Koncert Realu Madryt na Bernabeu. Absolutna dominacja w hicie kolejki
Mecze Realu Madryt z Valencią w ostatnich latach niosły za sobą wyjątkowy ładunek emocjonalny. Ten wiązał się z sytuacją Viniciusa, który z kibicami "Nietoperzy" przeżył bardzo wiele trudnych momentów związanych z obelgami na tle rasowym, które padały z trybun. W 11. kolejce La Liga obie ekipy zmierzyły się ze sobą na Santiago Bernabeu. Był to bardzo przyjemny wieczór dla kibiców na stadionie. Real wygrał 4:0 i podwyższył prowadzenie w tabeli.

Real Madryt w 10. kolejce hiszpańskiej La Liga podsumował swój bardzo dobry start sezonu pod wodzą Xabiego Alonso. Wicemistrzowie Hiszpanii z poprzedniego roku w prestiżowym El Clasico pokonali bowiem FC Barcelona 2:1, choć wynik spokojnie mógł być zdecydowanie wyższy.
Po tym spotkaniu hiszpańskie media zdominowane były jednak przez sytuację Viniciusa, a nie drużynową victorię podopiecznych baskijskiego szkoleniowca. Brazylijczyk opuścił bowiem boisko, pokazując swoje wielkie niezadowolenie, które zakończyło się nawet zejściem do szatni.
Absolutna dominacja Realu Madryt. Valencia zmiażdżona
Ostatecznie na ławkę wrócił, ale trzy dni po meczu przeprosił wszystkich w oficjalnym komunikacie w mediach społecznościowych. Xabi uciął z kolei wszelkie spekulacje na piątkowej konferencji prasowej. Mimo tego potencjalna nieobecność Viniciusa w składzie była języczkiem u wagi mediów przed hitowym meczem 11. kolejki La Liga z Valencią.
Na godzinę przed pierwszym gwizdkiem poznaliśmy składy, a Brazylijczyk wybiegł na murawę Santiago Bernabeu od pierwszej minuty obok Kyliana Mbappe. Kibice oczekiwali dominacji, bo choć historycznie starcia z Valencią zawsze były trudne, to "Nietoperze" były trzecią najgorszą drużyną La Liga, a Real stawce przewodził.
Real od początku był nakręcony, właściwie w każdej kolejnej ofensywnej akcji widzieliśmy wiele chęci do strzelenia gola. Pierwszy raz bramce gości po rajdzie zagroził Vinicius Junior, jego strzał wybronił jednak bramkarz. Golkiper gości nie miał jednak szans przy skutecznym wykonaniu karnego przez Mbappe w 19. minucie.
Francuz nie musiał długo czekać, aby skompletować dublet. Ledwie 11 minut później dostał znakomitą piłkę od Ardy Gulera i z bliska wpakował futbolówkę do pustej bramki. Ozdobą pierwszej połowy z pewnością będzie gol Jude'a Bellinghama. Anglik nawinął rywala i kopnął znakomicie w kierunku dalszego słupka z około 16. metrów.
Xabi Alonso i jego piłkarze schodzili do przerwy z poczuciem dobrze wykonanego zadania, a prowadzenie 3:0 dawało wiele spokoju. W drugiej połowie "Królewscy" raz po raz nacierali na bramkę rywali głównie za sprawą rajdów Viniciusa po lewej stronie, brakowało jednak w tym wszystkim konkretów i dobrych decyzji.
Ten przyszedł w końcu w 82. minucie, gdy z piłką w polu karnym znalazł się Alvaro Carreras. Lewy obrońca nie zastanawiał się ani sekundy, kopnął wprost w okienko bramki, trochę w stylu Fede Valverde, który również próbował tego wieczoru kilkukrotnie. To był ostatni akcent, a Real pewnym zwycięstwem 4:0 wysunął się na aż siedmiopunktowe prowadzenie w tabeli. Stratę do pięciu oczek w niedzielę może zmniejszyć oczywiście FC Barcelona.











