Heroiczny występ Barcelony, Lewandowski mógł tylko patrzeć. Zdecydował jeden gol
FC Barcelona w półfinale Pucharu Króla wylosowała fatalnie. "Duma Katalonii" musiała się bowiem mierzyć z Atletico Madryt. Zadanie stało się tym trudniejsze, że pierwszy mecz zakończył się wygraną ekipy z Madrytu 4:0 i do rewanżu w Katalonii Diego Simeone mógł podchodzić ze względnym spokojem. Po pierwszej połowie zrobiło się jednak nerwowo. Barcelona prowadziła bowiem 2:0. W drugiej strzeliła jeszcze jednego gola, ale wynik 3:0 to zbyt mało na finał. W tym zagra Atletico Madryt, a Barcelona nie obroni tytułu.

FC Barcelona w poprzednim sezonie zdobyła wszystkie możliwe trofea na hiszpańskim froncie. Co więcej "Duma Katalonii" na wszystkich frontach na ostatniej prostej wyprzedziła Real Madryt. "Królewscy" z pewnością najboleśniej wspominają porażkę w Superpucharze Hiszpanii, gdzie zostali po prostu rozbici.
W Pucharze Króla i La Liga różnice było nieco mniejsze, choć wyższość Barcelony i tak nie podlegała dyskusji. W trwającym sezonie "Blaugrana" ponownie pokonała Real Madryt w Superpucharze Hiszpanii, ale tym razem był to mecz zdecydowanie bardziej wyrównany. W Pucharze Króla już takiej możliwości nie będzie.
50 procent planu Barcelony. Zmarnowane sytuacje Atletico
"Duma Katalonii" w półfinale trafiła bowiem na Atletico Madryt, a Realu wówczas nie było już w rozgrywkach. Pierwszy mecz półfinałowy zakończył się dla Barcelony fatalnie. Atletico na własnym stadionie rozbiło swoich rywali 4:0 i zapewniło sobie wielką zaliczkę przed rewanżem na Camp Nou.
W spotkaniu rewanżowym Flick nie mógł skorzystać z Roberta Lewandowskiego. Początek tego spotkania doskonale oddawał to, czego można było się spodziewać. Ekstremalnie ofensywna taktyka Barcelony i defensywne usposobienie gości było aż nadto widoczne. "Blaugrana" szukała pierwszego gola od początku.
Na niewiele się to jednak zdawało, bo Atletico pozwalało rywalom na oddawanie strzałów jedynie z dystansu albo nieprzygotowanych pozycji. To sprawiało, że Juan Musso wielkimi bramkarskimi umiejętnościami wykazywać się nie musiał. Podobnie sprawa miała się oczywiście z Joanaem Garcią, który odpowiadał za rolę rozgrywającego od tyłu.
Jakby tego było mało, w pierwszym kwadransie kontuzji doznał Jules Kounde. Francuza zmienił na boisku Alejandro Balde. Pierwszą naprawdę groźną okazję miał Antoine Griezmann. Atletico wykorzystało zwyczajową przestrzeń za linią obrony Barcelony. Piłka trafiła do ustawionego na 10. metrze Francuza.
Ten nie włożył w strzał odpowiedniej siły, kopnął rachitycznie i prosto w Joana Garcię. Chwilę później ponownie sprawdziło się znane piłkarskie porzekadło o niewykorzystanych sytuacjach. Takiego problemu nie miał bowiem Marc Bernal, który po dobrym rozegraniu rzutu rożnego w 29. minucie wbił piłkę do siatki z bliska.
Barcelona tym samym wykonała 25 procent planu, jeśli chodzi o fazę ofensywną. Chwilę później wyborną okazję miał Raphinha, ale strzał głową Brazylijczyka minął bramkę Atletico. W 42. minucie Griezmann już się poprawił. Francuz znów dostał podanie w okolice 11. metra od bramki.
Tym razem uderzył jednak bardzo groźnie. Piłka zatrzymała się na słupku, a sędzia i tak odgwizdał spalonego. W 47. minucie powinno być 1:1. W znakomitej sytuacji znalazł się Ademola Lookman. Jego strzał głową nieznacznie minął jednak światło bramki. Znów sprawdziło się wspomniane wcześniej porzekadło.
Dosłownie w następnej akcji rzut karny dla Barcelony wywalczył Pedri. Hiszpan zdaniem sędziego był faulowany przez Marca Pubila. Do piłki ustawionej na 11. metrze podszedł Raphinha. Brazylijczyk zmylił bramkarza i podwyższył prowadzenie swojego zespołu. Do przerwy Barcelona wykonała 50 procent planu.
Gol dla Barcelony. Zostało 20 minut nadziei
Druga połowa rozpoczęło się od mocnego akcentu ze strony gości. W 48. minucie płaskim strzałem z około 16. metra sprawdził Joana Garcię Julian Alvarez. Hiszpan bez problemu poradził sobie z tą próbą. W 55. minucie w zdecydowanie trudniejszej sytuacji znalazł się bramkarz Atletico.
Juan Musso podobnie jak Joan Garcia nie pomylił się przy próbie interwencji i sparował na rzut rożny całkiem dobry strzał Ferrana Torresa. Chwilę później poradził sobie także ze strzałami Ferrana i Raphinhi. W 70. minucie zrobiło się niebezpiecznie z perspektywy Hansiego Flicka.
Kontuzji doznał bowiem wprowadzony w pierwszej połowie Alejandro Balde. Wszedł za niego na boisko Ronald Araujo, a Flick tym samym wykorzystał wszystkie trzy okienka na zmiany w regulaminowym czasie gry, dokonując tylko czterech korekt. Chwilę później - w 72. minucie Camp Nou wybuchło.
Znakomite podanie w pole karne posłał Joao Cancelo. Piłka spadła na nogę Bernala, który drugi raz tego wieczoru dołożył stopę, strzelając gola na 3:0. Przez chwilę wydawało się, że był spalony, ale sędzia nie dostał żadnego komunikatu na ucho i gola uznał. Barcelonie pozostało około 20 minut nadziei na wyrównanie stanu dwumeczu.
Chwilę później piłkarze Atletico domagali się drugiej żółtej, a w konsekwencji czerwonej kartki dla Daniego Olmo po faulu na Alexie Baenie. Sędzia nic takiego jednak nie zaordynował, a czas Barcelonie uciekał. Arbiter doliczył sześć minut i tyle pozostawało Barcelonie na wywalczenie dogrywki. Ta sztuka się jednak nie udała. Barcelona wygrał 3:0, ale w finale zagra Atletico Madryt.











