Real wykonał w Barcelonie egzekucję. Koronacja "Dumy Katalonii" odroczona
Real Madryt pokonał 2:0 Espanyol na jego terenie w 34. kolejce La Liga. Do przerwy utrzymywał się bezbramkowy remis, co oznaczało tytuł mistrza Hiszpanii dla Barcelony. Po przerwie koronację "Dumy Katalonii" odroczył jednak Vinicius Junior, trafiając do bramki gospodarzy dwukrotnie. Zagadka sezonu może się doczekać rozwiązania już za tydzień, gdy na Camp Nou dojdzie do El Clasico. Cztery kolejki przed końcem "Los Blancos" tracą do największego rywala aż 11 punktów.

Filmowy scenariusz zakłada, że FC Barcelona zdobywa kolejny tytuł mistrza Hiszpanii po najbliższym El Clasico. To już 10 maja. Absolutny szlagier weekendu rozegrany zostanie na Camp Nou.
Ale taką wizję pokrzyżować mogli... piłkarze Realu Madryt. Gdyby w niedzielny wieczór "Los Blancos" nie zgarnęli kompletu punktów w wyjazdowym starciu z Espanyolem, losy tytułu rozstrzygnęłyby się już teraz. Dzień wcześniej "Blaugrana" sięgnęła po pełną pulę w Pampelunie i czekała na przebieg zdarzeń na katalońskiej ziemi.
Espanyol - Real. Zagadka sezonu wciąż nierozwiązana. Real nie kapituluje w stolicy Katalonii
Pod nieobecność kontuzjowanego Kyliana Mbappe rolę pierwszego egzekutora Realu musiał wziąć na siebie Vinicius Junior. Zabrał się do tego ochoczo. Już w 8. minucie po jego strzale gospodarzy ratował przed stratą gola słupek.
Chwilę potem "Królewscy" musieli przegrupować szyki. Z powodu urazu murawę przed upływem kwadransa opuścił Ferland Mendy. Jego miejsce w bloku obronnym zajął Fran Garcia.
Przewaga optyczna gości nie podlegała dyskusji. Niewiele jednak z niej wynikało. Kiedy w 25. minucie czerwoną kartkę za faul na "Vinim" zobaczył Omar El Hilali, rozpaczał tylko przez chwilę. Po analizie VAR skończyło się na żółtym kartoniku.
Tuż przed przerwą Andrij Łunin obronił strzał głową z sześciu metrów Edu Exposito. I to było wszystko, co zaprezentowały oba zespoły przez 45 minut. Bezbramkowy remis oznaczał mistrzostwo Hiszpanii dla "Dumy Katalonii".
Po zmianie stron okazało się jednak, że to nie będzie dzień wielkiej fety. Vinicius Junior wyszedł na drugą połowę z ostrą amunicją. I raptem zapracował na miano pierwszoplanowej postaci wieczoru.
Na zdobycie pierwszej bramki Brazylijczyk potrzebował 10 minut. Otrzymał piłkę w w polu karnym, prostym zwodem minął dwóch defensorów i uderzył po ziemi nie do obrony. Futbolówka odbiła się jeszcze do słupka i wpadła do siatki.
W 66. minucie było już 0:2. Tym razem reprezentanta "Canarinhos" idealnym podaniem piętą obsłużył Jude Bellingham. "Vini" przymierzył kapitalnie bez przyjęcia, pakując piłkę w górny róg bramki Espanyolu.
Dwubramkowego prowadzenia ekipa z Madrytu nie mogła już wypuścić z rąk. Na cztery kolejki przed końcem traci do Barcelony 11 punktów. I musi liczyć na cud. El Clasico w najbliższą niedzielę zapowiada się fantastycznie.













