Simeone wiedział to już przed meczem. Wskazał "winnego" triumfu Barcelony. Padło konkretne nazwisko
2 grudnia FC Barcelona rozgrywała jeden z cięższych pojedynków na krajowym podwórku. Na legendarnym Camp Nou zagościł bowiem Diego Simeone i jego Atletico Madryt. Podopieczni Flicka stanęli jednak na wysokości zadania, wygrywając to arcyważne starcie wynikiem 3:1. Co ciekawe, już przed meczem "Cholo" w pewien sposób wskazał piłkarza, który może pogrążyć jego zespół. Przewidywania argentyńskiego trenera sprawdziły się w stu procentach.

Środowisko kibicowskie Barcelony będzie świętować ten sukces przez bardzo długi czas. 2 grudnia "Duma Katalonii" gościła na niedawno otwartym Camp Nou jedną z groźniejszych ekip La Ligi - Atletico Madryt. Mecz ten miał kolosalne znaczenie. Po 14 kolejkach hiszpańskiej ekstraklasy Barcelona, dzierżąca pozycję lidera tabeli, posiadała wyłącznie punkt przewagi nad znajdującym się na 2. miejscu Realem Madryt.
Wtorkowe spotkanie nie zaczęło się jednak po myśli katalońskiej ekipy. Już w 19. minucie bramkę otwierającą wynik zdobył bowiem Alex Baena. Katalończycy liczyli w tej sytuacji na uznanie spalonego napastnika z Madrytu, lecz analiza VAR wykazała, że gol został zdobyty jak najbardziej prawidłowo. Na szczęście dla Hansiego Flicka, raptem 7 minut później swoim geniuszem błysnął Raphinha, który w pięknym stylu doprowadził do wyrównania.
Już w pierwszej połowie idealną szansę na podniesienie wyniku miał Robert Lewandowski. Polak podszedł bowiem do wykonania rzutu karnego i... posłał futbolówkę wysoko nad poprzeczką. Wybawienie dla Barcelony nadeszło dopiero w drugiej połowie. Wówczas to Lewandowski posłał dobrą piłkę do Daniego Olmo, który zdołał pokonać Jana Oblaka. Niestety swój wyczyn piłkarz Barcelony przypłacił urazem. Przez kolejne minuty to gracze z Madrytu byli znacznie bliżej doprowadzenia do ponownego wyrównania. Ich próby pełzły jednak na niczym, a nadzieje ostatecznie odebrał gol Ferrana Torresa zdobyty w 96. minucie. Dzięki temu Camp Nou mogło cieszyć się z bardzo ważnego zwycięstwa.
Simeone "przewidział" egzekutora Atletico. Zachwalał go już przed meczem
Czy jest jeden wyraźny punkt w drużynie Barcelony, który można określić jako głównego prowodyra opisanego triumfu ekipy? Okazuje się, że Diego Simeone niejako sam naznaczył tę osobę jeszcze przed rozpoczęciem meczu. Kilka dni temu trener "Materacy" nie szczędził bowiem pochwał w kierunku wspomnianego wcześniej Raphinhii.
Uwielbiam go. Za każdym razem, gdy gra, oglądanie go to czysta przyjemność; jego ruch i gra bez piłki robią kolosalną różnicę
Hiszpańscy dziennikarze nie mają wątpliwości, że "Cholo" wskazał w ten sposób winnego porażki swojej drużyny. Brazylijczyk rozegrał bowiem naprawdę dobre spotkanie. Z oczywistych względów, zwieńczeniem jego występu był pięknej urody gol, dający Barcelonie impuls do zacieklejszej walki. To jednak nie jedyna rzecz, którą Raphinha wniósł do gry swojej drużyny podczas meczu z Altetico. Eksperci z Półwyspu Iberyjskiego określili bowiem jego prezencję jako "zdolność do stwarzania ogromnych problemów za każdym razem, gdy atakował bramkę przeciwnika". Ataków tych było wiele, a defensywa gości musiała ze zdwojoną siłą blokować kolejne próby rozpędzonego Brazylijczyka.
Poza naturalną chęcią zwycięstwa, skrzydłowy "Dumy Katalonii" posiadał tego dnia jeszcze jedno źródło motywacji. To bowiem on pocieszał Hansiego Flicka, gdy ten dał upust swoim emocjom po wygranym meczu z Deportivo Alaves. We wtorkowy wieczór Brazylijczyk w pełni dotrzymał danego trenerowi słowa.












