Real upada w Katalonii. Dwa gole anulowane. Barcelona zostaje na szczycie
Real Madryt zremisował na wyjeździe 1:1 z Gironą w 14. kolejce La Liga. Goście zdobyli w tym spotkaniu trzy bramki, ale dwie z nich nie zostały uznane. Strata punktów w konfrontacji z ekipą ze strefy spadkowej rozwścieczyła kibiców "Los Blancos". W lidze to już ich trzecie potkniecie z rzędu. Efekt? Na szczycie tabeli ponownie zasiada Barcelona.

Kibice Realu nie wybaczyli jeszcze swoim piłkarzom punktów straconych w dwóch poprzednich kolejkach La Liga (0:0 z Rayo Vallecano, 2:2 z Elche CF). Wyjazdowy mecz z drużyną terminującą w strefie spadkowej miał być odkupieniem tamtych win. Ale jeszcze raz okazało się, że najłatwiej po komplet punktów sięga się "na papierze".
Przed weekendem "Królewscy" zasiadali na pozycji lidera. Przed pierwszym gwizdkiem w Gironie byli już na trzeciej lokacie. Aby z powrotem wdrapać się na szczyt, musieli zejść z murawy w roli zwycięzców.
Girona - Real. Szalony zwrot akcji na Estadi Montilivi. Od 0:1 do 1:0, "Krolewscy" ponownie w tarapatach
Zgodnie z oczekiwaniami Real szybko zyskał optyczną przewagę. Upływały jednak kolejne minuty i nijak nie przekładało się to na efekt bramkowy. Atak pozycyjny rozbijał się o mur obronny Girony lub był finalizowany niecelnym uderzeniem.
To gospodarze oddali pierwszy groźny strzał. Kiedy kąśliwie przymierzył Wiktor Cygankow, Thibaut Courtois odbił piłkę niezdarnie przed siebie. Ale po chwili naprawił swój błąd.
W odpowiedzi z bliskiej odległości uderzał głową Eder Militao. Wydawało się, że to musi być gol. Znakomitą interwencją popisał się jednak Paulo Gazzaniga.
Największe emocje wygenerowała końcówka pierwszej połowy. W 40. minucie futbolówkę wepchnął do bramki rywala Kylian Mbappe. Uczynił to mimo bliskiej asysty trzech defensorów. Analiza VAR wykazała jednak, że w tej akcji pomagał sobie ręką.
Raptem z "0:1" zrobiło się... 1:0. Piłkę z bocznego sektora otrzymał Azzedine Ounahi, uderzył z kilkunastu metrów bez przyjęcia i Katalończycy wyszli na prowadzenie. Courtois nawet nie podjął interwencji. Minęło niespełna pięć minut od analizy VAR.
W drugiej odsłonie Girona mogła zadać kolejny cios już po niespełna kwadransie. Oko w oko z belgijskim bramkarzem stanął wówczas Władysław Wanat. Ukrainiec przymierzył jednak bez precyzji i rutynowany golkiper wyszedł z tego pojedynku górą.
Kilka chwil potem futbolówka po raz kolejny znalazła się w bramce gospodarzy. Arbiter odgwizdał jednak ofsajd. Tym razem akcję "spalił" Vinicius Junior.
"Los Blancos" dopięli swego dopiero w 67. minucie. Za faul na "Vinim" sędzia bez wahania podyktował rzut karny. Do piłki podszedł Mbappe i okazał się niezawodnym egzekutorem.
Ekipa Xabiego Alonso ruszyła z furią po triumf, ale desperacka obrona Girony okazała się skuteczna. Tym sposobem Real potyka się w trzecim meczu z rzędu i na dobre traci pozycję lidera. Od prowadzącej Barcelony dzieli go w tej chwili punkt.













