FC Barcelona powstała w roku 1899, Real Madryt dokładnie 6 marca 1902 roku i już nieco ponad dwa miesiące później obie ekipy starły się w pierwszym, historycznym "El Clasico" w ramach Pucharu Koronacji - "Barca" wygrała wówczas 3:1.
Z czasem współzawodnictwo obu ekip nabierało coraz większych rumieńców - była to zasługa nie tylko faktu, że oba zespoły "rosły" i stawały się dwiema głównymi siłami hiszpańskiego futbolu - do tego wszystkiego dochodziły różnice narodowościowe i polityczne. Fakt, że jakiś zawodnik mógł mieć w swoim CV grę zarówno dla "Dumy Katalonii", jak i "Los Blancos" z upływem lat był więc coraz bardziej kontrowersyjny - ale takich przypadków o dziwo nie brakowało. Było ich kilkadziesiąt.
Jedne z nowszych i bardziej znanych przykładów stanowią tu chociażby Samuel Eto'o czy Ronaldo (Luis Nazario de Lima), natomiast ci dwaj w międzyczasie grali jeszcze dla innych ekip. Byli jednak zawodnicy, którzy bezpośrednio przechodzili między Realem i Barceloną.
Piłkarska prehistoria. Albeniz dokonał przełomowego transferu tuż po... pierwszym "El Clasico"
Pierwszy dobrze udokumentowany przypadek tego typu miał miejsce 23 maja 1902 roku, zaledwie 10 dni po wspominanym już wyżej premierowym "Klasyku". Oficjalny serwis RM wskazuje, że właśnie wówczas do "Los Merengues" dołączył Alfonso Albeniz, wtedy niespełna 17-letni futbolista. To były jednak nieco inne czasy, a młodziutki gracz trafił do stolicy Hiszpanii bo... miał w planach studia w tym mieście.
Nieco inaczej wyglądała sytuacja Josepa Samitiera, jednej z największych gwiazd Barcelony lat 30. W wyniku trudności finansowych drużyny i braku porozumienia z zarządem piłkarz, który według niektórych źródeł miał strzelić łącznie nawet 326 goli dla FCB, rozstał się z dotychczasowym pracodawcą i prędko został wzięty pod skrzydła "Królewskich". Nie pobył wśród nich długo, bo tylko przez dwa lata (1932-1934), ale to wystarczyło, by w tym czasie zdobyć mistrzostwo i krajowy puchar (wówczas, w okresie republikańskim, nazywanym Copa de Espana zamiast Copa del Rey). Co ciekawe Samitier po latach znalazł się z powrotem na Camp Nou jako trener.
Nowa siła w Ekstraklasie. "Staramy się nie mieć ograniczeń finansowych"
Barwne powojnie. "Barcelona chciała, żebym został Hiszpanem
Innym ciekawym przypadkiem był Brazylijczyk Evaristo de Macedo Filho, który w "Barcy" znalazł się w 1957 roku i przez pięć lat odniósł wraz z zespołem szereg sukcesów. W pewnym momencie włodarze "Blaugrany" jednak przeciągnęli pewną strunę - poszło o próbę naturalizacji napastnika, która otworzyłaby przed FCB szansę na pozyskanie kolejnego futbolisty z zagranicy (ówczesne przepisy były pod tym względem mocno restrykcyjne).
"Barcelona chciała, żebym został Hiszpanem, (...) a ja tego nie chciałem. W Madrycie tak nie było. Dlatego się tam przeniosłem, w przeciwnym razie zostałbym w Barcelonie, która bardziej mi odpowiadała" - wspominał po latach w rozmowie z Garym Meenaghanem z BBC Sport.
W latach 80. Barcelona i Real byli już od dawna powszechnie znani jako zajadli rywale - tutaj każde przenosiny między tymi ekipami były prawdziwą "bombą" - i takowa wybuchła w przypadku Bernda Schustera.
Mistrz Europy z reprezentacją RFN niemal całą dekadę (1980-1988) spędził na Camp Nou, stanowiąc o sile środka pola drużyny, ale z czasem współpraca na linii gracz - klub stała się na tyle trudna, że w końcu nie przedłużono z nim kontraktu. Schuster nie zastanawiał się długo i dołączył do "Los Merengues", wśród których spędził dwa lata, po czym udał się do... Atletico Madryt. To była już naprawdę skrajna kombinacja.
Największa zdrada i świński łeb. Czasy najnowsze Barcelony i Realu
Dla odmiany warto zerknąć na "przepływ" w drugą stronę - w 1996 roku, po pięciu latach grania dla "Królewskich", Luis Enrique stał się częścią wielkiego wietrzenia szatni na Santiago Bernabeu. Real opuściło wtedy łącznie aż 10 graczy, w tym m.in. Michael Laudrup (notabene także dawny zawodnik Barcelony), Michel, Ivan Zamorano, Quique Sanchez Flores, Freddy Rincon czy właśnie Enrique. Po latach o tym ostatnim śmiało można mówić jako o legendzie FCB, zwłaszcza że z drużyną odnosił sukcesy również jako trener. No i nigdy nie wzbraniał się przed "podszczypywaniem" madrytczyków, z którymi rozstał się w burzliwych okolicznościach.
Absolutnie najbardziej znanym przykładem transferu między Barceloną a Realem jest oczywiście przypadek Luisa Figo, który dla kibiców "Blaugrany" jest synonimem zdrajcy. W 2000 roku Florentino Perez, świeżo wybrany prezydent RM, porwał się na szalony plan zakontraktowania kapitana największych rywali ekipy ze stolicy Hiszpanii, co było jego wcześniejszą obietnicą wyborczą dla socios.
Koncepcja ta wyszła mu w stu procentach - Figo udało się zgarnąć za 60 mln euro, co było ówczesnym rekordem wszech czasów i był to jednocześnie początek "ery Galacticos". Kibice Barcelony - co nie było zaskoczeniem - wpadli w furię, której najsłynniejszym wyrazem było wrzucenie świńskiego łba na murawę tuż obok Portugalczyka podczas jednego z "Los Clasicos". Więcej o tej historii można poczytać tutaj.
Dużo bardziej niewinnym - patrząc porównawczo - transferem było późniejsze przejście do "Los Blancos" Javiera Savioli, Napastnik opuścił "Barcę" w 2007 roku, ale wówczas ten ruch nie wzbudził oczywiście tak wielkich emocji jak w przypadku Figo. Po latach Argentyńczyk zaliczył w Hiszpanii jeszcze epizod w Maladze.
Saviola to jak dotychczas ostatni przypadek gracza, który zaliczył przenosiny na linii Barcelona - Real, natomiast można śmiało założyć, że jeszcze kiedyś obejrzymy podobny transfer, ale tym razem emocje mogą już znacznie mocniej wykipieć...













