Lewandowski odstawiony? Niewiarygodne, kogo chcą w Barcelonie. Powtórka z przeszłości
Nie jest tajemnicą, że obecnie jesteśmy świadkami ostatnich podrygów Roberta Lewandowskiego w Barcelonie. Nawet jeśli Polak przedłuży wygasający kontrakt, z pewnością nie można nazwać go już wiodącą postacią zespołu. Dlatego też w Katalonii szuka się jego następcy, nowego środkowego napastnika. Konkretnego kandydata na to stanowisko ma człowiek, który lada moment może wygryźć Joana Laportę.

W tym sezonie Robert Lewandowski rozegrał dla Barcelony w sumie 30 spotkań, strzelił w nich 13 goli i zanotował trzy asysty. Minutami spędzonymi na murawie 37-latek musi dzielić się z Ferranem Torresem, często pełni rolę jego zmiennika. Tak było chociażby w ostatnich derbach Katalonii, w których drużyna Hansiego Flicka poległa 1:2, a nasz rodak był na boisku zaledwie kilkanaście minut.
Jego kontrakt wygasa 30 czerwca br. Nadal nie wiadomo, czy kapitan kadry Jana Urbana pozostanie w Barcelonie na kolejną kampanię. Nic dziwnego, że władze klubu rozglądają się za nowym napastnikiem, nie zważając na obecność Ferrana, czyli obecnie najlepszego strzelca zespołu w trwającym sezonie.
W Barcelonie ogłosili, kto ma być następcą Lewandowskiego. Zaczęło się
Kto w takim razie mógłby zostać następcą Lewandowskiego? Opcji jest wiele. Hiszpańskie media rozkochały się przede wszystkim w Julianie Alvarezie z Atletico Madryt. Inny pomysł ma Xavier Vilajoana, czyli kandydat w wyborach na prezydenta Barcelony, które odbędą się w połowie marca. Jest on postrzegany jako realny rywal obecnego prezesa - Joana Laporty.
Ostatnio w mediach społecznościowych Vilajoana udostępnił zdjęcie... Harry'ego Kane'a w koszulce katalońskiego klubu. "Dbanie o graczy La Masia (szkółka Barcelony - red.) jest moim priorytetem, ale zawsze będziemy musieli umieć przyciągać najlepsze talenty. Możemy to zrobić. Koniec chaosu finansowego i powrót do zasady 1:1. Mój podpis jest podpisem ambitnej Barcelony" - czytamy.
Na tym się nie skończyło. Dzień później potwierdził: - Zainicjowaliśmy kontakty z otoczeniem Kane'a. Musimy pracować z rozwagą i profesjonalizmem. Analizujemy profile, a Kane jest jednym z nich. To goleador, potrafiący współpracować, "killer" w małych przestrzeniach, którego Barcelona potrzebuje, Nie ja mam główną rolę w tych kontaktach, tylko mój zespół roboczy - powiedział Xavier Vilajoana, cytowany przez kataloński "Sport", dodając że "mógłby wymienić więcej zawodników", których chciałby ściągnąć.
Jak widać, kandydat ten chce się skupić przede wszystkim na szkoleniu młodych gwiazdorów, ale jednocześnie nie zamierza rezygnować z wielkich transferów. Zapytany o wspomnianego Alvareza odpowiedział jednak: - Obecnie nie wydałbym na niego 70 milionów euro, ale musimy dokładnie przeanalizować sytuację klubu. Poznamy prawdziwą możliwość w dniu, w którym wejdziemy do klubu i zobaczymy rachunki - deklaruje. Jeśli więc Vilajoana zostałby szefem, niewykluczone, że to Anglik będzie biegał po Camp Nou z "dziewiątką" na plecach.
Po dwóch porażkach z rzędu (0:4 z Atletico Madryt w półfinale Pucharu Króla i 1:2 przeciwko Gironie w lidze) FC Barcelona będzie chciała wrócić do żywych w najbliższą niedzielę. O godz. 16:15 zagra u siebie z Levante w 25. kolejce La Liga. Obecnie ekipa Flicka traci do pierwszego Realu Madryt dwa punkty.














