Pożegnanie z Lewandowskim i fatalne zaskoczenie. Wraca koszmar z Barcelony
Podczas zimowego okna transferowego FC Barcelona przyjęła bardzo bolesny cios w postaci odejścia Dro Fernandeza. Wychowanek, licząc na bardziej regularną grę, przeniósł się do Paris Saint-Germain, a Hansi Flick skomentował, że to największe rozczarowanie w całej jego karierze. Czy pożegnanie z Robertem Lewandowskim i spółką wyszło młodemu zawodnikowi na dobre? Fakty mówią same za siebie.

- To największe rozczarowanie w całej mojej karierze - mówił rozgoryczony Hansi Flick, kiedy z FC Barcelona do PSG przenosił się Dro Fernandez.
Młody piłkarz liczył na to, że w Paryżu otrzyma więcej szans na grę. Rzeczywistość w kluczowym etapie sezonu 2025/26 okazała się dla niego bezlitosna.
Sytuacja Dro Fernandeza nie napawa optymizmem. W siedmiu ostatnich meczach młody Hiszpan rozegrał zaledwie piętnaście minut w spotkaniu z Niceą. Co ciekawe, strzelił w nim nawet gola, ale był to jego jedyny akcent w starciach PSG od początku marca.
Jego wcześniejsze występy w barwach PSG były krótkie i nie można powiedzieć, że bardzo udane. Wychowanek Barcy w kluczowym momencie sezonu kompletnie wypadł z grona zawodników, z których Luis Enrique korzysta.
To oczywiste, że "Lucho" nie dawał młodemu Dro szansy w ćwierćfinałach ligi mistrzów. Wydawać by się mogło jednak, że zawodnik dostanie jakieś minuty w meczu, w którym Enrique pozwolił sobie na wiele zmian.
PSG czeka rywalizacja w półfinale Ligi Mistrzów z Bayernem Monachium, a więc właśnie teraz w lidze jest czas, aby odciążyć podstawowych zawodników i dać szansę na przykład Dro Fernandezowi.
Nic takiego nie miało miejsca. Dro w starciu z Lyonem nie podniósł się z ławki po raz czwarty z rzędu. PSG przegrało ten mecz 1:2, czym skomplikowało sobie sytuację w ligowej tabeli. RC Lens nadal ma bowiem szansę na tytuł i traci do lidera zaledwie jeden punkt.
Z deszczu pod rynnę. Pożegnanie z Lewandowskim i spółką nie wyszło mu na dobre
Luis Enrique wystawia swoją drużynę w formacji 4-3-3, która nie zakłada obecności typowego ofensywnego pomocnika, a więc "dziesiątki", którą Dro Fernandez jest. Taka pozycja istnieje w Barcelonie i grają na niej głównie Dani Olmo oraz Fermin Lopez.
Można więc zastanawiać się, czy Dro Fernandez aby na pewno mądrze wybrał klub, którym liczył na częstszą grę. Nie dość, że formacja nie jest dostosowana do jego nominalnej pozycji, to jeszcze w kadrze PSG występuje tak wiele gwiazd, że zwyczajnie trudno wygrać z nimi rywalizację o miejsce w składzie.
Wiele wskazuje na to, że już po tym sezonie Dro uda się na wypożyczenie lub odejdzie z Paris Saint-Germain. Trzecim rozwiązaniem jest nagła eksploza formy młodego piłkarza i "wygryzienie" ze składu jednego z pomocników, którzy są o niego o wiele lepsi. Zaire-Emery, Joao Neves, Vitinha, Bryan Ruiz czy nawet Mayulu.
Bogactwo w środku pola jest ogromne. Ten klub, podobnie jak Barca, na tym etapie kariery Dro Fernandeza po prostu przerasta. Pożegnanie z Robertem Lewandowskim i spółką nie wyszło mu na dobre. Wydaje się, że można było podjąć lepszą decyzję i udać się na wypożecznie do mniejszego klubu, którym Dro grałby regularniej i zebrałby niezbędne doświadczenie na boisku.












