Szalona końcówka meczu Realu. Koszmar Mbappe i gol w ostatniej akcji
Remis Realu Madryt z Gironą dwie kolejki temu oddalił "Królewskich" od liderującej Barcelony na aż 9 punktów. Od teraz do końca zostało do zdobycia tylko 18, więc sytuacja drużyny Alvaro Arbeloi jest trudna. Jeśli w ogóle można mówić o "pościgu", to w piątek mieliśmy kolejny jego etap. "Los Blancos" pojechali na Estadio La Cartuja na mecz z piątym w tabeli Betisem. Piłkarze Manuela Pellegriniego w ostatnich dwóch miesiącach wygrali tylko raz, ale to nie znaczy, że ktokolwiek ich skreślał. Na Estadio La Cartuja obejrzeliśmy dwa gola i niepokojący obrazek z Kylianem Mbappe.

Jako pierwsi inicjatywę przejęli gospodarze, a Brahim Diaz miał szczęście, że zagrał w polu karnym barkiem, a nie ręką. Za chwilę jednak zaczęliśmy oglądać przewidywany przebieg wydarzeń, czyli Real Madryt w posiadaniu piłki. Kylianowi Mbappe brakowało jednak skuteczności, a czasem decyzyjności, by nie bać się uderzać lewą nogą. Ostatnio zbyt często wybiera tę lepszą, czyli prawą.
Ofensywny impas przerwał w 18. minucie Vinicius Junior. Wykorzystał błąd bramkarza Betisu Alvaro Vallesa, który zamiast łapać piłkę po strzale Federico Valverde, "wypluł" ją przed siebie, a Brazylijczyk bez problemu dobił po długim słupku. "Królewscy" szybko próbowali pójść za ciosem. Brahim reklamował rękę Ricardo Rodrigueza, lecz bezskutecznie.
Nie dość, że gra nie układała się "Los Verdiblancos", to jeszcze przez uraz mięśniowy stracili oni Marca Bartrę. Wszedł za niego były zawodnik Realu, Diego Llorente. Po 35. minucie tempo znów wzrosło. Najpierw Jude Bellingham nie wykorzystał świetnego podniesienia futbolówki przez Mbappe, następnie Cedric Bakambu przegrał pojedynek oko w oko z Łuninem, chcąc go obiec, a Sofyan Amrabat dostał żółtą kartkę za bezpardonowe przerwanie kontrataku rywali. Następnie to samo z identyczną karą uczył Dean Huijsen.
Real Betis uratował remis. Hector Bellerin wprawił kibiców gości w smutek
Tuż przed przerwą ukraiński golkiper musiał interweniować aż trzykrotnie, dwa razy zatrzymał Antony'ego i raz Bakambu, a nie były to najłatwiejsze uderzenia. Pierwsza połowa skończyła się więc wynikiem 0:1, ale podopieczni Manuela Pellegriniego pogrozili oponentowi i dali swoim kibicom nadzieję na drugą część.
Pierwszy jej kwadrans nie był zbyt efektowny. Mbappe trafił nożycami do siatki, lecz wyraźnie "spalił" akcję, niemal całym ciałem. Po informacji od sędziego był dość mocno zdziwiony, mimo że teoretycznie nie powinien. "Los Blancos" przeważali dalej, aktywny był Alexander-Arnold, szczęścia próbował nawet Huijsen. Po 60. minucie Betis się ocknął i znów zaczął zagrażać. Cucho Hernandez (zmienił w przerwie Bakambu) także musiał się zadowolić jedynie kornerem, bo Łunin zanotował kolejną dobrą interwencję. Za chwilę blisko był Natan, uderzył tuż obok słupka.
Goście próbowali reagować. Mbappe zerwał się w kontrataku, pokazał niesamowitą szybkość, ale jego podanie w poprzek do "Viniego" zostało zablokowane przez ostatniego defensora. Zaraz na solową akcję zdecydował się Valverde. Po minięciu kilku przeciwników powstrzymał go dopiero bramkarz Valles.
W końcówce trudno było analizować, czy jest bliżej rezultatu 0:2 czy 1:1. Na niekorzyść Madrytczyków działał fakt, że Mbappe zgłosił konieczność zmiany i opuścił boisko. To niepokojące, bo w ostatnich dniach z powodu kontuzji do końca sezonu wypadli Eder Militao i Arda Guler. Gospodarze byli wyraźnie zmęczeni, ale jednak w ostatniej akcji dali radę trafić na remis. Autorem trafienia został Hector Bellerin. Wcześniej piłkę stracił Ferland Mendy. Niektórzy twierdzą, że Francuz mógł być faulowany.
To dla Betisu zwycięski jeden punkt. Z kolei "Królewscy" zamiast 6 punktów straty do Barcelony mają teraz 8. Jeśli "Duma Katalonii" w sobotę ogra na wyjeździe Getafe (co może nie być łatwe), to powiększy przewagę aż do 11 oczek. To byłby nokaut w walce o mistrzostwo Hiszpanii.











