Lewandowski wrócił do gry, od razu kluczowe podanie. Barcelona przełamała "klątwę"
Po dwóch ligowych spotkaniach spędzonych w całości na ławce rezerwowych w końcu do gry wrócił Robert Lewandowski. Hansi Flick postawił na Polaka od pierwszej minuty w sobotnim spotkaniu z Getafe w ramach 32. kolejki LaLiga. Polak był aktywny i nawet zaliczył asystę. Całe spotkanie było wyrównane, a ostatecznie zakończyło się dwubramkową wygraną Barcelony (2:0). Jednocześnie było to pierwsze zwycięstwo "Dumy Katalonii" na Coliseum od 2019 roku.

Od zwycięstwa do zwycięstwa dążą piłkarze Barcelony w rozgrywkach LaLiga. Dzięki dobrej dyspozycji na krajowym podwórku oraz słabszej grze Realu Madryt ekipa Hansiego Flicka znacznie zbliżała się z każdym meczem do obronienia tytułu mistrzów Hiszpanii. Kolejny krok w tym kierunku mógł zostać postawiony w sobotnie popołudnie, bowiem naprzeciwko stanęło Getafe. Zespół Jose Bordalasa słynący z twardej gry radzi sobie w tym sezonie bardzo dobrze i jest blisko gry w europejskich pucharach. Co więcej, mecz rozgrywany był na Coliseum. Na tym obiekcie "Duma Katalonii" nie wygrała od siedmiu lat.
Spotkanie było również niezwykle ważne dla Roberta Lewandowskiego, bowiem wrócił on do podstawowej "11" po trzech spotkaniach przerwy. W ich trakcie spędził na boisku zaledwie 23 minuty. Wydawało się, że ta rywalizacja będzie idealną okazją do wywalczenia sobie miejsca w składzie na dłużej.
Barcelona rozpoczęła zmotywowana i szybko szukała pierwszego trafienia. Z lewej strony tuż przy linii końcowej odnalazł się Pedri, który posłał wysoko zawieszone dośrodkowanie. Najaktywniejszy w polu karnym był właśnie reprezentant Polski. Ten wyskoczył w górę i oddał mocny strzał głową. Niestety niecelny.
Z czasem spotkanie zwolniło na tempie rozgrywanych akcji, a walka o piłkę toczyła się głównie w środku pola. Gospodarze próbowali zaskoczyć rywali z kontrataków, a do tego starali się wykorzystywać stałe fragmenty gry. Z nich nie wynikało nic konkretnego. Aktualni mistrzowie kraju również w ataku nie brylowali.
Dobrą okazję miał Roony Bardghji, który oddał silne uderzenie z okolic 13. metra. To nie leciało w światło bramki. Futbolówka przeleciała niedaleko dalszego słupka. Bez dwóch zdań była to najlepsza okazja na trafienie dla Barcelony.
Pod koniec pierwszej części meczu doszło do przełomu. W środku pola piłkę od zawodnika Getafe odebrał Gerard Martin. Po chwili przy nodze miał ją Pedri, który kapitalnym podaniem prostopadłym wypuścił Fermina Lopeza. Ofensywny pomocnik zachował zimną krew i pewnie pokonał Davida Sorię.
Po pierwszej części meczu tablica wyników wskazywała 1:0 dla gości.
Barcelona atakowała dalej. Lewandowski z wyśmienitą asystą
W 52. minucie mogło być już 2:0. Przecinające "szesnastkę" podanie posłał Jules Kounde, a do piłki dopadł Dani Olmo. Jego uderzenie okazało się zbyt łatwe dla golkipera Getafe, który sparował ją na rzut rożny. Zaledwie kilka chwil później w doskonałej sytuacji znalazł się Robert Lewandowski. Napastnik był już oko w oko z bramkarzem, lecz zamiast próbować strzału, wyłożył futbolówkę do Olmo. Ten strzelił prosto w interweniującego obrońcę.
Dobrze na murawie prezentował się strzelec jedynego gola - Fermin Lopez. Hiszpan po nieco ponad godzinie gry wdarł się w pole karne i po dryblingu znalazł się w kapitalnej sytuacji. Z bliskiej odległości trafił jednak... w boczną siatkę.
W 74. minucie w okolicach bramki "Barcy" było Getafe. Piłka po aucie z bocznej strefy boiska wylądowała pod nogami Lewandowskiego, a ten podaniem górą wypatrzył Marcusa Rashforda. Anglik wykorzystał swoją szybkość, dzięki czemu miał przed sobą tylko bramkarza. Uderzeniem po ziemi umieścił piłkę w siatce.
Ostatecznie "Duma Katalonii" zwyciężyła z Getafe 2:0 i zwiększyła swoją przewagę w ligowej tabeli nad drugim Realem Madryt do aż 11 "oczek". Mistrzostwa Hiszpanii ekipę Flicka na pięć kolejek przed końcem sezonu pozbawi tylko prawdziwa katastrofa.















