, pracę stracił nawet trener Jacek Zieliński, ale jednak puchary to było coś wyjątkowego.

Teraz miało być tak samo. Trzy miesiące temu cały Poznań żył mistrzostwem Polski, miesiąc później cieszył się z Superpucharu. I nagle w ciągu kilku tygodni wszystko diametralnie się odwróciło. Okazało się, że szybkie transfery okazały się na ten czas niewypałami,  trener Skorża mimo wzmocnienia swojego sztabu nie potrafił odpowiednio przygotować drużyny na ligę i puchary, zaś działacze podjęli kilka zupełnie niezrozumiałych decyzji, nagle stawiając priorytowe dotąd rozgrywki pucharowe na drugim planie. A jeśli dodamy jeszcze fakt bojkotu spotkania z Belenenses przez kibiców z "Kotła", którzy nie chcą płacić na rzecz uchodźców z Bliskiego Wschodu (akcja klubów występujących w fazie grupowej obu pucharów), to dostaniemy obraz fatalnej rzeczywistości przy Bułgarskiej.

Pierwsza połowa poznańskiego spotkania była wyjątkowo słaba. Na tę ocenę składało się spacerowe tempo, pasywna gra drużyny z Portugalii, która nie chciała nacisnąć mocno rezerwowego składu Lecha oraz bezradność  gospodarzy w ataku pozycyjnym. Pozbawiony Hamalainena, Linettego, Pawłowskiego, Jevticia czy Douglasa zespół z Poznania nie potrafił choćby jednym podaniem otworzyć drogi do bramki Hugo Ventury. Z dystansu uderzali Dariusz Formella czy Denis Thomalla, ale nie były to próby zbyt poważne.

Belenenses czekało na swoją szansę po stałych fragmentach. Dość długo Portugalczycy nie przedostawali się na przedpole bramki Jasmina Buricia, więc o rzutach rożnych nie było mowy. W końcu jednak tego momentu się doczekali i wtedy właśnie poznaniacy byli w największych opałach. W 33. minucie Miguel Rosa główkował nad poprzeczką, trzy minuty później Tonel trafił w poprzeczkę, a po kolejnym kornerze nieznacznie pomylił się Luis Leal. Lech powinien wówczas przegrywać przynajmniej jedną bramką. Szkoda, że tak niewiele było dobrych akcji oskrzydlających, jak ta z 44. minuty w wykonaniu Tamasa Kadara. Dobry zwód, przyspieszenie, dośrodkowanie i już w polu karnym Belenenses zrobiło się gorąco. Pierwsza połowa zakończyła się remisem 0-0 i stadion w Poznaniu był już wtedy ostatnim w Europie bez choćby jednego gola. Tak pozostało do końca.

Słaba postawa piłkarzy Lecha, ich bezradność powodowała coraz większe zniecierpliwienie na trybunach. Kibice, choć było ich zaledwie osiem tysięcy, gwizdali, wyzywali, czasem ironicznie się śmiali. Gdy brakuje głośnego dopingu z trybuny zwanej Kotłem, te okrzyki wyraźnie słychać na murawie. Nerwy puszczały więc widzom, nerwy puszczały też np. Ceesayowi, który wdawał się w bezsensowne pyskówki z ludźmi z trybun.

Już w przerwie trener Skorża posłał na boisko Linettego, który zastąpił kontuzjowanego w jednym ze starć Trałkę, a później dał szansę także Hamalainenowi i Pawłowskiemu. Obaj rzeczywiście poprawili grę Lecha w ataku, ale jako pierwsi swoją szansę mieli gości. Kapitalna wymiana podań sprawiła, że w 48. minucie sam przed Buriciem znalazł się Carlos Martins. Doświadczony gracz Belenenses uderzył technicznie, ale w słupek.

Poznaniacy zaczęli za to atakować składniej, coraz więcej było akcji skrzydłami. W 65. minucie po znakomitej wrzutce Ceesaya atakowany przez Thomallę Goncalo Brandao omal nie wepchnął piłki do swojej bramki. Później dwukrotnie groźnie uderzał Pawłowski, raz Formella, ale świetnie spisywał się Ventura. W ostatnich 20 minutach akcje poznaniaków wreszcie mogły się podobać. Szkoda tylko, że żadna z nich nie zakończyła się golem, bo ewentualne zwycięstwo w Lidze Europy oczyściłoby nieco atmosferę wokół drużyny. A tak piłkarze Lecha dalej będą zapewne chodzić ze spuszczonymi głowami. Mogło być jeszcze gorzej, bo już w doliczonym czasie goście mieli dwie niezłe sytuacje strzeleckie.

Lech Poznań - Belenenses Lizbona 0-0

Lech: Burić - Ceesay ŻK, Arajuuri, Kamiński, Kadar ŻK - Formella, Trałka (46. Linetty), Dudka ŻK, Kownacki (60. Hamalainen), Lovrencsics (68. Paw łowski) - Thomalla.

Belenenses: Ventura - Andre Geraldes, Brandao, Tonel, Joao Amorim ŻK - Luis Leal, Andre Sousa (80. Ricardo Dias), Ruben Pinto, Carlos Martins (89. Dalcio Gomes), Miguel Rosa - Sturgeon (63. Kuca).

Sędziował Serhij Bojko (Ukraina).

Widzów: 7934.

Andrzej Grupa, Poznań

Liga Europejska. Wyniki, tabela i statystyki - kliknij tutaj!


Reklama

Reklama

Reklama

Reklama