Real w pościgu za Barceloną. 3 gole w Madrycie. Ostatni sekundy przed końcem
Real Madryt i Deportivo Alaves podchodziły do meczu 32. kolejki LaLiga w całkowicie innej sytuacji. "Królewscy" jako wiceliderzy w teorii chcą gonić Barcelonę, choć 9-punktowa strata nie napawa optymizmem. Z kolei zespół z Vitorii skrupulatnie liczy każde oczko, bo znajduje się tuż nad strefą spadkową. Co wynikło z tego we wtorkowy wieczór na Santiago Bernabeu? Padły 3 gole, a ostatni 40 sekund przed końcem. Gospodarze wygrali 2-1.

Zanim rozpoczął się mecz, na boisko wyszli piłkarze Realu Madryt U-19, którzy zaprezentowali publiczności zdobyty w poniedziałek puchar Młodzieżowej Ligi Mistrzów (wygrana po rzutach karnych z Clubem Brugge), następnie mieliśmy minutę ciszy upamiętniającą zmarłego w czwartek Jose Emilio Santamarię.
Deportivo Alaves nie zamierzało okopać się w defensywie, już po chwili od pierwszego gwizdka złożyło dobrą akcję. Angel Perez dostał dobre długie krosowe podanie, wykorzystał błąd Alvaro Carrerasa, ale nie zdecydował się na strzał i popsuł akcję. Gracze gospodarzy byli bardziej skorzy do uderzania, w pierwszym kwadransie próbowali Jude Bellingham czy Fede Valverde. Z kolei Arda Guler delikatnie za mocno podał prostopadle do Viniciusa. Nie musiało się skończyć na odbiciu przez bramkarza.
Można było odnieść wrażenie, że gole to tylko kwestia czasu. Przyjezdni z Baskonii w ostatnim czasie pokazywali ofensywny styl gry, nie utrzymali czystego konta od 16 spotkań i nie zamierzali murować bramki w stolicy.
Następnie tempo trochę spadło, a Alaves pokazało więcej defensywnego oblicza. Nie oznacza to też, że brakowało ciekawych zdarzeń. Guler po raz kolejny uruchomił "Viniego", skończyło się na rzucie wolnym z 17 metrów i trafieniu Trenta Alexandra-Arnolda w mur, a zaraz Kylian Mbappe wykonał świetny zwód w polu karnym, lecz jego podanie w światło bramki zginęło w gąszczu defensywy gości.
Gdy podopieczni Quique Sancheza Floresa się ocknęli i przeszli na połowę Realu, tworząc sobie znowu niezłą okazję (dośrodkowanie z prawego skrzydła), dostali bolesny cios. Mbappe w 29. minucie przełamał 4-meczową passę bez trafienia w LaLiga. Guler pokazał się do podania Militao, znalazł Gulera, a ten Francuza. Mistrz świata z 2018 roku dobrze zastawił się z piłką i uderzył z 23 metrów. Dopisało mu szczęście, bo bramkarza całkowicie zmylił rykoszet. Zrobiło się 1:0.
Zderzenie dwóch biegunów na Bernabeu. Wicelider kontra outsider
"Los Blancos" próbowali szybko pójść za ciosem, bez powodzenia szczęścia poszukali Vinicius, Alexander-Arnold, a nawet Militao. Brazylijski stoper dostał w "szesnastce" futbolówkę nieco za plecy. Mimo to dał radę przynajmniej trafić w poprzeczkę. Najgorsze dla niego dopiero nadeszło - po strzale poczuł skurcz i natychmiast zszedł z boiska. Wyglądało na uraz, ale Jose Luis Sanchez z telewizji La Sexta w przerwie napisał o fałszywym alarmie w tej sprawie. Za Brazylijczyka wszedł Antonio Ruediger. Sędzia doliczył do pierwszej połowy aż 6 minut, które lepiej wykorzystali goście. Toni Martinez strzelił w słupek. Gol do szatni jednak nie padł.
Druga część zaczęła się od strzałów głową Aureliena Tchouameniego i Bellinghama jeden po drugim. Wynik na tablicy zmienił w 50. minucie Vinicius. Znalazł trochę wolnej przestrzeni przy kontrataku i z 22-23 metrów umieścił piłkę tuż przy prawym słupku. Kibice przyjezdnych mogli tylko westchnąć.
Za chwilę Alvaro Arbeloa zdjął z murawy Gulera i Bellinghama, zapewne myśląc już o piątkowym spotkaniu wyjazdowym z Betisem. Temperatura meczu na Bernabeu trochę spadła, a Camavinga wchodząc na boisko jako trzeci tego wieczoru usłyszał gwizdy od własnych kibiców (wcześniej Viniciusie i Mbappe).
Okazje z nieco dalszej odległości mieli Brahim Diaz czy Franco Mastantuono. Alaves drugi raz obiło słupek, tym razem po "szczupaku" Parady. Groźne uderzenie oddał też znany z przeszłości w Barcelonie Carles Aleña. Goście 40 sekund przed końcem zdołali strzelić bramkę honorową - i to ładną. Piętką popisał się Toni Martinez.
Dzięki wygranej Real Madryt przynajmniej do środy zbliżył się na 6 punktów do "Dumy Katalonii". Z kolei Deportivo Alaves pozostaje na 17. miejscu, ale ryzykuje wpadnięciem do strefy spadkowej, jeśli jutro Elche u siebie co najmniej zremisuje z Atletico.













