FC Barcelona szuka nowego napastnika. Po decyzji Roberta Lewandowskiego o odejściu z drużyny znalezienie następcy Polaka stało się dla klubu z Katalonii absolutnym priorytetm. Ucichł temat wzmocnienia obrony, cała dyrekcja sportowa skupia się na sprowadzeniu jakościowego gracza na pozycję dziewiątki.
Rewolucja w klubie Ekstraklasy, prezes powiedział "pas". To już oficjalne
Nazwisk na liście jest kilka, ale faowryt od początku jeden - Julian Alvarez. Argentyńczyk jest wymarzonym transferem Hansiego Flicka i na papierze pasowałby do koncepcji Niemca wręcz idealnie. Barcelona już od kilku tygodni próbuje wykupić Argentyńczyka z Atletico Madryt.
Alvarez wprost. Chce transferu
Pierwsza oferta na kwotę opiewającą na około 100 milionów euro została jednak odrzucona, a na domiar złego po Alvareza zgłosił się Real Madryt. "Królewscy" złożyli propozycję na aż 150 milionów euro. Ta również została odrzucona, a Atletico bardzo wyraźnie wskazało na klauzulę w wysokości 500 milionów euro.
Ogłosili ws. Messiego, tuż po historycznym meczu. Nie mogło być inaczej
Wobec tego Barcelona została postawiona w trudnej sytuacji i zaczęła wyczekiwać ruchu piłkarza. Ten w pewnym sensie pojawił się po meczu mundialu Argentyny z Austrią. Alvarez zabrał publicznie głos. - Nie jest to odpowiedni moment, by o tym mówić, ale nie mogę też tego ukrywać - staram się być uczciwym człowiekiem - rozpoczął dla ESPN.
- Rozmawiałem z przedstawicielami Atletico Madryt i uważam, że dla wszystkich najlepszym rozwiązaniem jest transfer. Chcę spełnić swoje marzenie - dodał. Jest to oczywiście sygnał do władz Atletico, ale nie sposób nie zauważyć, że Alvarez nie sprecyzował, gdzie chciałby odejść. Ta saga z pewnością jeszcze potrwa.










