Stan wrzenia w Hiszpanii. Wszystko po meczu Ewy Pajor. Z tego ciężko się będzie wybronić
21 stycznia kobieca FC Barcelona przybliżyła się do zdobycia piątego z rzędu Superpucharu Hiszpanii. "Duma Katalonii" wygrała bowiem półfinałowe starcie z Athletikiem Bilbao wynikiem 3:1. Zwycięstwo to wcale nie było jednak aż tak oczywiste. Hiszpańscy dziennikarze piszą bowiem o kuriozalnych scenach, które mogły pokrzyżować plany Ewy Pajor i spółki.

21 stycznia kobiecaFC Barcelona rozpoczęła batalię o damski odpowiednik Superpucharu Hiszpanii. W ostatnich latach rozgrywki te zostały całkowicie zdominowane przez zawodniczki "Dumy Katalonii". Do klubowej gabloty trafiały trofea z czterech ostatnich edycji Superpucharu.
Teraz Ewa Pajor i spółka walczą więc o swój piąty triumf z rzędu. W półfinałowym starciu zmierzyły się one z zawodniczkami Athletiku Bilbao, które znalazły się w elitarnym gronie czterech pretendentów do wywalczenia trofeum. Wynik dość niespodziewanie otworzyły zawodniczki z Kraju Basków. Otrzymały one bowiem rzut karny, po którym skapitulowała bramkarka Barcelony Cata Coll. Straty te szybko udało się odrobić i ostatecznie, katalońskie zawodniczki mogły cieszyć się z awansu do finału tegorocznej edycji kobiecego Superpucharu Hiszpanii.
Hiszpanie wściekli po półfinale Superpucharu Hiszpanii. Padły poważne oskarżenia
Zazwyczaj nad tego typu starciami dość szybko przechodzi się do porządku dziennego. W przypadku półfinałowego spotkania Barcelony z Athletiku Bilbao sprawa ma się jednak nieco inaczej.
Hiszpańscy eksperci postanowili bowiem rozliczyć arbiter tego spotkania - Elisabeth Calvo - z wykonanej przez nią pracy. Wynikiem ich analizy był bardzo krytyczny tekst, ukazujący szereg błędów, popełnionych tego dnia przez sędzinę.
Na pierwszy ogień wzięto pod lupę wspomniany wcześniej rzut karny, który dał piłkarkom z Bilbao możliwość objęcia prowadzenia. Zdaniem ekspertów zagranie Marii Leon nie kwalifikowało się na odgwizdanie przewinienia. Doszło bowiem do lekkiego kontaktu z przeciwniczką, który w większości przypadków zostałby kompletnie zignorowany.
Sytuacja ta była kontrowersyjna, lecz jej skala nie mogła się równać z tym, co wydarzyło się pod koniec pierwszej połowy. Wówczas bezpośrednią czerwoną kartkę obejrzała bowiem Kika Nazareth. Portugalska piłkarka próbowała oddać strzał głową po dośrodkowaniu koleżanki. Dość niefortunnie trafiła ona łokciem jedną z defensorek. Calvo skorzystała w tej sytuacji z VARu, a następnie zdecydowała się na wysłanie piłkarki Barcelony do szatni.
Hiszpanie wskazują, że w tej sytuacji arbiter w znacznej mierze zasugerowała się skutkami przewinienia. Zderzenia doprowadziło bowiem do krwotoku z nosa defensorki. Niemniej zaprezentowane nagranie doskonale pokazuje, że zagranie Nazareth nie wynikało z chęci wyrządzenia rywalce krzywdy. Był to naturalny ruch, którego skacząca do piłki zawodniczka nie mogła uniknąć. Czerwona kartka była więc w tej sytuacji sporym nadużyciem.
"To, co Elisabeth Calvo zrobiła wczoraj, z gwizdkiem, a co gorsza, patrząc w ekran, było skandaliczne" - podsumowali wczorajszy występ arbiter tamtejsi eksperci.












