Kolejny mecz Barcelony, ależ kompromitacja madrytczyków. "To wstyd"
Jednym z tematów dyskusji przed meczem Rayo Vallecano - FC Barcelona był zły stan murawy na Estadio de Vallecas. Media alarmowały już w środę, że trawa w pewnych miejscach nie przypomina piłkarskiego "dywanu" - i to delikatnie mówiąc. Kto nie śledził prasowych doniesień, w niedzielę o 21:30 mógł się zdziwić i zdać sobie sprawę, że przy jednej z linii bocznych "tiki-taka" będzie utrudniona.

Już kilka dni temu hiszpańskie media biły na alarm. Na Estadio de Vallecas obecnie prowadzone są prace budowlane, ale nie może być to wymówką na tak zły stan murawy boiska na stadionie Rayo Vallecano. W środę internet obiegały obrazki z płyty, które mówiły same za siebie. W programie El Chiringuito de Jugones dziennikarz Jose Alvarez przekazał, że sztab szkoleniowy Barcelony był pod wrażeniem - oczywiście negatywnym - stanu murawy. Trenerzy martwili się o zdrowie zawodników i sam "spektakl", czyli jakość widowiska.
Nawierzchnia wyglądała fatalnie, a w czwartkowy wieczór czekało ją jeszcze jedno wyzwanie - gospodarze grali przeciwko FK Nioman z białoruskiego Grodna w ramach rundy play-off eliminacji Ligi Konferencji. Wygrali 4:0 (5:0 w dwumeczu).
Gospodarz wspomnianego programu postanowił w środę zdzwonić się na żywo z prezesem Rayo. - Powiedziano nam, że murawa będzie w dobrym stanie. Może widać, że jest lekko żółta. Łysa plama to jedno, a żółta to drugie. Zawodnicy ją widzieli, trenowali dziś po południu i radzili sobie całkiem nieźle. To trawa zwana bermudzką. Jesienią przechodzimy na inną ze względu na pogodę - mówił wtedy Martin Presa.
Jego słowa były mocno komentowane, a w niedzielę postanowił udzielić kolejnej głośnej wypowiedzi.
Trawa jest w idealnym stanie. Zapraszam graczy, którzy chcą zostać gwiazdami, do gry na dowolnym boisku. Maradona wyróżniał się i tworzył magię nawet na bagnach
Obrazki przedmeczowe nie napawały optymizmem. Wystarczy spojrzeć:
To sytuacja, w której potencjalni greenkeeperzy nie mogli nic zrobić w ostatnich chwilach przed meczem. Barcelona wyszła więc na boisko, które w niektórych częściach przypominało kartoflisko. Zdjęcia pokazywały, że podczas jednej z połów problem z grą po ziemi może mieć prawa strona ataku Barcelony, a w drugiej lewa obrona.
Hansi Flick na sobotniej konferencji prasowej był dyplomatyczny. - To coś, czego nie możemy zmienić. Musimy grać na tej samej murawie co Rayo. To dotyczy obu drużyn, więc nie ma sensu o tym myśleć. Nic nie możemy zmienić - mówił.
To wstyd












