Leo Messi przyszedł na świat w 1987 roku w niezbyt zamożnej, ale również nie biednej rodzinie z Rosario. Od samego początku wszystko kręciło się wokół piłki nożnej. Pierwszą osobą, która pomogła kilkuletniemu zaledwie chłopcu postawić debiutanckie kroki na amatorskich lokalnych boiskach była babcia Celia. W 1998 roku niestety zmarła, więc na wszystkie wielkie sukcesy swojego wnuka spoglądała już z góry - zgodnie z wiarą Leo, który każdego strzelonego gola dedykował właśnie jej.
W kluczowym dla Lionela momencie sprawy we własne ręce wziął jednak jego ojciec Jorge. Zanim całkowicie poświęcił się karierze swojego syna, pracował w Acindar, jednej z największych argentyńskich firm produkujących stal.
W kraju wybuchł kryzys. Syn nie rósł, a marzył o karierze piłkarza. Jorge Messi postawił wszystko na jedną kartę
W grudniu 2001 roku w Argentynie wybuchł wielki kryzys. Centrolewicowy rząd upadł i rozpoczął się chaos. Społeczeństwo znalazło się między corralito a corralon.
Chwilę wcześniej banki zaczęły wycofywać swój kapitał z kraju, przez co Argentyńczycy stracili możliwość wypłacania preferowanej przez siebie waltu (dolara - do peso nie mieli zaufania). Wiele bankomatów przestało działać. Tym było corralito.
W wyniku chaosu ogłoszono dni wolne od pracy. - Stało się to w okresie, gdy peso wymieniano na dolara w stosunku 1:1. Kilka dni później banki zostały otwarte i okazało się, że dolar jest trzykrotnie droższy. Wielu ludzi straciło dwie trzecie swoich całych oszczędności. Można powiedzieć, że banki w białych rękawiczkach ograbiły społeczeństwo - opisywał autor biografii Leo Messiego Guillem Balague. To było corralon.
W pewnym momencie młodzi argentyńscy chłopcy grający w piłkę nożną na kontraktach stawali się jedynymi żywicielami swoich rodzin. Między innymi właśnie dlatego w Argentynie piłka nożna jest sprawą znacznie poważniejszą. Ratowała rodziny od biedy i niedostatku. Okoliczności te trzeba wziąć pod uwagę, opisując historię Jorge Messiego.
Jego syn Leo od samego początku wykazywał ponadprzeciętny talent do gry w piłkę. Był jednak pewien bardzo poważny problem - nie rósł. Do pewnego momentu drogą terapię hormonalną udawało się finansować z własnej kieszeni z pomocą finansową firmy, w której Jorge był zatrudniono i bardzo symbolicznym, niezbyt chętnie udzielanym wsparniem z klubu Newell's Old Boys.
To właśnie NOB miał być docelowym klubem Leo. Jego kariera stanęła jednak pod wielkim znakiem zapytania. Nie rozwinęłaby się, gdyby młody Argentyńczyk nie przeszedł terapii z hormonem wzrostu. Tylko dzięki niej tliła się nadzieja, że Lionel urośnie do ok. 167 centymetrów. Tak wzrost pozwalałby już grać zawodowo w piłkę. Dziś wiemy już, że Messi osiągnął "aż" 169 cm.
Klub z Rosario nie zagwarantował rodzinie Messich pomocy, dzięki której udałoby się dokończyć terapię. W październiku 2001 roku Jorge podjął decyzję, że wykona telefon do Josepa Marii Minguelli - katalońskiego agenta, którego wizytówkę znalazł akurat w kieszeni. Ten telefon był pierwszym krokiem w kierunku Barcelony.
Sytuacja w rodzinie Messich stawała się nie do wytrzymania. Przerwanie terapii przekreśliłoby marzenia Leo, a perspektywa wyjazdu na obczyznę była przerażająca. Jawiła się jako wielkie wyzwanie, które ostatecznie zostało podjęte.
Jorge Messi i Josep Maria Minguella zaczęli operację - przenosiny Leo do Barcelony. Początkowo agentowi udało się otrzymać od władz klubu gwarancję, że Barca przedstawi Messiemu propozycję umowy i opłaci terapię hormonalną. Początkowo przedstawiciele Dumy Katalonii zwlekali i unikali tematu. Jorge Messi obawiał się, że znów zostanie wystawiony do wiatru.
Trudny początek w Barcelonie. Rodzina musiała się rozdzielić. Jorge i Leo wspólnie podjęli najważniejszą decyzję w życiu
Minguella, dyrektor sportowy Barcelony, Charly Rexach i Horacio Gaggioli - pracownik biura Munguelli w grudniu 2000 roku po meczu spotkali się na piwie. W pewnym momencie odezwał się Minguella.
