Kataloński walec nie miał hamulców. Osiem goli, Lewandowski nie do zatrzymania
Spektakularny pogrom na zamknięcie weekendu w La Liga. Ścigająca czołówkę Barcelona rozbiła Valencię 7:1, już do przerwy prowadząc różnicą pięciu bramek. Ligowy debiut w barwach "Dumy Katalonii" zaliczył Wojciech Szczęsny i... znów niewiele brakowało, a zostałby antybohaterem spotkania. Robert Lewandowski pojawił się na murawie dopiero po godzinie gry, ale i tak zdążył powiększyć imponujący dorobek bramkowy.

W konfrontacji z przedostatnią drużyną tabeli Barcelona nie mogła sobie pozwolić na potknięcie. Nikt nie oczekiwał od niej gradu bramek. Liczył się tylko komplet punktów. Strata do liderującego Realu Madryt przed pierwszym gwizdkiem wynosiła już bowiem aż 10 "oczek".
Na domiar złego wicemistrzowie Hiszpanii - niespełna godzinę przed pierwszym gwizdkiem - spadli w tabeli na czwartą lokatę. Zostali wyprzedzeni przez Athletic Bilbao, który na swoim terenie bezbramkowo zremisował z CD Leganes. To tylko zwiększało presję wyniku.
Popisowy demontaż Barcelony. Lewandowski tylko dobił ciężko rannego rywala
Valencia nie wygrała z "Blaugraną" od pięciu lat. I nic nie wskazywało na to, że zła karta miałaby się odwrócić akurat w niedzielny wieczór na wzgórzu Montjuic. Każdy inny wynik niż triumf gospodarzy wywołałby w katalońskim obozie burzę.
Goście mieli prawo obawiać się przede wszystkim Roberta Lewandowskiego. W rundzie jesiennej to on dwukrotnie wpisał się na listę strzelców, gdy "Barca" zgarnęła na Estadio Mestalla pełną pulę, wygrywając 2:1. W czterech ostatnich potyczkach - nie licząc dzisiejszej - Polak zaaplikował Valencii w sumie sześć bramek.
Tymczasem Hansi Flick... zaskoczył. Niespodziewanie "Lewy" rozpoczął spotkanie na ławce rezerwowych. Za to od pierwszej minuty zagrał Wojciech Szczęsny, dla którego był to debiut w La Liga.
Początek meczu w wykonaniu Barcelony okazał się piorunujący - 14 minut i trzy gole. Do siatki roztrzęsionych rywali trafiali kolejno Frenkie de Jong, Ferran Torres oraz Raphinha. Zanosiło się na kolejny pogrom w wykonaniu katalońskiego walca. Potem dwie bramki dorzucił jeszcze Fermin Lopez i po trzech kwadransach mieliśmy 5:0.
W przerwie kibice obu drużyn analizowali sytuację z 35. minuty. Szczęsny w swoim stylu wybiegł z bramki i popisowo "skosił" rywala w polu karnym. Wydawało się, że kolejna katastrofa z udziałem polskiego golkipera gotowa. Analiza VAR wykazała jednak, że wcześniej faulowany był Jules Kounde. Skończyło się na strachu.
Po zmianie stron gospodarze zredukowali nieco tempo gry. Zapłacili za to utratą gola w 59. minucie. We właściwym miejscu i czasie znalazł się Hugo Duro, zaliczając trafienie honorowe.
Zaraz potem na murawie pojawił się Lewandowski. Sześć minut później uderzył precyzyjnie przy słupku i było 6:1. Bilans polskiego snajpera w tym sezonie to 30 gier, 29 bramek i trzy asysty. W klasyfikacji strzelców La Liga prowadzi z 17 golami, dwoma więcej niż ścigający go zaciekle Kylian Mbappe.
Piłkarze Valencii przeżywali koszmar na jawie. Ostatni cios zadali sobie sami. Samobójcze trafienie zaliczył rozpaczliwie interweniujący Cesar Tarrega. Takiej egzekucji katalońska widownia w tym sezonie jeszcze nie oglądała.













