Sceny w Barcelonie. Wielka pomyłka Lewandowskiego, a potem takie zagranie. Hit nie zawiódł
We wtorek FC Barcelona na własnym stadionie, Spotify Camp Nou podjęła Atletico Madryt. Spotkanie bez dwóch zdań niezależnie od formy drużyn jest zawsze wielkim hitem. Nie inaczej było tym razem, bowiem po bardzo zaciętej rywalizacji lepsi 3:1 okazali się gospodarze. Nieco ponad godzinę na murawie spędził Robert Lewandowski, który nie trafił rzutu karnego. Polak jednak nieco odkupił swoje winy, gdyż miał swój udział w drugim golu.

Po porażce 0:3 z Chelsea w Lidze Mistrzów i wygranej 3:1 z Deportivo Alaves w LaLidze FC Barcelona jako lider ligowej tabeli podjęła na własnym stadionie niepokonane od siedmiu spotkań Atletico Madryt. Ekipa Hansiego Flicka w przeciwieństwie do drużyny gości zdaje się mieć w ostatnim czasie spory kryzys i nie najlepiej prezentuje się na murawie. Niemiecki szkoleniowiec wydelegował do gry możliwie najmocniejszy skład, a na napadzie nie zabrakło miejsca dla Roberta Lewandowskiego.
Polak był aktywny już od pierwszych minut. Wracał do pola karnego, aby wzmocnić defensywę przy wyrzutach z autu na wysokości szesnastki rywali. Do tego często pokazywał się do podań i z obrońcami "na plecach" rozgrywał piłkę. Pierwsze efekty mogły nadejść już w 9. minucie. "Lewy" zgrał futbolówkę do Raphinhi, a Brazylijczyk strzałem z dystansu próbował zaskoczyć golkipera klubu z Madrytu, Jana Oblaka. Strzał jednak poszybował daleko nad bramką.
Atletico próbowało szybko odzyskiwać piłkę od Barcelony i stosowało wysoki pressing. Mimo to "Dumie Katalonii" udawało się budować ataki pozycyjne, lecz nie wychodziło z tego nic specjalnego. W 19. minucie do głosu doszli goście. Długim podaniem Alexa Baenę odnalazł Nahuel Molina, a ten wyszedł sam na sam. Lekkim strzałem prawą nogą pokonał Joana Garcię i otworzył wynik meczu. Co ciekawe, arbiter początkowo zagwizdał spalonego, lecz po szybkiej weryfikacji VAR uznał gola.
Stracony gol tylko bardziej zmotywował Barcelonę do działania. Na odpowiedź nie trzeba było długo czekać. Kapitalnie podaniem prostopadłym Raphinhę odnalazł Pedri, a ten ominął wychodzącego Oblaka i umieścił piłkę w siatce. W 26. minucie było już 1:1.
W 31. minucie znów gorąco było niedaleko bramki Barcelony. Pau Cubarsi źle obliczył trajektorię lotu piłki, dzięki czemu znów oko w oko z Garcią znalazł się Baena. Golkiper jednak zachował czujność i wyszedł z bramki zatrzymując futbolówkę. Po chwili w szesnastce Los Colchoneros sfaulowany został Dani Olmo, a Ricardo de Burgos Bengoetxea od razu odgwizdał rzut karny. Piłkę na 11 metrze ustawił Robert Lewandowski. Polak jednak uderzył katastrofalnie, wysoko nad bramką.
W 38. minucie "Lewy" po raz kolejny mógł zdobyć gola. Idealnie odnalazł się w polu karnym po dośrodkowaniu z prawej strony boiska i groźnie strzelił w bramkę rywali, lecz znów na linii znakomicie spisał się słoweński bramkarz. Po tym strzale gra nieco zwolniła, a pierwsza połowa zakończyła się wynikiem 1:1.
Kapitalny Olmo, gol okraszony urazem. To był koniec
Druga część spotkania zaczęła się od ataków pozycyjnych Barcelony. Mimo to jako pierwsze mogło zaskoczyć Atletico. Garcię próbował zaskoczyć Alvarez, jednakże jego podcinka z ostrego konta okazała się zdecydowanie za słaba, a Hiszpan złapał piłkę. W 52. minucie drugiego gola blisko był Raphinha. Skrzydłowy został wypatrzony przez Lamine Yamala, lecz z około 11 metra uderzył daleko od bramki.
Obie drużyny nie mogły przez długi czas stworzyć sobie żadnej dogodnej sytuacji. Barcelona próbowała budować ataki pozycyjne, a także uruchamiać ofensywnych graczy długim podaniem, lecz nieskutecznie. Gdy w polu karnym z piłką znajdował się Raphinha lub Yamal defensorzy Atletico doskonale wiedzieli, co mają robić i często blokowali ich zagrania.
W 65. minucie wreszcie się udało. Barcelona wyprowadziła składny atak, a instynktownym zagraniem Daniego Olmo uruchomił Robert Lewandowski. Pomocnik uderzył na dalszy słupek i dał Barcelonie prowadzenie.
Niestety przy strzale niefortunnie upadł, przez co musiał opuścić boisko. Z murawą pożegnał się także Polak. Kilka minut później mogło być już 3:1. Niefortunne zagranie Gimeneza wykorzystać próbował Yamal. Piłka po jego strzale przeleciała jednak obok bramki.
W 77. minucie kapitalną okazję miał Thiago Almada. Argentyńczyk idealnie wybiegł za linię obrony i mógł oddać strzał. Zdecydował się jednak na drybling i po ominięciu dwóch obrońców Blaugrany oraz położenia na ziemie Garcii zwyczajnie... nie trafił do pustej bramki. Była to zdecydowanie najlepsza okazja Atletico w drugiej połowie.
W ostatnich minutach podopieczni Diego Simeone nie odpuszczali i starali się doprowadzić do wyrównania. Ich akcje okazywały się zbyt czytelne i niedokładne. W doliczonym czasie gry okazję miał Griezmann, lecz w polu karnym nie trafił czysto w piłkę.
W 96. minucie podanie Alejandro Balde wykorzystał Ferran Torres. Napastnik popisał się znakomitym wykończeniem i zdobył ósmego gola w tym sezonie LaLigi, czym ustalił wynik meczu. Finalnie na Camp Nou 3:1 wygrała Barcelona. Dla Atletico jest to pierwsza porażka po siedmiu wygranych z rzędu, natomiast gospodarze zdają się wracać do formy.
W ten sposób ekipa Flicka zdobyła kolejne trzy punkty do ligowej tabeli i umocniła się na pozycji lidera. Do tego powiększyła swoją przewagę nad drugim Realem Madryt do czterech "oczek". Ekipa Xabiego Alonso ma jednak rozegrane jedno spotkanie mniej.
















