Lewandowski krok od odejścia z Barcelony, teraz takie doniesienia. Chcą ponad 120 mln
Robert Lewandowski mimo tego, że ostatnio wrócił do wyjściowej jedenastki FC Barcelona i zaliczył pełne 90 minut w meczu z Getafe wciąż wydaje się być kandydatem do odejścia z katalońskiego klubu po zakończeniu bieżącego sezonu. Nie jest tajemnicą, że zarząd "Barcy" chętnie sprowadziłby w jego miejsce gwiazdę jednego z ligowych rywali, ale ci... zaczęli windować cenę za transfer do zaporowego wręcz poziomu.

Robert Lewandowski zaliczył naprawdę nie najgorszy występ w meczu przeciwko Getafe, który jego FC Barcelona wygrała 2:0. Polak co prawda nie wpisał się na listę strzelców, ale odnotował za to jedną asystę i po raz pierwszy od połowy marca zapisał przy swym nazwisku pełne 90 minut na murawie.
Niemniej wciąż nie wydaje się, by miał nastąpić w jego sprawie wielki zwrot akcji i by napastnik pozostał w "Blaugranie" na przynajmniej jeszcze jeden sezon. Tymczasem zarząd FCB, niezależnie od tego, jak potoczą się losy Polaka, przymierza się do sprowadzenia na Camp Nou jeszcze jednej "dziewiątki".
W Hiszpanii powszechne jest już przekonanie, że absolutnym faworytem włodarzy "Dumy Katalonii" jest Julian Alvarez, gwiazda ligowego rywala, Atletico Madryt. Z pozyskaniem Argentyńczyka od początku związany był jednak konkretny problem - kwota za transfer, jeśli do niego dojdzie, z pewnością nie będzie mała.
Atletico winduje cenę za Alvareza. Barcelona musiałaby zapłacić fortunę
Nieco nowego kontekstu dodał tu ostatnio Ben Jacobs, dziennikarz "GiveMeSport", według którego "Los Colchoneros" mocno walczą o pozostanie Alvareza w drużynie - na tyle, że żądają za niego już... ponad 120 mln euro (ok. 104 mln funtów).
Jest to już tym samym suma wyższa niż w przypadku przenosin Antoine'a Griezmanna z Atletico do Barcelony w 2019 roku - a należy pamiętać, że to do dziś transakcja z czołowej dziesiątki najdroższych transferów wszech czasów.
Jedyną drogą dla "Blaugrany" na zbicie ceny wydaje się włączenie do transferu któregoś ze swych obecnych futbolistów, lub ewentualne zaproponowanie umowy z szeroką gamą bonusów dla "Los Rojiblancos", które można by wypłacić w późniejszym czasie. Jednorazowe wydanie takiej fortuny byłoby dla FCB bez dwóch zdań potężnym wstrząsem.













