Kibice Barcelony "żegnają" Szczęsnego. Sprawdzamy, czy krytyka jest słuszna
Wojciech Szczęsny meczem z Celtą Vigo pożegna się z bramką Barcelony. Być może będzie to nawet jego ostatni mecz w barwach Blaugrany, bowiem po przerwie reprezentacyjnej między słupki wróci kontuzjowany od kilku tygodni Joan Garcia. Wsłuchując się w opinie płynące ze stolicy Katalonii, czuć wyraźną ulgę. Szczęsny w roli zastępcy 24-letniego bramkarza nie zaliczył żadnego czystego konta (na osiem prób), a wliczając w to też poprzedni sezon, wpuścił do siatki 31 strzałów w zaledwie 16 ostatnich meczach. 15 w ośmiu spotkaniach obecnego sezonu. Ale ile ze swojej winy?

W okresie, w którym Wojciech Szczęsny zastępował Joana Garcię, trafił się tylko jeden mecz, po którym polski bramkarz mógł być okrzyknięty bohaterem - nie był tylko ze względu na to, że Barcelona ten mecz przegrała. W starciu z Realem Madryt (wygranym przez Królewskich 2:1) Polak zaliczył całą serię fantastycznych parad, wliczając w to obronę rzutu karnego wykonywanego przez Kyliana Mbappe. Nie zawalił żadnego gola i wydawało się, że może to już ten moment, w którym Szczęsny wskakuje na swój wyższy poziom. Do tego momentu po prostu nie zachwycał.
"To już nie jest dawny Szczęsny"
W rozmowie z Interią Adria Corominas, jeden z katalońskich dziennikarzy zajmujących się od lat FC Barceloną, postawę Szczęsnego podsumowywał dość klarownie. - "Tek" jest bardzo lubiany przez kibiców. Świetnie się z nimi wpasował dzięki swojej osobowości. Ale prawdą jest również to, że pod względem sportowym nie jest już tym samym bramkarzem, co kiedyś. W meczu z PSG (rozmawialiśmy po tamtym spotkaniu, przegranym przez Barcę 1:2 - przyp. red.), na przykład, mam wrażenie, że te dwie bramki nie padłyby, gdyby grał Joan Garcia... - mówił nam dziennikarz ("Sport", Catalunya Ràdio, aktualnie "Diaro Depor").
I dalej: - Dla mnie Szczęsny jest idealnym bramkarzem, który wnosi doświadczenie, buduje zespół i, gdy przychodzi jego kolej, gra na wystarczająco wysokim poziomie. Ale nie sądzę, żeby teraz był na takim poziomie, żeby grać w bramce Barcelony.
Ostatni mecz z Club Brugge (3:3) dał paliwo takim opiniom, jak powyższa. Nawet anulowany gol po zagraniu zakwalifikowanym jako faul na Polaku, w katalońskich mediach stanowi obciążenie jego konta - bo to Szczęsny sprokurował tak niebezpieczną sytuację, po której mogło się skończyć nawet porażką w Belgii. Wystarczyło, by VAR nie zawołał do monitora sędziego głównego.
Jak Wojciech Szczęsny puszczał bramki?
Od bramkarza Barcelony zawsze wymaga się czegoś ekstra - uchronienia drużyny w sytuacji, w której przeciętny golkiper nie jest w stanie skutecznie interweniować. Przyjrzeliśmy się wszystkim 31 golom puszczonym przez Szczęsnego oraz jego statystykom. By na tak kompleksowej podstawie ocenić, czy faktycznie Polak "nie dojeżdża" do swojej roli.
1) Barcelona - Real Sociedad 2:1. Szczęsny bez żadnych szans - Alvaro Odriozola dostawił nogę do pustej bramki po podaniu wzdłuż boiska. Nikt nie upilnował rywala, który miał mnóstwo wolnej przestrzeni wokół.
2) Barcelona - PSG 1:2. Szczęsny nie popełnił błędu przy żadnej z bramek, jednak przy pierwszej można się zastanawiać, czy bramkarz w najwyższej formie nie byłby w stanie pomóc swoją interwencją. Gol nie idzie na konto Polaka, lecz nie mówimy też o strzale nie do obrony. Drugi gol to finalizacja sytuacji sam na sam.
3) Sevilla - Barcelona 4:1. Koszmar Barcy - tym większy, że to ten mecz, w którym karnego przy wyniku 2:1 nie wykorzystał Robert Lewandowski. Gol na 3:1 obciąża konto Szczęsnego (choć nie był jedynym winnym - po prostu nie uratował sytuacji po błędach kolegów, choć mógł) - był spóźniony z interwencją do piłki, która wydawała się być w jego zasięgu. Pozostałe bramki to strzał z rzutu karnego oraz dwie egzekucje z bliska, przy których bramkarz nie ma nic do powiedzenia.
