Czarny wieczór Barcelony. Gol Lewandowskiego "skasowany". Euforia w Madrycie
Barcelona przegrała 1:2 z Gironą na jej terenie na zamknięcie 24. kolejki La Liga. Mistrzowie Hiszpanii wyszli na prowadzenie po blisko godzinie gry, ale podwójna riposta rywala okazała się zabójcza. Rzutu karnego nie wykorzystał Lamine Yamal. Drużynie nie pomógł też Robert Lewandowski posłany na ratunek w 73. minucie. "Duma Katalonii" na dobre traci fotel lidera. Na szczycie tabeli zostaje Real Madryt.

Piłkarze Barcelony mogli mówić przed pierwszym gwizdkiem o wszystkim, tylko nie o braku motywacji. Ich poprzedni występ zakończył się blamażem (0:4 z Atletico Madryt w Pucharze Króla), a zaraz potem zostali zrzuceni z fotela lidera La Liga. W derbach Katalonii mieli odkupić winy.
Kompromisy nie wchodziły w grę. Strata do prowadzącego Realu Madryt wynosiła dwa punkty. Tylko pełna pula gwarantowała powrót na szczyt ligowej tabeli.
Yamal marnuje rzut karny. Potem cios i podwójna riposta. Lewandowski długo patrzył tylko z boku
Gospodarze przetrwali pierwszy kwadrans, nie pozwalając sobie na kosztowny błąd w szeregach obronnych. Zaraz potem w sytuacji sam na sam z golkiperem rywali znalazł się Lamine Yamal. Miał dużo miejsca i czasu, ale dogodną okazję zmarnował w sposób niegodny tego szczebla rozgrywek.
Odpowiedź Girony? Niemal bliźniacza. Oko w oko z bramkarzem "Blaugrany" stanął Władysław Wanat. Jego strzał Joan Garcia wybronił jednak szczęśliwie nogami.
Tyle że o prawdziwym szczęściu mogli mówić rywale w końcówce pierwszej odsłony. Do korekty rezultatu dwukrotnie zabrakło centymetrów. Za każdym razem od straty bramki ratował ich słupek - najpierw nieprecyzyjnie przymierzył Raphinha.
A już w doliczonym czasie tak samo z rzutu karnego uderzył Yamal. Stojący w bramce Paulo Gazaniga nawet nie podjął interwencji. Do przerwy zatem 0:0.
Po zmianie stron "Duma Katalonii" potrzebowała niespełna kwadransa, by otworzyć wynik spotkania. Z prawego skrzydła centrował Jules Kounde, a głową nie do obrony uderzył Pau Cubarsi. Goście dopięli swego, ale... nie ustrzegli się grzechu dekoncentracji.
Po kolejnych trzech minutach było już 1:1. Atak Girony wydawał się niemrawy, nie zwiastował wyrównania. W jego finalnej fazie zupełnie niepilnowany Thomas Lemar z trzech metrów skierował jednak piłkę do siatki.
Teraz Barcelonie zaczęło się spieszyć. W 73. minucie na murawie pojawił się Robert Lewandowski. Nie zdołał jednak odmienić losów spotkania.
Szybko okazało się, że podopieczni Michela nie są zainteresowani podziałem punktów. Kiedy w sytuacji sam na sam z Garcią znalazł się Joel Roca, do katastrofy jeszcze nie doszło. Tyle że to nie było ostatnie słowo gospodarzy.
Była 87. minuta, gdy Roca tym razem wcielił się w rolę asystenta. Idealnie dograł do Frana Beltrana, a ten płaskim uderzeniem z kilkunastu metrów zdobył bramkę na 2:1.Tym sposobem obrońców tytułu rzucił na kolana duet rezerwowych.
Do siatki trafił jeszcze wprawdzie Lewandowski, ale był na minimalnym ofsajdzie. W samej końcówce z boiska po czerwonej kartce wyrzucony został Roca. Girona dotrwała jednak do końcowego gwizdka z korzystnym wynikiem.
Barcelona zalicza drugą porażkę z rzędu. Nie odzyskała fotela lidera. I wygląda na to, że zaczyna się dla niej najtrudniejszy etap sezonu.













