Szczęsny wyznał, co zrobił po porażce Barcelony w hicie LM. Ta scena porusza do łez
Wojciech Szczęsny to postać, która wzbudza ogromne poruszenie. Trudno się dziwić, bowiem swoim wesołym usposobienie i bardzo luźnym podejściem do życia potrafi sobie zjednywać całe rzesze fanów. Polski golkiper to również osoba o ogromnym sercu, czego dowodem jest sytuacja, która miała miejsce po zakończeniu hitowego dwumeczu poprzedniej edycji Ligi Mistrzów. Szczęsny wyznał bowiem, że za zamkniętymi drzwiami spotkał mocno podłamanego kolegę z zespołu. W tej sytuacji nie wahał się ani chwili.

Wojciech Szczęsny z pewnością zasługuje na miano jednego z sympatyczniejszych piłkarzy na świecie. Nie raz mogliśmy bowiem podziwiać wiele zabawnych sytuacji z polskim golkiperem w rolach głównych.
Jak powszechnie wiadomo, Szczęsny przerwał swoją piłkarską emeryturę, aby w kryzysowym momencie pomóc Barcelonie. Ze swojej roli wywiązał się on idealnie, dlatego nie powinien dziwić fakt, że klub zdecydował się przedłużyć umowę z golkiperem i pozostawić go w składzie w razie "sytuacji kryzysowych". Nie trzeba było zresztą czekać długo, aż 35-latek ponownie stawi się między słupkami "Dumy Katalonii".
Są jednak pewne aspekty życia Szczęsnego, o których kibice najzwyczajniej nie mają pojęcia. Dzieją się one bowiem "za zamkniętymi drzwiami". Jeden z takich aspektów został jednak zdradzony w niedawnym, dość głośnym wywiadzie ze Szczęsnym.
Oto prawdziwe oblicze Szczęsnego. Poruszające wyznanie bramkarza
Sytuacja, o której zdecydował się opowiedzieć Wojciech Szczęsny, miała miejsce podczas ubiegłorocznej edycji Ligi Mistrzów. W półfinale owego pucharu Barcelona mierzyła się z Interem Mediolan. Bój ten zasłużył na miano legendarnego, a to ze względu na jego intensywność oraz ogrom generowanych emocji. Ostatecznie jednak lepsi okazali się piłkarze z Włoch.
W wywiadzie dla portalu "gq.pl" pojawiła się wzmianka, jakoby Szczęsny nie lubił być przedstawiany jako "mentor" dla swoich młodszych kolegów z drużyny. Jednocześnie po wspomnianym meczu Polak stał się świadkiem sceny, która zmusiła go do jednej z najszlachetniejszych "interwencji" w jego życiu.
"Pytam: >>Czemu płaczesz?<<, a on na to, że przegrał półfinał. To ja mu wtedy opowiadam jego własną historię. >>Gdzie byłeś dwa lata temu? Na byle jakich stadionach grałeś byle jaką piłkę. A dzisiaj, chłopie, zagrałeś półfinał Ligi Mistrzów! Ty jeszcze przegrasz sto ważnych meczów, jeszcze wygrasz kolejne sto. Ale zobacz, gdzie dzisiaj jesteś. Stary, to jest kibel na San Siro, a ty grałeś dzisiaj o półfinał Ligi Mistrzów<<. On mówi, że przegraliśmy. >>No, przegraliśmy, ale zobacz, jak ty daleko zaszedłeś<<. Zaciągam się. Czekam. Musi przetrawić. W końcu widzę, prostuje się i mówi: >>Ja dzisiaj nawet asystę miałem!<<. I on już nie płacze. On wie, kim jest. Z jego podania padła bramka w półfinale Ligi Mistrzów. I kiedy wychodzi z tego kibla, to tak właśnie o sobie myśli. Wie, że trzeba wypiąć klatę do przodu i głowę unieść wysoko do góry" - opowiadał ze szczegółami Szczęsny.
Ta historia tylko pokazuje, jak wielkie serce ma golkiper Barcelony, a także jak wielkim autorytetem darzą go młodsi koledzy, mimo iż ten nie stara się wyrastać w ich oczach na "mentora".