4) Barcelona - Girona 2:1. Szczęsny dał się pokonać strzałem przewrotką. Dużo większe pretensje należy mieć tu do obrony, która dopuściła do strzału i dała wystarczająco dużo miejsca rywalowi. Samo uderzenie było wybitnie precyzyjne - piłka po koźle wpadła do siatki tuż przy słupku. Szczęsny wyciągnął się jak długi, ale nie miał szans sięgnąć futbolówki.
5) Barcelona - Olympiakos 6:1. Gol z rzutu karnego. Szczęsny był blisko skutecznej interwencji, ale nie miał szans - piłka odbiła się od słupka i wpadła do bramki.
6) Real Madryt - Barcelona 2:1. Pierwszy gol to wykończenie sytuacji sam na sam przez Kyliana Mbappe, drugi - uderzenie do pustej bramki Jude'a Bellinghama. Przy tej drugiej sytuacji Szczęsny wydawał się nieco zagubiony, natomiast obiektywnie i tak nie mógłby zapobiec utracie gola. Poza tym Polak był najlepszym piłkarzem tego meczu, bo bez niego Barcelona mogła przyjąć znacznie więcej bramek.
7) Barcelona - Elche 3:1. Precyzyjny strzał Rafamira - mierzony, tuż przy słupku. Jedyne, nad czym można się zastanowić, to nad ustawieniem Szczęsnego. Wydaje się, że sobie nie pomógł - lewa część bramki (patrząc z jego perspektywy) aż prosiła się dokładnie o taki strzał.
8) Club Brugge - Barcelona 3:3. Mecz, po którym Szczęsny nie może być zadowolony. Pierwszy gol - Belgowie niby zdobywają go z klarownej sytuacji, jednak piłka przechodzi Polakowi pod pachą. Drugi - wykorzystanie sytuacji sam na sam. Trzeci - podobnie, jednak Szczęsnego zaskakuje rodzaj finalizacji akcji. Jego brak reakcji pokazuje, że dał się zaskoczyć i nie spodziewał się delikatnej podcinki w momencie, w którym została wykonana. Podobnie, jak przy pierwszym golu, to są sytuacje, po których mówi się, że bramkarz nie pomógł. Coś dokładnie wpisującego się w słowa cytowanego we wstępie katalońskiego dziennikarza.
Co o Szczęsnym mówią statystyki?
Tyle, jeśli chodzi o test oka. Ogólny wniosek na bazie przepuszczonych przez Szczęsnego goli jest taki, że bezpośrednio nie powoduje utraty goli, natomiast w wielu sytuacjach można się zastanowić, czy lepszy bramkarz nie zdołałby uchronić Barcelony. Jednak mecze Szczęsnego nie składają się wyłącznie z przepuszczanych bramek, bo Polak przecież w każdym zalicza też udane interwencje. I - co ciekawe - statystyki w La Liga tutaj działają na jego korzyść, choć te z Ligi Mistrzów wyraźnie pokazują problem.
W krajowych rozgrywkach Wojciech Szczęsny przepuścił dziewięć bramek. Ma 63 proc. skutecznych interwencji (Joan Garcia - 78 proc.), jednak jest na wyraźnym plusie pod kątem goli, którym zapobiegł. Współczynnik xGOT (gole oczekiwane po uderzeniach rywala w światło bramki) wynosi w przypadku Szczęsnego 11,44, co oznacza, że gdyby Szczęsny bronił wszystko, co powinien, ale też wpuszczał wszystko, co powinien (na bazie jakości tych strzałów), Barcelona straciłaby statystycznie o około 2,5 gola więcej. Do tego Szczęsny w ligowych statystykach ma zapisane jedno istotne zero - tyle jego błędów bezpośrednio doprowadziło do gola (Joan Garcia ma jeden).
Znacznie gorzej Szczęsny wypada w statystykach Ligi Mistrzów. Tutaj skuteczność interwencji spada nieznacznie (do 60 proc.), natomiast xGOT wynosi 4,82 przy sześciu golach przepuszczonych przez Szczęsnego. To oznacza, że statystycznie Szczęsny powinien stracić przynajmniej o gola mniej, może o dwa - nawet jeśli żaden z jego błędów (tak jak w La Liga) nie doprowadził bezpośrednio do bramki.
Wszystkie te liczby, wraz z "testem oka" wyraźnie sugerują, że Szczęsny nie jest głównym winnym traconych goli, ale daje - zwłaszcza w Lidze Mistrzów - za mało w stosunku do tego, czego się oczekuje od bramkarzy wielkich klubów. Nie może zatem dziwić radość katalońskich kibiców z powrotu Joana Garcii.