- Charly, powinniśmy zadzwonić do tej rodziny. Powtarzamy im, że wszystko jest w porządku, ale ciągle nie ma żadnych konkretów. Powinniśmy napisać jakąś umowę - przypomniał.
- Charly, sprawa zaszła za daleko. Jesteś dyrektorem technicznym. Powinieneś podjąć dzisiaj decyzję o podpisaniu umowy z Leo. Jeśli nie, to po prostu to zostawmy, nic się nie stanie. Pójdziemy każdy w swoją stronę i tyle - dodał Gaggioli.
Rexach bał się jednak tego, że pożałuje utraty Leo.
- Kelner, papier i długopis! - krzyknął dyrektor.
Kelner długopis miał, ale papieru już nie. Pierwsza umowa Leo z podpisem Rexacha spisana została więc na serwetce dostępnej pod ręką w lokalu. Właśnie w takich okolicznościach Jorge Messi otrzymał pierwszy znak z Barcelony, że decyzja została podjęta.
W lutym 2001 roku do Barcelony poleciała cała rodzina Messich. Minęło trochę czasu, zanim Leo nawiązał bliższe relacje z kumplami z szatni. Jego introwertyczny charakter i niski wzrost były jednymi z powodów, dla których inni kadeci futbolu z La Masii traktowali Leo jak meteor, który za chwilę odleci i już więcej go nie zobaczymy.
Bariera językowa również okazała się bardzo trudna. Na miejscu wszyscy mówili bowiem po katalońsku. Dbałość o ten język była efektem politycznych reform prezydenta Katalonii Jordiego Pujola. Choć rodzina Messich otrzymała swoje własne mieszkanie, Jorge dostał pracę, a Leo mógł trenować, rzeczywistość okazała się bardzo przytłaczająca.
Po kilku miesiącach rodzina podjęła decyzję, że opuszcza Barcelonę. Matka, bracia oraz najmłodsza siostra, która miała wówczas zaledwie sześć lat, wrócili do Rosario. Jorge natomiast odbył ze swoim synem rozmowę. Leo podjął decyzję, że mimo wielkich trudności chce zostać w Barcelonie i walczyć o swoje marzenia.
Jest nowa "1" w Barcelonie. Komunikat ws. Szczęsnego

Doszło więc do bardzo bolesnej rozłąki rodzinnej. Jorge i Leo zostali w dużym mieszkaniu w Barcelonie, a cała reszta jego rodziny wróciłą do Rosario. Później ojciec piłkarza mówił, że gdyby miał jeszcze raz podjąć decyzję, zrobiłby wszystko, aby nie dopuścić do rozstania. Wtedy postanowił, że poświęci się karierze swojego syna. Stał się dla niego nie tylko ojcem i najbliższym przyjcielem, ale także pierwszym agentem dbającym o jego interesy.
Leo jako nastolatek wracający do domu z treningu i zamykający się w pokoju nie chciał pokazać swojemu ojcu, że płacze w tęsknocie za matką i rodzeństwem. Jorge w tym czasie przeżywał swój własny dramat. Był jednak dopingowany myślą, że podejmuje wielki wysiłek w walce o marzenia swojego syna i jest jedyną nadzieją na to, że 13-letni chłopak nie przepadnie w kluczowym momencie dla swojej kariery.
Jorge Messi bohaterem z cienia. Jego postawa i troska o syna Leo na zawsze zmieniły piłkę nożną
Od tego momentu aż do końca swojego życia Jorge Messi pozostał jedynym agentem Leo Messiego. Role menedżera i ojca bardzo często się zacierały. Czasem trudno było zaklasyfikować wypowiedź Jorge do Leo. "Czy to powiedział ojciec, czy agent?"
Któregoś dnia Leo Messi chciał ominąć czekających na niego kibiców i przedostać się do wyjścia. W tamtym momencie jego ojciec interweniował. Kazał synowi zawrócić i spełnić marzenie fanów. "Chce być profesjonalnym piłkarzem, to niech się przyzwyczaja" - ta myśl towarzyszyła Jorge, który zawsze dbał o to, aby woda sodowa nigdy nie uderzyła do głowy jego synowi.
Potrafił być dla niego surowym krytykiem, ale zawsze stawał za nim murem i bronił jego intersów w sposób zdeterminowany i zawzięty. W 2006 roku Leo Messi rzeczywiście mógł opuścić Barcelonę. Wtedy był tego zdecydowanie najbliżej. Pojawiły się bowiem biurokratyczne problemy uniemożliwiające Argentyńczykowi zostanie zarejestrowanym zawodnikiem.
