Reklama

Reklama

El. Ligi Europy. Rangers FC - Legia. Vuković: Widziałem "Braveheart"

Trener piłkarzy Legii Aleksandar Vuković przyznał przed czwartkowym meczem rewanżowym 4. rundy eliminacji Ligi Europy w Glasgow ze szkockim Rangers FC, że jego żona "ucieszyłaby się, gdyby były rzuty karne, bo bardzo je lubi". W ubiegłym tygodniu w Warszawie było 0-0.

Takie zakończenie rywalizacji o prawo gry w fazie grupowej LE nie wydaje się mało prawdopodobne. W kwalifikacjach Ligi Europy wicemistrzowie Polski w siedmiu kolejnych meczach nie stracili gola. Jednocześnie w ataku Legia nie prezentuje się porywająco i kolejny bezbramkowy remis nie jest wykluczony.

Reklama

- Rzuty karne to jedna z opcji, ale nie rozmyślałem o niej mocno. Skupiłem się na innych kwestiach, które mogą pomóc nam w wywalczeniu awansu. Po pierwszym spotkaniu wiemy mniej więcej tyle, ile wiedzieliśmy przed nim. Rangers to drużyna pełna jakości, ale stać nas na to, aby powalczyć i dobrze się zaprezentować - dodał Vuković.

Legia na wielką europejską scenę może wrócić po dwóch latach nieobecności. W sezonie 2017/18 nie dała rady mołdawskiemu Sheriffowi Tyraspol, a w poprzednim musiała uznać wyższość luksemburskiego F91 Dudelange.

- W tej edycji moja drużyna sprostała wymaganiom, prezentowała się bardzo dobrze i skutecznie. Po pierwszym meczu z Rangers pomyślałem, że od czasu gry ze Sportingiem Lizbona w Lidze Mistrzów, a potem z Ajaksem Amsterdam znów wreszcie zagraliśmy solidnie z wymagającym rywalem. Od tamtych starć w Warszawie nie było takiej gry naszego zespołu - ocenił szkoleniowiec.

Na krajowym podwórku Legia w niedzielę pokonała na wyjeździe ŁKS Łódź 3-2, choć w jej składzie głównie znaleźli się rezerwowi.

- Nie ma problemu bogactwa, ale na pewno dostałem miłą informację. Meczem w Łodzi piłkarze udowodnili mi, że mogę przeprowadzić kilka zmian bez straty jakości - podkreślił Vuković.

Spotkanie rozpocznie się o godzinie 20.45, a z trybun obejrzy je blisko 50 tysięcy widzów.

- Widziałem film "Braveheart", wiem że Szkoci potrafią zadbać o atmosferę. Ale ponieważ w Polsce nikt nas nie lubi, mamy doświadczenie z gry przed wrogą publicznością. Przed pierwszym spotkaniem z każdym rywalem podkreślałem, że rewanż jest decydujący. Trzeba o tym pamiętać. Czasami drużyna traci głowę w pierwszym meczu i podejmuje niepotrzebnie zbyt duże ryzyko. Ten mecz jest dla nas jak finał i właśnie tak chcemy zagrać. Rangers to nie rywal, z którym porażkę można nazwać katastrofą, jednak wymagamy od siebie maksimum. Po meczu chcemy powiedzieć, że daliśmy z siebie wszystko - przyznał Vuković.

Legia to jedyna polska drużyna, która pozostała w rywalizacji. Cracovia odpadła w pierwszej rundzie eliminacji LE, a Piast Gliwice i Lechia Gdańsk - w drugiej. Wcześniej gliwiczanie zostali wyeliminowani w pierwszej rundzie kwalifikacji Ligi Mistrzów.

Dowiedz się więcej na temat: Legia Warszawa | Aleksandar Vuković | liga europy

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje