Szaleństwo Realu Madryt na Bernabeu. Aż sześć zmian w meczu. Pięć goli i koniec walki
Real Madryt w środku tygodnia nieco zszokował świat. "Królewscy" do meczu z Manchesterem City w Lidze Mistrzów podchodzili w mocno przeciętnej formie, a rywalom nie dali żadnych szans. Po ledwie trzech dniach przerwy Real wrócił do ligowej rywalizacji, a na Santiago Bernabeu przyjechało Elche, które chciało sprawić niespodziankę w 28. kolejce La Liga. Tym razem się to jednak nie udało. Real wygrał pewnie - 4:1, a dodatkowo Arbeloa dał odpocząć kilku kluczowym zawodnikom.

Real Madryt jeszcze kilka tygodni temu był liderem hiszpańskiej La Liga. "Królewscy" wyszli na prowadzenie ligowej stawce po rozegraniu 24. kolejki. Wówczas Real wygrał 4:1 z Realem Sociedad po popisie Viniciusa Juniora. W tej samej kolejce FC Barcelona poległa w derbach Katalonii z Gironą.
Później sprawy dla Realu mocno się skomplikowały. Dwa kolejne ligowe mecze przyniosły bowiem porażki - z Osasuną i Getafe. Dzięki temu Barcelona odzyskała pozycję lidera i zdołała nawet wypracować sobie cztery punkty przewagi nad swoimi odwiecznymi krajowymi rywalami.
Kolejny popis Realu Madryt. Elche nie miało szans
Mocno przeciętną formę "Los Blancos" widzieliśmy także w wyjazdowym meczu z Celtą. Ten ostatecznie zakończył się wygraną Realu po golu w ostatniej minucie gry autorstwa Federico Valverde. Swoją znakomitą formę Urugwajczyk potwierdził w hicie Ligi Mistrzów. Real wygrał 3:0 z Manchesterem City, a Fede był bohaterem.
Trzy dni po tym spotkaniu na Bernabeu przyjechało Elche, aby postarać się o niespodziankę w ramach 28. kolejki La Liga. Alvaro Arbeloa ponownie musiał mierzyć się z ze sporymi niedoborami kadrowymi. Zagrać nie mogło aż 10 zawodników pierwszej drużyny, dzięki temu kolejną szansę w środku pola dostał Thiago Pitarch.
Pierwszy raz tak naprawdę groźnie pod bramką gości zrobiło się dopiero w 34. minucie. Real krótko rozegrał rzut rożny, piłka od Viniciusa trafiła do Fede, który dośrodkował w pole karne na głowę Rudigera. Niemiec nieznacznie jednak chybił przy strzale głową. Drugi raz już takich wątpliwości nie było.
W 38. minucie Real dostał rzut wolny sprzed pola karnego. Znów gospodarze rozegrali go krótko. Vinicius wyłożył piłkę do Valverde, a ten w swoim stylu huknął na bramkę. Tym razem strzał był celny, co zmusiło bramkarza do błędu. Golkiper odbił futbolówkę przed siebie, a ta spadła pod nogi Rudigera.
Niemiec bez zastanowienia kopnął z woleja i otworzył wynik tego spotkania naprawdę ładnym strzałem. Jeszcze przed końcem pierwszej połowy Real, a dokładnie Fede Valverde. Urugwajczyk dostał piłkę od Frana Garcii. Ustawił ją sobie na prawej nodze i ze stoickim spokojem wewnętrzną częścią stopy kopnął w okienko bramki.
Dzięki tej bramce Real do szatni schodził z komfortowym dwubramkowym prowadzeniem. Druga część rywalizacji rozpoczęła się od groźnego ataku Realu. Brahim Diaz wyszedł sam na sam z bramkarzem i zamiast podawać do biegnącego obok Vinicius koszmarnie spudłował, przenosząc piłkę wysoko nad bramką.
Już w 60. minucie Arbeloa sporo ryzykował. W tym momencie bowiem na boisku nie było już nikogo z czwórki: Rudiger, Valverde, Vinicius oraz Tchouameni. Dodatkowo trener "Królewskich" wprowadził dwóch młodych zawodników ze szkółki. Kilka minut później Arbeloa posłał do boju kolejnych dwóch "młodych wilczków".
To sprawiło, że już w 65. minucie wykorzystał limit sześciu zmian (jedna dodatkowa za uraz głowy zawodnika Elche przyp. red.). Nie zmieniło się jednak nastawienie gospodarzy. Już w 66. minucie przepięknym dośrodkowaniem w pole karne Elche popisał się 18-letni Daniel Yanez. Piłka trafiła na głowę Huijsena, a ten bez kłopotów pokonał golkipera.
Elche wyraźnie zwietrzyło szansę po wejściu kilku wychowanków. Goście nieco podkręcili tempo, co skończyło się koszmarnym błędem Camavingi. Francuz właściwie podał rywalowi we własnym polu karnym, wykładając piłkę na tacy. Sytuację próbował jeszcze ratować wślizgiem Manuel Angel, ale to właśnie on wpakował futbolówkę do siatki.
To nie był ostatni akcent tego wieczoru. W 89. minucie piłkę na własnej połowie przejął wprowadzony z ławki Arda Guler. Turek nie zazastanawiał się nawet sekundy. Zauważył wysuniętego bramkarza i z około 60-65 metrów kopnął na bramkę gości. Trafił idealnie pod poprzeczkę, podwyższając wynik na 4:1.
Arbeloa aż złapał się za głowę, co sprawnie wychwycił realizator transmisji. Jeszcze w 94. minucie popisać musiał się Courtois i tradycyjnie wywiązał się z zadania w sposób wzorowy, chroniąc bramki po strzale głową. Ta parada była ostatnim akcentem wieczoru. Real wygrał 4:1 i wywarł presję na Barcelonie przed meczem z Sevillą.











