Popisowy numer gwiazdora Realu, chwile później bajeczna odpowiedź. Bernabeu znów uciszone
Po nieoczekiwanej porażce z Mallorcą sytuacja Realu Madryt uległa znacznemu pogorszeniu. "Królewscy" tracili bowiem aż 7 punktów do lidera La Ligi - Barcelony. Aby pozostać w grze, Real nie mógł sobie pozwolić na kolejne potknięcia. 10 kwietnia ekipa Alvaro Arbeloi mierzyła się z Gironą. Pierwsza połowa piątkowego starcia zakończyła się bezbramkowym remisem. W drugiej odsłonie wynik otworzył gwiazdor Realu, lecz jego wyczyn szybko "skopiował" jeden z rywali. Mimo usilnych starań zawodnicy z Madrytu nie zdołali zdobyć kolejnej bramki. Ta wpadka prawdopodobnie pogrzebała mistrzowskie dywagacje "Królewskich".

Zapewne nie tak kibice Realu Madryt wyobrażali sobie kluczowy moment sezonu 2025/2026. 4 kwietnia ich ulubieńcy przegrali bowiem w arcyważnym meczu Mallorcą. Porażka ta sprawiła, że na 8 kolejek przed zakończeniem rozgrywek "Królewscy" tracą aż 7 punktów do wciąż liderującej Barcelony.
Dodatkowo, podopieczni Alvaro Arbeloi przegrali także pierwsze z dwóch starć z Bayernem Monachium. W ramach ćwierćfinału Ligi Mistrzów rozegrają oni z Bawarczykami jeszcze mecz rewanżowy, jednak ten odbędzie się już na stadionie rywali. Z pewnością ten fakt nie wpływa korzystnie na morale madryckiego zespołu.
Aby zachować szanse walki na krajowym podwórku, Real Madryt nie mógł sobie pozwolić na kolejne potknięcia. 10 kwietnia madrycka ekipa zmierzyła się z Gironą, która przed spotkaniem z "Królewskimi" zajmowała 12. miejsce w tabeli La Ligi.
Mocny początek Realu Madryt, później "bicie głową w mur"
Już w 6. minucie meczu Eduardo Camavinga puścił piłkę w stronę wbiegającego w pole karne Kyliana Mbappe. Świetne podanie rodaka nie zostało należycie wykorzystane przez snajpera "Królewskich". Francuz miał jednak ciąg na bramkę, co udowodnił raptem kilka chwil później. Przy kolejnej próbie ataku oddał on bardzo dobry strzał z ostrego kąta. Piłka zmierzała w stronę bramki, jednak tym razem sytuację uratował jeden z defensorów Girony.
W 14. minucie rywale znaleźli sposób, aby wreszcie wedrzeć się w pole karne "Królewskich". Tam świetnym strzałem popisał się Azzedine Ounahi, lecz jeszcze lepszą interwencję zaprezentował Andrij Łunin.
Od tego momentu zarówno jedna, jak i druga drużyna miała swoje okazje do zdobycia bramki, otwierającej wynik spotkania. Przez długi czas ta sztuka nie udawała się jednak żadnej ze stron. Mimo zauważalnej przewagi w ostatnich minutach pierwszej połowy, piłkarze Realu Madryt zeszli na przerwę z bezbramkowym remisem. Nie był to jednak rezultat, który satysfakcjonowałby madryckich zawodników.
Potężna "bomba" Valverde. Chwilę później bajeczna odpowiedź Lemara
Od pierwszych minut drugiej odsłony meczu "Królewscy" przystąpili do ponownej kanonady, skierowanej w stronę bramki oponentów. Obrona Girony popełniała natomiast coraz więcej błędów, co znacznie ułatwiało zadanie gospodarzom tego starcia.
W końcu strzelecki impas przełamał Federico Valverde. W 50. minucie meczu Urugwajczyk zaprezentował kibicom swój popisowy numer - potężną "bombę" zza pola karnego. Bramkarz Girony nie zdołał sięgnąć piłki, która w końcu zatrzepotała w siatce.
Otwarcie wyniku zdecydowanie zdjęło presję z większości podopiecznych Arbeloi. W kolejnych minutach przeprowadzili oni jeszcze kilka ataków, lecz tym razem brakowało w nich nieco skuteczności.
Na niektórych graczy "Królewskich" gol ten zadziałał jednak zbyt rozluźniająco. W 62. minucie defensorzy nie upilnowali bowiem znajdującego się przed polem karnym Thomasa Lemara. Francuz, wzorując się nieco na swoim urugwajskim rywalu, również zafundował nam potężny strzał zza pola karnego. Na tym podobieństwa do wcześniejszego gola Valverde się jednak nie kończą. W tej sytuacji Łunin również nie zdołał bowiem sięgnąć piłki, która wylądowała w bramce.
Czasu na ponowne wyjście na prowadzenie było coraz mniej. Gracze Realu dwoili się i troili, aby znów doprowadzić do korzystnego dla siebie rezultatu. Zawodnicy Girony za punkt honoru postawili sobie natomiast utrzymanie obecnego wyniku. Ostatecznie swoje założenie zrealizowali goście, choć w samej końcówce meczu doszło do kontrowersyjnego zdarzenia w ich polu karnym. Mimo upadku Mbappe, arbiter tego meczu postanowił nie wskazywać na jedenasty metr. Tym samym odebrał on "Królewskim" ostatnie nadzieje na zdobycie zwycięskiego gola.












