W piątek późnym wieczorem, bo dopiero przed północą czasu środkowoeuropejskiego, Fabrizio Romano opublikował na platformie X informację, która zaskoczyła cały piłkarski świat.
Włoski dziennikarz specjalizujący się w tematach transferowych nagle ogłosił, że Ronald Araujo przenosi się z FC Barcelona do Liverpool FC na roczne wypożyczenie. Wcześniej na ten temat nie pojawiły się żadne plotki. Od razu padło słynne "Here we go!".
Później inny dziennikarz Fernando Polo doprecyzował, że w umie znajdzie się opcja wykupu za 55 milionów euro.
Liverpool FC ma przejąć 100% wynagrodzenia Ronalda Araujo. Takie zapewnienie z pewnością sprawiło, że FC Barcelona o wiele chętniej zgodziła się na wypożyczenie Urugwajczyka na Anfield.
Po niespełna trzech dobach od tego ogłoszenia Fabrizio Romano podaje, że umowa została już podpisana. Kiedy pojawił się wpis, można było spodziewać się tego, że oficjalny komunikat Liverpoolu i Barcelony jest tylko kwestią czasu.
Będzie szybki powrót do Barcelony. Rozmowy na finiszu, porozumienie o krok
Araujo przepadł w Barcelonie. Czas na Premier League. Duma Katalonii poszuka następcy?
Kiedy Ronald Araujo zaczynał swoją seniorską karierę w FC Barcelona, rozpatrywany był jako jeden z najlepszych młodych stoperów na świecie. W ciągu kilku lat, a szczególnie za kadencji Hansiego Flicka, Urugwajczyk nie zanotował żadnego postępu, a wręcz przeciwnie - stracił formę i dziś kojarzony jest głównie z fatalnymi błędami popełniony w kluczowych meczach Ligi Mistrzów.
Urugwajczyk stracił zaufanie Hansiego Flicka, więc Niemiec poinformował go, że w kolejnym sezonie będzie pełnił rolę rezerwowego.
W tym momencie Barcelona dysponuje środkowymi obrońcami: Pau Cubarsim, Gerardem Martinem, Andreasem Christensenem i Erikiem Garcią. Potencjalnie do pierwszej drużyny wkroczyć może także Alvaro Cortes - 21-latek z akademii, który zrobił dobre wrażenie na Hansim Flicku. Niewykluczone, że latem Duma Katalonii sprowadzi jeszcze jakiegoś stopera.