Powodem był fakt, że w kadrze Barcelony znajdowało się już trzech piłkarzy z zagranicy - Ronaldinho, Eto'o i Marquez. Przepisy nie zezwalały na większą liczbę. Barcelona posługiwała się argmentuem, że przecież Leo Messi spędził pięć lat w drużynach młodzieżowych i jest już zawodnikiem "zasymilizowanym". Przepisy były jednak nie jasne. Leo Messi miał tylko argentyński paszport. Problemy biurokratyczne sprawiły, że nie mógł grać w oficjalnych meczach, a jego przyszłość w klubie stanęła pod znakiem zapytania.
Jorge Messi stawiał twarde warunki. W ręku miał bowiem mocną kartę w postaci zainteresowania włoskich klubów. Juventus i Inter Mediolan chciały zapłacić za Messiego i zaoferować mu wielki kontrakt - przynajmniej w teorii. - Jeśli nie rozwiążecie tych problemów na czas, chłopak leci do Włoch - groził wówczas Jorge Messi.
Ostatecznie we wrześniu 2005 roku udało się załatwić Messiemu hiszpańskie obywatelstwo, dzięki któremu piłkarz mógł pozostać w Barcelonie. Jorge Messi odegrał w tym kluczową rolę, ale swoje dołożył również Joan Laporta, który przekonał Leo, że ten we Włoszech otrzyma tylko pieniądze. Barcelona natomiast, poza nimi, da mu również chwałę. Te słowa prezydenta Laporty zestrzały się w sposób spektakularny.
Ojciec był największym wsparciem dla Leo na przestrzeni całej jego kariery. Gdy cała Argentyna krytykowała go za nieudane mecze i turnieje, rodzina pomagała mu przez to przechodzić. Dziś trudno uwierzyć w to, jak fatalną prasę w swojej ojczyźnie w okolicach 2010 roku miał Leo Messi. Podobnie było zresztą z Maradoną, zanim ten sięgnął po mistrzostwo świata w 1986 roku. Obie legendy w RPA (2010) poniosły porażkę. Leo jako lider drużyny, Diego jako selekcjoner. Dzięki temu turniejowi poprawiły się ich relacje, które wcześniej bywały chłodne. Pogorszyła się natomiast opinia na ich temat. Musiało minąć trochę czasu, zanim Argentyna zmieniła swoje postrzeganie na swoje legendy.
Okres ten był dla rodziny Messich bardzo trudny. Najbliżsi nie mogli patrzeć na to, jak Leo cierpi z powodu krytyki, a wręcz mowy nienawiści stosowanej w Argentynie względem jego osoby. To jeden z wielu kryzysów, który piłkarz przeszedł ze wsparciem swojego ojca, który chronił go przed negatywnym wpływem otoczenia i robił wszystko, aby syn mógł skupić się wyłącznie na grze w piłkę.
Kiedy Leo Messi notował kolejne awanse przez drużyny młodzieżowe i dostał się do pierwszej drużyny, Jorge czuł, że jego starania owocują w sposób taki, jak sobie wymarzył. Dziś wiemy już, że Argentyńczyk został najlepszym piłkarzem świata. Możliwe, że najlepszym w historii, ale w latach 2001-2006 ojciec piłkarza wykazał się niesamowitą odwagą i pokazał spektakularną determinację w walce o marzenie swojego dziecka. Bez niego jego realizacja nie byłaby możliwa.
Kiedy w 2009 roku Jorge Messi obserwował wygłupiającego się syna na zakrapianej fecie po wygraniu swojej pierwszej Ligi Mistrzów (w 2006 roku Leo doznał kontuzji i ominą większość meczów, w tym finał), czuł coś w rodzaju mieszanki zażenowania i dumy. Wtedy dopiero mógł jednak uznać, że zadanie zostało wykonane w sposób wzorowy. Kilkanaście kolejnych lat to pasmo wielkich sukcesów i czas, w którym Leo Messi przeszedł do historii piłki nożnej. Wygranie mundialu w 2022 roku było zwieńczeniem ich wspólnej przygody.
Ostatnim meczem Leo Messiego, który jego ojciec Jorge miał okazję obejrzeć był finał mundialu w 2026 roku. Już wtedy borykał się z poważnymi problemami zdrowotnymi. Zmarł niespełna trzy tygodnie później.
Historia Leo i Jorge Messich pokazuje, że 8 sierpnia legenda argentyńskiej piłki straciła kogoś więcej niż tylko ojca, przyjaciela i agenta. Lionel Messi stracił osobę, bez której być może nie zrobiłby spektakularnej piłkarskiej kariery. Tytaniczny wysiłek jego ojca pozostał w cieniu, ale zasługuje na to, aby o nim opowiedzieć.













