Reklama

Reklama

120 minut walki i 10 karnych - Eintracht wygrał Ligę Europy

Ponad dwie godziny równej walki zafundowali nam piłkarze Eintrachtu i Rangersów w finale Ligi Europy. Ostatecznie w rzutach karnych lepsi okazali się zawodnicy z Frankfurtu i to właśnie nad Men poleci drugie najważniejsze klubowe trofeum w Europie.

Nieprawdopodobnie tłumnie na ten mecz zawitali kibice obu drużyn. Wielu z nich jechało w ciemno, nie mając nawet biletu i licząc na szczęście już w samej stolicy Andaluzji. Dodawało to bardzo serca temu meczowi, stadion niezwykle nim żył.

Pierwsza połowa była wyrównana zarówno na boisku, jak i na trybunach. Można znaleźć również inne analogie między piłkarzami, a kibicami. Rangersi mieli lepsze posiadanie piłki, ale groźniejsze sytuacje miał Eintracht. Na trybunach więcej było niebieskich koszulek, jednak głośniejsi byli fani z Niemiec.

Czuć było ogień na trybunach, iskrzyło też na murawie. W pierwszych minutach Lundstram starł się z Rode i kończyło się to długą przerwą i  sporym opatrunkiem na głowę dla Niemca.

Reklama

Pierwszą dobrą okazję wypracował Kamada, który dryblingiem wdarł się w pole karne. Jego próbę odbił McGregor, do piłki przed polem karnym dopadł jeszcze Sow, jednak doświadczony bramkarz szybko odbudował pozycję i pewnie złapał próbę zawodnika Eintrachtu.

Swoje atuty pokazał też Filip Kostić. Serb przejął piłkę pod swoim polem karnym i po niespełna 10 sekundach oddawał już strzał po drugiej stronie. Piłka niewiele minęła słupek.

Rangersi odpowiedzieli strzałem Aribo sprzed pola karnego i główką Johna Lundstrama, którą na rzut rożny wybił Trapp. 

Anglik ogólnie był jedną z postaci wyróżniających się w pierwszych 45 minutach, świetnie oglądało się jego odpowiedzialność taktyczną, kiedy pokrywał w różnych etapach gry różne pozycje, dbając o tempo gry swojego zespołu.

Spokój Aribo

Druga połowa fantastycznie zaczęła się dla Szkotów. Sow chciał zgrać głową piłkę do stoperów, ale zrobił to niecelnie i wyszło z tego podanie wyprowadzające Aribo sam na sam. Snajper Rangersów nie stracił głowy i pewnym strzałem wyprowadził swój zespół na prowadzenie i zupełnie "podpalił" niebieską część stadionu.

Eintracht musiał ruszyć do przodu i z każdą minutą robił to coraz mocniej. 10 minut po golu dla Rangersów dobrą sytuację miał Kamada, którego lob z kilkunastu metrów wylądował jedynie na górnej siatce.

Dużo lepiej 120 sekund później zachował się Borre. Kapitalną piłkę w pole karne posłał Kostić, a Kolumbijczyk uprzedził Goldsona i z pięciu metrów zmieścił ją przy bliższym słupku. 

Po tym golu, z każdą kolejną minuty, oba zespoły zaczynały bardziej swoją koncentrację przekładać na zabezpieczenie obrony, by przede wszystkim nie stracić bramki w końcowej fazie meczu.

Kolejne 30 minut walki

Dogrywkę odważniej zaczęli Rangersi. Zakładali wyższy pressing, trzymali rywali daleko od swojej bramki. Szkoci mogli jednak podarować gola rywalom.

Winowajcą był Bassey, który zachował się bardzo nieodpowiedzialnie i zgubił piłkę na rzecz Borre, który popędził na bramkę, uderzył jednak tylko w boczną siatkę.

Tuż po zmianie stron na strzał z dystansu zdecydował się Barisić. To była groźna próba, czujnie w bramce zareagował Kevin Trapp. Po chwili mieliśmy odpowiedź z dystansu z drugiej strony. Sprzed pola karnego uderzył też Hrustić, sprytnie posyłając piłkę po ziemi, zabrakło mu jednak precyzji.

Rangersi mogli wyrwać puchar w ostatnich minutach. Świetnie obrońcom urwał się zmiennik Roofe, który dograł idealną piłkę zwrotną na przedpole, gdzie zamykał akcję Davis. Fantastyczną interwencją popisał się Trapp, w ostatniej chwili blokując strzał rywala. 

Golkiper Eintrachtu zachował koncentrację też w ostatniej akcji meczu, wyłapując strzał Taverniera z rzutu wolnego.

Dramatyczne karne

Rzuty karne nabrały dramatycznego kontekstu, bo wielu zawodników z obu drużyn już w końcówce dogrywki narzekało na skurcze i przemęczenie organizmu. Na pewno nie pomagała parna pogoda w Sewilli, która wymusiła też przerwy na nawodnienie.

Oba zespoły strzelały karne na bramkę, za którą znajdowało się morze niebieskich koszulek fanów z Glasgow. Serię pewnie zaczął James Tavernier, na co również skutecznie odpowiedział mu Lenz.

Kolejni zawodnicy pewnie trafiali, aż przyszła kolej na Aarona Ramseya. Doświadczony Walijczyk strzelił zdecydowanie najsłabiej i swoją szansę wykorzystał Trapp.

Całość zakończył ten, który dał remis Eintrachtowi. Borre pewnie wykorzystał swoją "jedenastkę" i zapewnił trofeum dla Frankfurtu i pamiętną noc dla kilkudziesięciu tysięcy swoich kibiców.

Eintracht Frankfurt 1-1 (rz.k. 5-4) Rangers FC

gole: 69`Borre - 57`Aribo

kartki: 62`Aribo, 73`Wright

Eintracht: Trapp - N`Dicka (100`Lenz), Toure, Tuta (59`Hasebe) - Knauff, Sow (106`Hrustić), Rode, Kostić - Lindstro (70`Hauge), Kamada - Borre 

Rangers: McGregor - Barisić (117`Roofe), Bassey, Goldson, Tavernier - Lundstram, Jack (74`Davis) - Kamara (91`Arfield), Wright (74`Sakala) (117`Ramsey), Kent - Aribo (101`Sands)

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL