Kanonada w debrach Madrytu, Vinicius dał show. Real odpowiedział Barcelonie
Wszystkie oczy piłkarskiego świata w niedzielę wieczorem były skierowane na Madryt. Na Santiago Bernabeu odbył się prawdziwy hit, derby pomiędzy Realem i Atletico. Spotkanie zdecydowanie nie zawiodło i było obfite w sportowe emocje. Finalnie lepsi 3:2 okazali się gospodarze, dzięki czemu ponownie zbliżyli się do liderującej w LaLiga Barcelony na cztery "oczka". Kapitalny mecz zaliczył Vinicius Junior, który strzelił dwa gole.

Po dość niespodziewanej dominacji w dwumeczu 1/8 finału Ligi Mistrzów z Manchesterem City (5:1) Real Madryt w dobrych humorach przystąpił do walki na ligowych boiskach. W niedzielę rywalem okazało się Atletico Madryt, czyli również ćwierćfinalista najbardziej elitarnych europejskich rozgrywek. Ekipa Diego Simeone po wygranej w pierwszym spotkaniu z Tottenhamem (5:2) uległ w drugim 2:3 i po porażce chciała wrócić na ścieżkę wygranych. Dla zespołu Alvaro Arbeloi był to niezwykle ważny mecz. W końcu kilka godzin wcześniej swoje starcie wygrała FC Barcelona, co było znaczące w kontekście walki o mistrzostwo Hiszpanii.
"Królewscy" jednak postawili twarde warunki. Już w 3. minucie doskonałym dryblingiem popisał się Fran Garcia. Defensor odnalazł ustawionego przed polem karnym Daniego Carvajala, a ten strzałem z woleja postraszył Juana Musso. Golkiper stanął na wysokości zadania i wybił piłkę.
Zaledwie kilka chwil później wielką szansę zmarnował Federico Valverde. Urugwajczyk pierwszym kontaktem z piłką wypuścił ją i obiegł defensorów Atletico, dzięki czemu stanął oko w oko z bramkarzem. Pomocnik po chwili zdecydował się na strzał, lecz trafił w słupek. Tuż po tym uderzeniu wreszcie na boisku zameldowali się rywale. W polu karnym Realu doskonale zachował się Marcos Llorente, który strzelał z okolic 12. metra. Na posterunku był Lunin i na raty złapał futbolówkę w ręce.
Oba zespoły szukały swoich szans, lecz zdecydowanie dłużej przy piłce był Real. To nie dawało żadnych efektów. Tymczasem Atletico cierpliwie czekało na kontry. I tak się stało w 33. minucie. Akcję rozpoczął Ademola Lookman. Nigeryjczyk podał do Ruggeriego, a ten od razu zgrał do Guliano Simeone. Syn szkoleniowca Atletico w zjawiskowy sposób wypuścił Lookmana, który bez większych problemów pokonał interweniującego Ukraińca.
Odpowiedź mogła nadejść niecałe 10 minut później. Odważniej zagrał Tchouameni. Defensywny pomocnik wbiegł w szesnastkę przeciwników, co dostrzegł Carvajal. Dośrodkowanie prawego obrońcy było dokładne, jednakże nie wykorzystał tego Francuz. Piłka po jego strzale głową przeleciała tuż obok słupka bramki Musso.
Po pierwszej połowie 1:0 prowadzili goście.
Real ruszył do odrabiana strat, wystarczyły trzy minuty
Druga część meczu rozpoczęła się "z wysokiego c". Bardzo aktywny był Brahim Diaz i wspomniany już Fede Valverde. W 50. minucie w polu karnym drybling zaczął właśnie Marokańczyk, a z nim nie poradził sobie David Hancko. Obrońca sfaulował gracza Realu, a arbiter bez wahania wskazał na "wapno". Rzut karny pewnie wykonał Vinicius Junior. Było 1:1.
Atletico grało bardzo niepewnie, co zaledwie trzy minuty po pierwszym trafieniu wykorzystała ekipa Arbeloi. Piłkarze "Królewskich" stosowali wysoki pressing, a Jose Marię Gimeneza postraszył Valverde. Piłka odbiła się korzystnie dla niego, dzięki czemu znalazł się w stuprocentowej sytuacji. Strzałem z "fałsza" pokonał Musso i wyprowadził swoją drużynę na prowadzenie.
Po tym trafieniu goście wreszcie zaczęli stwarzać swoje okazje. W 66. minucie sprawy w swoje ręce wziął Nahuel Molina. Argentyńczyk w okolicach 30. metra przyjął sobie piłkę kierunkowo i zaryzykował uderzeniem. Efekt? Kapitalne trafienie i wyrównanie na 2:2. Co ciekawe, 27-latek strzelił pięknego gola w drugim ligowym meczu z rzędu.
Emocji nie było końca, bowiem sześć minut później Santiago Bernabeu ożyło ponownie. Z własnej połowy ruszył Trent Alexander-Arnold. Anglik przedarł się w okolice pola karnego i podał do Viniciusa Juniora. Brazylijczyk ograł jeden na jednego Alexa Baenę i uderzył na dalszy słupek zaskakując bramkarza rywali. Tablica wyników wskazywała jasno - 3:2 dla Realu.
Gorąco zrobiło się w 77. minucie. Nieudane wejście zaliczył Valverde, a arbiter Jose Luis Munuera Montero od razu wyciągnął czerwoną kartkę. Wtedy drużyna Diego Simeone otrzymała sygnał, że jeszcze nie wszystko stracone. Mimo gry w przewadze Atletico nie potrafiło znaleźć sposobu na wyrównanie.
Finalnie Real Madryt wygrał 3:2 i ponownie zbliżył się w ligowej tabeli do Barcelony na cztery punkty.
















