Trzy gole w meczu Realu Madryt o finał. Przeciwnik dla Barcelony wyłoniony
Real Madryt rok 2026 rozpoczął od imponującego triumfu nad Realem Betis przed własnymi kibicami. To nieco uspokoiło atmosferę wokół drużyny, ale nie zmieniło sytuacji Xabiego Alonso. Hiszpańskie media zgodnie donosiły, że pierwszym meczem o posadę będzie rozegrany w czwartkowy wieczór półfinał Superpucharu Hiszpanii z Atletico Madryt w Dżuddzie. Spotkanie nie stało na najwyższym poziomie intensywności, ale działo się sporo. Ostatecznie "Królewscy" mimo wielkich problemów wygrali 2:1.

Real Madryt w ostatnich tygodniach zdawał się wracać na przyzwoite tory. Po kryzysie listopadowo-grudniowym "Królewscy" zaczęli wychodzić z poszczególnych meczów zwycięsko, choć trzeba przyznać, że rywale w większości byli tymi ze zdecydowanie niższej półki.
Dobre wyniki czasem przykrywały gorszą grę, ale sytuacja Xabiego Alonso nieco się poprawiła, choć do pełnego spokoju wciąż było naprawdę daleko. Od początku wskazywano, że kluczowym czasem w kontekście przyszłości hiszpańskiego trenera będzie Superpuchar Hiszpanii.
Real Madryt w finale Superpucharu Hiszpanii. Triumf w derbach
"Los Blancos" przed swoim półfinałem z Atletico Madryt poprawili sobie nastroje wysoką wygraną nad Realem Betis na start 2026 roku. Bez wątpienia sporym zmartwieniem dla Xabiego była jednak nieobecność Kyliana Mbappe, który nawet nie poleciał z zespołem do Arabii Saudyjskiej.
Mimo tego eksperci faworyta tej rywalizacji widzieli w Realu, a w finale czekała już FC Barcelona. Mecz rozpoczął się z bardzo wysokiego C za sprawą Federico Valverde, który pokazał to z czego słynie, a więc strzał z dystansu. Urugwajczyk w drugiej minucie huknął z rzutu wolnego z atomową siłą, a Jan Oblak był bez szans.
Dla kapitana "Królewskich" był to pierwszy gol w tym sezonie. Patrząc na kolejne minuty można było jednak odnieść wrażenie, że jesteśmy zdecydowanie bliżej wyrównania niż gola dla Realu, choć znakomitą okazję miał Rodrygo. To Atletico wykazywało się zdecydowanie większą inicjatywą w ofensywie.
Na miejscu zawsze był jednak oczywiście Thibaut Courtois, który ratował "Los Blancos". Dzięki temu do przerwy piłkarze Xabiego prowadzili 1:0. W drugą część spotkania weszliśmy bez zmian, jeśli chodzi o obraz tego, co dzieje się na murawie. Wciąż zespołem z inicjatywą byli "Los Colchoneros".
Gdy wydawało się, że wszystko zmierza w kierunku gola dla Atletico, Real właściwie z niczego wyprowadził cios w 54. minucie. Wszystko za sprawą duetu Valverde - Rodrygo. Ten pierwszy popisał się bardzo dobrym podaniem między liniami, a Brazylijczyk tym razem się nie pomylił i w sytuacji sam na sam pokonał Jana Oblaka.
"Królewscy" uśpieni golem na 2:0 dali się zaskoczyć przez Alexandra Sorlotha. Norweg z bliska wpakował piłkę do siatki, wykorzystując bardzo dobrą wrzutkę Simeone. W 95. minucie piłkę na wagę remisu na bucie miał Julian Alvarez. Argentyńczyk jednak chybił i Atletico wraca do Hiszpanii, a Real w niedzielę zagra z Barceloną o tytuł.











