Enzo Fernandez już kilka miesięcy temu dał znać, że nie widzi swojej przyszłości w barwach londyńskiej Chelsea. Argentyńczyk właściwie zapowiedział swój transfer do Realu Madryt. - Bardzo podoba mi się Madryt. Jest podobny do Buenos Aires - powiedział Argentyńczyk w rozmowie na kanale Avirales.
Huczy o Polaku we Włoszech. Nie wytrzymali po tym, co zrobił. Ostatnia akcja
Za te słowa został przez Chelsea ukarany odsunięciem od składu. Plotki łączące go z przenosinami do ekipy "Królewskich" zaczęły się bardzo szybko nasilać. Podczas rozgrywanego w USA, Kanadzie i Meksyku mundialu wydawało się, że ten transfer faktycznie jest kwestią czasu.
Enzo Fernandez dopiął swego. Odszedł z Chelsea
Ostatecznie Real uznał jednak, że wycena Enzo w oczach Chelsea jest zbyt duża i wycofał się z jakichkolwiek działań w tym kierunku. Argentyńczyk wciąż jednak utrzymywał, że chce odejść i nie zmieniła tego zmiana trenera. Pod okiem Xabiego Alonso w Premier League nie zagrał.
Ostatecznie dopiął swego. Drugi raz w swojej karierze czekał do ostatnich chwil okna transferowego, aby móc oficjalnie przywitać się z nowymi kolegami. Manchester City uzgodnił z Chelsea transfer na poziomie ponad 125 milionów funtów kwoty podstawowej, a to sprawia, że padł transferowy rekord w Anglii.
Robert Lewandowski zadecydował ws. kadry. Mowa o mocnym spotkaniu. "Heca"
Jak na razie ten wyznaczał bowiem transfer Alexandra Isaka, za którego rok temu Liverpool zapłacił Newcastle 145 milionów euro. Obecnie 125 milionów funtów to niecałej 146 milionów euro, a dziennikarze przekazują, że kwota przekracza 125 milionów funtów. Padł więc rekord, choć "przebitka" jest niewielka.
Tym samym Enzo Fernandez z automatu stał się obiektem zainteresowania i obserwacji Hansiego Flicka. FC Barcelona w grudniu będzie bowiem gościć na Camp Nou Manchester City. Wydaje się pewnym, że mistrz świata z 2022 roku nie przychodzi do klubu za taką kwotę, aby siedzieć na ławce rezerwowych.










