Fatalny błąd bramkarza, ale co stało się potem. Popis rywala Lewandowskiego, a Polak patrzył
FC Barcelona w środku tygodnia doznała bolesnej porażki przed własnymi kibicami. "Duma Katalonii" przegrała 0:2 z Atletico Madryt w ćwierćfinale Ligi Mistrzów. Szansę na poprawę nastrojów przed rewanżem piłkarze Hansiego Flicka dostali bardzo szybko. Już po trzech dniach na Camp Nou przyjechał Espanyol. Przez pewien czas wydawało się, że może to być dla Barcelony trudna przeprawa. Skończyło się jednak na wygranej 4:1.

FC Barcelona pewnym krokiem zmierza po obronę tytułu mistrzowskiego w La Liga. Ta sztuka udała się ostatnio właśnie "Blaugranie" w sezonie 2018/2019. Od tego momentu nie udało się to Barcelonie, Realowi Madryt i Atletico Madryt. Po rozegraniu prawie 80 procent sezonu wydaje się, że znów dokona tego "Duma Katalonii".
Barcelona po 30. kolejce La Liga miała na swoim koncie 76 punktów, aż siedem mniej zgromadził drugi Real Madryt. Co więcej, "Królewscy" w piątkowy wieczór na start 31. kolejki ekipa z Madrytu tylko zremisowała na Santiago Bernabeu z Gironą 1:1. To sprawiło, że Barcelona stanęła przed wielką szansą.
Popis Ferrana Torresa. Barcelona coraz bliżej mistrzostwa
Tę stanowił derbowy mecz z Espanyolem Barcelona na Camp Nou. Goście w 2026 roku znajdują się w fatalnej formie, a Barcelona musiała nie tylko powiększyć przewagę nad "Los Blancos", ale także poprawić nastroje przed rewanżową rywalizacją w Lidze Mistrzów z Atletico Madryt.
Hansi Flick mimo sporego komfortu posłał do boju nadspodziewanie mocny skład. Nie zabrakło w nim Pedriego czy Lamine Yamala, którzy w ostatnich dniach zgłaszali pewne dolegliwości. Mecz na ławce rozpoczął Robert Lewandowski. Jego miejsce w składzie zajął bardzo nieskuteczny ostatnio Ferran Torres.
"Blaugran" szybko rozpoczęła strzelanie i stało się to właśnie za sprawą Ferrana. Hiszpan już w dziewiątej minucie wykorzystał dobre dośrodkowanie z rzutu rożnego i błąd bramkarza, który minął się z piłką. Pozostało jedynie wpakować ją z bliska do siatki bramki strzeżonej przez Marko Dmitrovicia.
To nie był koniec jego popisów. Kwadrans później znalazł się w sytuacji sam na sam z bramkarzem gości i delikatnym dziobnięciem piłki wturlał ją do siatki, kompletując dublet. Wynikiem 2:0 zakończyła się pierwsza połowa, a jedyny niepokój Flicka mógł wynikać z faktu, że przez moment problemy miał Gerrard Martin.
Druga część rywalizacji rozpoczęła się dobrze dla Barcelony. Hat-tricka skompletował bowiem Ferran Torres, kolejny raz wbijając futbolówkę z bliska do siatki. Problemem Hiszpana był jednak fakt, że podający Eric Garcia znajdował się na spalonym. Trafienie zostało więc anulowane.
W następnej akcji pierwszy raz z nieco groźniejszym atakiem wyszli piłkarze gości. Wszystko rozpoczęło się od dobrego rozegrania autu. Piłka spadła pod nogi czekającego na nią Pola Lozano. Hiszpański pomocnik nie zastanawiał się zbyt długo, po prostu kopnął w kierunku bramki, a strzał był niemożliwy do obrony nawet dla Joana Garcii.
Wydawało się, że Espanyol spróbuje na tym trafienie zbudować odpowiednie momentum w meczu. Tak się jednak nie wydarzyło. Chwilę później szansę stuprocentową na 3:1 zmarnował wprowadzony z ławki Rashford. W 80. minucie fatalnie piłkę stracił w środku pola Cancelo.
To pozwoliło Espanyolowi wyprowadzić bardzo groźny atak zakończony strzałem z bliska. Piłka nie znalazła jednak drogi do siatki. Jak się okazało, ten moment był decydujący. Kilka minut później bowiem gola strzelił Lamine Yamal, który wykorzystał kolejny koszmarny błąd bramkarza gości, a wynik na 4:1 ustalił Marcus Rashford. Barcelona ma już dziewieć punktów przewagi nad Realem Madryt.











