Reklama

Reklama

Dnipro Dniepropietrowsk nie bez szans przed finałem Ligi Europejskiej

Dnipro Dniepropietrowsk jest największą sensacją nie tylko europejskich pucharów, ale całych rozgrywek ligowych w obecnym sezonie. Ukraiński zespół awansując do finału Ligi Europejskiej pokazał, że futbol to mimo wszystko wciąż sport, a nie tylko biznes!

W środę o godz. 20.45 na Stadionie Narodowym finał Ligi Europejskiej, w którym rywalem Dnipro będzie Sevilla z Grzegorzem Krychowiakiem w składzie. Relacja NA ŻYWO w Interii!

Tutaj znajdziesz relację NA ŻYWO z meczu Dnipro - Sevilla. Początek w środę o 20.45

Tutaj znajdziesz relację w wersji mobilnej

Reklama

Gdy tylko wydaje się, że wydatki w futbolu osiągnęły poziom absurdu, szybko okazuje się, że spirali wydatków nic nie jest w stanie zatrzymać. Piłka nożna jest wielkim biznesem, więc za sukcesami stoją gigantyczne pieniądze, dlatego tym większe znaczenie ma awans Dnipro do finału na Narodowym.

To nie miało prawa się wydarzyć!

Kilka godzin jazdy samochodem na wschód od Dniepropietrowska trwa wojna i codziennie giną ludzie. Dnipro musiało więc grać w oddalonym o pół tysiąca kilometrów Kijowie. Loty, przejazdy - to nie sprzyja dobrym wynikom. "Oczywiście, to dyskomfort, ale zdawaliśmy sobie sprawę z tego, że inni w naszym kraju też nie mają łatwego życia" - podkreślał trener Dnipro Myron Markiewycz.

Trener pochodzący spod Lwowa nie mógł liczyć na wielką kasę na transfery. Przez kilka lat wydatki na nowych piłkarzy rosły, aż w 2010 roku sięgnęły 35 mln dol. W końcu kurek z kasą został przykręcony, ale właśnie wtedy zespół awansował do finału Ligi Europejskiej. Markiewycz nie ma do dyspozycji wielkich gwiazd i nie domagał się o nie, tylko skupił na tym, by wycisnąć maksimum z ekipy, jaką zebrał.

To jasne, że zespół z Dniepropietrowska nie stać na fajerwerki i regularne zwycięstwa. Z 16 meczów w obecnych rozgrywkach Ligi Europejskiej wygrał tylko siedem!

W fazie grupowej awans dały mu jedynie dwa zwycięstwa i remis. Z siedmioma punktami na koncie nie udało się awansować do 1/16 finału żadnej innej drużynie! Co więcej, Dnipro odpadłoby, gdyby nie koszmarny błąd czeskiego sędziego Miroslava Zalinki, który nie uznał prawidłowo zdobytego gola przez Karabach Agdam w doliczonym czasie meczu ostatniej kolejki z Interem. Azerom należała się bramka i gdyby arbiter ją uznał, to nie Dnipro, a Karabach grałby w fazie pucharowej. Kolejny błąd sędziego dał Ukraińcom remis w pierwszym meczu półfinału z Napoli.

Z drugiej strony, czy można powiedzieć o zespole, że jest przypadkowym finalistą, skoro wyeliminował Ajax czy Napoli? 

Tajemnice Dnipro

Nie ma wątpliwości, że największą gwiazdą Dnipro jest Jewhen Konoplanka, ale eksperci podkreślają, że głównym architektem sukcesu jest trener Myron Markiewycz. Prowadząc Metalista Charków słynął z ofensywnego stylu, ale gdy przejął klub z Dniepropietrowska, nie trzymał się wypracowanych schematów, tylko trzeźwo ocenił potencjał i postawił na defensywę.

Zespół oparty na doświadczonych piłkarzach gra bardzo inteligentnie, a taktyka dopasowana do umiejętności zawodników przynosi efekty. W 16 meczach Dnipro straciło zaledwie 11 goli. Ekipa Markiewycza potrafi neutralizować ofensywne atuty mocniejszych rywali, nie traci zimnej krwi i wykorzystuje najmniejsze błędy rywali.

Kluczową postacią w składzie Dnipro jest Konoplanka. O jego roli na boisku świadczy choćby fakt, że w drodze do finału rywale faulowali go 45 razy (wicelider tej klasyfikacji "wycinany" był 26-krotnie). "Nie żałuję, że nie trafiłem do Liverpoolu. Teraz z Dnipro mogę wygrać Ligę Europejską" - wypalił niedawno dynamiczny skrzydłowy, za którego "The Reds" oferowali 16 mln funtów. Tego lata już nic nie przeszkodzi w jego transferze, a zachodnie media twierdzą, że trafi do jednej z potęg Premier League (Tottenham, Arsenal) lub Serie A (Inter, AS Roma).

Dnipro też wydawało wielkie pieniądze na piłkarzy, ale zmieniło politykę. Teraz w kadrze jest aż 12 wychowanków klubowej akademii, a Konoplanka jest najlepszym przykładem na to, że szkolenie młodzieży się opłaca.

As Dnipro we wrześniu skończy 26 lat, ale trzon składu tworzą bardzo doświadczeni piłkarze: Rusłan Rotan (33 lata, 78 meczów w reprezentacji Ukrainy), Artem Fedecki (30 lat, 38 meczów w kadrze), Jewhen Sełezniow (30 lat, 42 mecze w kadrze) czy Matheus (32 lata). Fantastyczną formą imponuje bramkarz Denis Bojko.

Markiewycz podkreśla, że faworytem finału jest Sevilla. Trener Dnipro przekonuje, że to zespół z najlepszej dziesiątki europejskiego rankingu. Wartość jej kadry wyceniana jest dwukrotnie wyżej niż skład Dnipro, ale historia pokazuje, że zespołu z Dniepropietrowska nie można lekceważyć.

Nikt nie jest w stanie zmierzyć, w jakim stopniu przeżywany przez Ukrainę dramat wpłynął na wyniki zespołu, ale z pewnością zmobilizował zespół. Jedno jest pewne - oparty na Ukraińcach zespół będzie miał w środę na Narodowym jeszcze większą motywację niż broniąca tytułu Sevilla.

Mirosław Ząbkiewicz

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL