Koszmar Realu Madryt, duża szansa dla Barcelony. To może być cios w walce o tytuł
Real Madryt podchodził do meczu z walczącą o utrzymanie Mallorcą mając świadomość, że ta kolejka może być jedną z najlepszych okazji do skrócenia czteropunktowej straty do Barcelony. "Duma Katalonii" wieczorem uda się przecież na stadion Atletico. Podopieczni Alvaro Arbeloi nie wykonali swojego zadania. Na Son Moix padły trzy gole, w tym dwa po 87. minucie.

Od początku meczu to Real Madryt był przy piłce, pierwszą groźniejszą akcję rozkręcił przy linii bocznej Arda Guler, w polu karnym trochę zamieszania zrobił Kylian Mbappe. Przez parę chwil Mallorca próbowała postraszyć gości, ale na starcie drugiego kwadransa wydarzenia znowu przeniosły się pod bramkę gospodarzy. Wspomniany Francuz musiał szybko otrzepać się po ostrym faulu Pablo Torre i ze skraju pola karnego wrzucił piłkę na długi słupek. Akcję domykał głową Manuel Angel, jego strzał wybronił Leo Roman.
W 22. minucie Mbappe stanął oko w oko z bramkarzem, uderzył futbolówkę na wślizgu i trafił w jego nogę, jednak wydaje się, że potencjalny gol byłby anulowany z powodu prawdopodobnego spalonego. 180 sekund później reprezentant Francji miał kolejną okazję po podaniu prostopadłym, ale nie dał rady nadać piłce tak mocnej rotacji, by ta poleciała w okolice okienka. Znowu skończyło się więc na rzucie rożnym.
Niebawem Roman popisał się po raz kolejny, zatrzymując silną próbę Gulera. Podopieczni Martina Demichelisa musieli się trochę otrząsnąć i dobrym sygnałem ku temu była akcja, jaką przeprowadzili za chwilę. Wicelider klasyfikacji strzelców LaLiga Vedat Muriqi dobrze obrócił się z piłką z Antonio Ruedigerem za plecami i tylko interwencja Niemca w ostatniej chwili ochroniła Andrija Łunina przed poważnym testem. Piłka zawisła w powietrzu i Manu Morlanes zdecydował się jeszcze na strzał głową, zabrakło mu trochę do celu.
Nie pomylił się w 42. minucie i dość niespodziewanie dał zespołowi z Balearów prowadzenie. Akcja poszła prawą stroną, Pablo Maffeo dośrodkował na 13. metr, a 27-letni Hiszpan wbiegł świetnie z drugiej linii pomiędzy Ruedigera a Deana Huijsena. Znalazł się w zasadzie sam na sam z Ukraińcem i pewnym strzałem przy słupku trafił na 1:0. Stołeczny zespół dostał cios tuż przed przerwą i musiał zareagować w drugiej części.
Trzy gole na Balearach. Wieczorem Real Madryt może tracić siedem punktów do Barcelony
Przełom nie nadchodził. Madrytczykom brakowało dokładności, Ruediger miał problem z krosowym przerzutem, a Trent Alexander-Arnold z teoretycznie dość nieskomplikowanym dośrodkowaniem. Arbeloa po czwartym kwadransie spotkania zrobił potrójną zmianę, wpuścił Viniciusa, Bellinghama i powracającego po kilku miesiącach Edera Militao. To miało wstrząsnąć drużyną, ale w defensywie ekipy z Son Moix nie robiło się przesadnie gorąco.
W 88. minucie doszło jednak do wyrównania. Autorem trafienia został właśnie Militao, który ładnym strzałem głową posłał piłkę tuż przy słupku. Asystował Alexander-Arnold. To nie był koniec emocji - Mallorca nie zamierzała bronić jednego punktu, poszła po zwycięstwo i już w doliczonym czasie gry jej się to opłaciło. Po jednym z wykopów Romana Aurelien Tchouameni przegrał pojedynek główkowy, po krótkim rozegraniu Mateo Joseph uciekł wspomnianemu angielskiemu defensorowi i podał w poprzek rozciągniętej linii obrony do niepilnowanego Muriqiego. Kosowianin przyjął piłkę do boku, tak by nikt mu jej nie zabrał i uderzeniem pod poprzeczkę ustalił rezultat na 2:1.
Już we wtorek "Królewscy" zagrają z Bayernem w pierwszym starciu ćwierćfinałowym Ligi Mistrzów. Dziś zabrakło im tego, co Monachijczycy pokazali przeciwko Freiburgowi (mistrzowie Niemiec jeszcze w 80. minucie przegrywali 0:2, a wygrali 3:2). Champions League to jednak zawsze w przypadku Realu inna historia. Dziś pokazał twarz bardziej "krajową", co do której od wielu lat fani mogą mieć wątpliwości. Na styl gry na pewno wpłynął brak zawieszonego Fede Valverde, ale nie może być to wymówką.












