Hansi Flick przed startem tego sezonu La Liga mówił, że właściwie trudno powiedzieć, jaki będzie jego początek dla FC Barcelona. Niemiecki trener miał pełną świadomość problemów, jakie mogą pojawić się po odejściu z drużyny dwóch napastników. Wyrwa stworzona przez Roberta Lewandowskiego i Ferrana Torresa została jednak zasypana.
Szkoleniowiec "Blaugrany" postawił na rozwiązanie, które czekało na niego w klubie. Flick uznał, że jego nową "dziewiątką" będzie kapitan - Raphinha. Brazylijczyk wszedł w sezon w sposób znakomity, prowadząc drużynę do kolejnych triumfów. W pięciu kolejkach ligowych Barcelona zgromadziła komplet piętnastu oczek.
Szczęsny z ligowym debiutem w sezonie. Fatalny błąd Polaka
Co więcej, piłkarze Hansiego Flicka strzelili aż 21 goli. To wszystko sprawiało, że przed meczem szóstej kolejki z beniaminkiem - Racingiem Santander kibice oczekiwali kolejnej golleady na Camp Nou. Racing przystępował do tego spotkania jako dziesiąta ekipa tabeli hiszpańskiej La Liga.
Hansi Flick wystawił bardzo mocny skład, z kolei trener gości zdecydował się oszczędzić, choćby najlepszego strzelca. Barcelona szybko wykorzystała opieszałość obrony przyjezdnych. W ósmej minucie mnóstwo przestrzeni przed bramką miał Joao Cancelo. Portugalczyk przyjął sobie piłkę, ustawił i huknął nie do obrony dla bramkarza.
Ta akcja bardzo wyraźnie napędziła gospodarzy. Barcelona zaczęła atakować z większym impetem i energią, ale nie potrafiła dołożyć do tego skuteczności. Aż do 23. minuty, w tej w sytuacji sam na sam w polu karnym faulowany był Raphinha. Brazylijczyk został brutalnie zaatakowany od tyłu.
Wydaje się, że piłkarz faulujący mógł, a może nawet powinien, obejrzeć czerwon kartkę. Sam poszkodowany podszedł do "jedenastki" i pewnym strzałem w boczną siatkę zamienił ją na gola. "Blaugrana" z dwubramkowego prowadzenia cieszyła się ledwie kilka minut. Po upływie dwóch kwadransów goście w końcu poważnie zaatakowali bramkę Joana Garcii.
Zrobili to na tyle skutecznie, że Gueye w sytuacji sam na sam z bramkarzem strzelił gola na 1:2. Goście również nie mogli cieszyć się z gola nazbyt długo. Znów na pierwszym planie pojawił się bowiem Cancelo. Portugalczyk ponownie zdecydował się na strzał z dystansu i znów pozostawił bramkarza kompletnie bezradnego.
Mecz z Lechem tuż-tuż, nagle takie słowa trenera rywali. "Ten zespół...", otwiera się w nowym oknie
Jeszcze przed końcem pierwszej części gry Barcelona podwyższyła prowadzenie za sprawą Raphinhi, który otrzymał fantastyczne prostopadłe podanie od Daniego Olmo i ze spokojem pokonał bramkarza gości. W 44. minucie Lamine Yamal stanął przed szansą na strzelenie swojego gola.
Gwiazdor Barcelony podszedł do rzutu karnego, ale przegrał pojedynek z bramkarzem, który świetnie wyczuł intencje młodego Hiszpana. Do przerwy już nic się nie zmieniło. Barcelona zeszła do szatni, prowadząc 4:1. Co ciekawe, wyszła z niej bez Joana Garcii. Hiszpana w bramce po przerwie zastąpił Wojciech Szczęsny.
Polak szybko dał o sobie znać, ale nie był to pozytywny sygnał dla kolegów z drużyny. W 65. minucie Szczęsny zakręcił się w polu karnym gości, stracił piłkę, a tę do siatki wpakował napastnik gości. Przez chwilę wydawało się, że Racing może złapać kontakt z faworyzowanym rywalem.
Minutę później drugi raz w tym meczu w polu karnym gości upadł Adeyemi. Sędzia wskazał na rzut karny, a stały fragment gry wykorzystał Raphinha, kompletując hat-tricka. Chwilę później zszedł na ławkę rezerwowych, a jego miejsce na dziewiątce zajął sprowadzony latem Gabriel Jesus.
Brazylijczyk świetnie zastąpił swojego rodaka i już przy jednym z pierwszych kontaktów z piłką podwyższył prowadzenie na 6:2, wykorzystując sytuację sam na sam. Kilka minut później szansę na odkupienie win dostał Szczęsny. Polak świetnie zachował się w sytuacji sam na sam z rywalem i tym samym rozpoczął kontrę, która zakończyła się trafieniem Yamala na 7:2. Barcelona zdemolowała kolejnego rywala na swojej drodze.










