Gorąco w polu karnym Barcelony. Bellingham padł, zrobiło się niebezpiecznie
FC Barcelona znakomicie weszła w niedzielne El Clasico. Do przerwy "Duma Katalonii" prowadziła z Realem Madryt 2:0. Pierwsze piętnaście minut drugiej meczu było bardzo gorące. Najpierw doszło do małej przepychanki, a potem po trafieniu łokciem w twarz w polu karnym Barcelony upadł Jude Bellingham. O tej sytuacji bez wątpienia będzie głośno.

FC Barcelona podchodziła do niedzielnego El Clasico w wybornej sytuacji. "Duma Katalonii" przed pierwszym gwizdkiem tego hitowego spotkania miała aż jedenaście oczek zaliczki nad rywalami. Taki stan rzeczy sprawiał, że "Blaugrana" mogła w ten niedzielny wieczór zapewnić sobie tytuł.
Aby tak się stało Barcelona potrzebowała tylko i aż jednego punktu. Piłkarze Hansiego Flicka wybornie rozpoczęli tę niedzielną rywalizację. Już w 9. minucie wynik spotkania otworzył bowiem Marcus Rashford. Anglik popisał się fenomenalnym kopnięciem z rzutu wolnego.
Kontrowersyjna sytuacja w polu karnym Barcelony
Jeszcze przed końcem pierwszej części meczu Barcelona podwyższyła prowadzenie na 2:0. Z takim wynikiem piłkarze Realu schodzili do szatni. Potrzebowali znakomitej drugiej połowy, aby odrobić straty. Ta rozpoczęła się tak, jak można było podejrzewać, że chce Alvaro Arbeloa.
Na boisku zapanował bowiem ogromny chaos. Wszystko zaczęło się od faulu Raula Asencio na połowie Barcelony. Hiszpan później odkopnął piłkę. Za to został ukarany przez sędziego żółtą kartką. Chwilę później zrobiło się bardzo gorąco w polu karnym ekipy prowadzonej przez Flicka.
W "jedenastce" upadł bowiem Jude Bellingham. Piłkarze Realu zaalarmowali sztab medyczny, sugerując że stało się coś poważnego. Powtórki pokazały, że Anglik został trafiony łokciem w twarz przez Erica Garcię. Nad wargą Bellinghama pojawiło się krwawe rozcięcie, które wymagało interwencji medycznej. Sędzia nie zdecydował jednak, że Realowi należy się rzut karny. O tej sytuacji bez wątpienia będzie się mówić.











