Barcelona zmiażdżona w Madrycie. To było upokorzenie. Lewandowski bezradny
Atletico Madryt rozgromiło 4:0 Barcelonę w pierwszym meczu półfinału Pucharu Króla. Wynik spotkania został ustalony jeszcze przed przerwą. Po ciężkim nokaucie mistrzowie Hiszpanii zostali w parterze już do końca spotkania. Robert Lewandowski pojawił się na murawie w 37. minucie. Ale i on szybko przepadł w jaskini lwa. Rewanż 3 marca na Camp Nou. Kwestia awansu do finału... pozostaje otwarta.

Trener Hansi Flick przy każdej okazji podkreśla, że jego drużyna walczy w tym sezonie o wszystkie możliwe trofea. Powtarzał te słowa tak konsekwentnie, iż najwyraźniej piłkarze uznali to za samospełniającą się przepowiednię. W drastyczny sposób uzmysłowił to czwartkowy wieczór w Madrycie.
Gdyby o awansie do finału Copa del Rey decydował tylko jeden mecz, Barcelona byłaby już za burtą. Mistrzowie Hiszpanii rozegrali najsłabszy mecz w tym sezonie. A ekipa Diego Simeone potrafiła to wykorzystać bez cienia kalkulacji.
Barcelona bezradna w boju o finał Pucharu Króla. Lewandowski i spółka zdemolowani w Madrycie
"Duma Katalonii" powinna w tym spotkaniu przegrywać już w trzeciej minucie. Oko w oko z Joanem Garcią stanął wówczas Giovanni Simeone. Uderzył fatalnie, trafiając piłką w kolano pozorującego interwencję bramkarza.
Ale potem gospodarze strzelali już tylko ostrą amunicją. Zresztą, nie tylko oni. Była siódma minuta, gdy Eric Garcia wycofał futbolówkę do własnego golkipera. Ten w niegroźnej sytuacji przepuścił ją pod podeszwą. Szalony pościg w stronę linii bramkowej nic nie dał - po chwili było 1:0.
Nie minął kwadrans spotkania, a "Los Colchoneros" prowadzili już różnicą dwóch bramek. Tym razem na listę strzelców wpisał się Antoine Griezmann. Przymierzył technicznie w boczną siatkę tak, że Garcia nie miał nic do powiedzenia.
Odpowiedź Barcelony? Fermin Lopez trafił w poprzeczkę. Ale obrońcy trofeum byli w tej fazie gry ogłuszeni. A rywale nie zamierzali redukować biegu.
W efekcie po 33. minutach mieliśmy 3:0! Modelowo rozegraną akcję sfinalizował precyzyjnym uderzeniem Ademola Lookman. To był ciężki nokdaun.
Zaraz potem na murawie pojawił się Robert Lewandowski. Szybko oddał celny strzał. Zamroczona "Blaugrana" nie była jednak w stanie podjąć równorzędnej walki.
Zamiast tego zainkasowała kolejny cios. W drugiej minucie doliczonego czasu gry idealnie sprzed pola karnego huknął Julian Alvarez i było 4:0. Takiego pogromu kibice "Barcy" nie widzieli w najmroczniejszych snach.
Po przerwie piłkarze Atletico skupili się już tylko na celebracji. Upajali się wysokim prowadzeniem, kontrolując grę. Na trybunach trwała fiesta.
Przez moment wydawało się, że honorową bramkę zdobył Pau Cubarsi. Arbiter gola jednak nie uznał. Analiza VAR - trwająca aż siedem minut (!) - wykazała w tej sytuacji pozycję spaloną Lewandowskiego.
Ostatnie minuty Barcelona rozgrywała w osłabieniu. Czerwoną kartkę za faul na Alexie Baenie zobaczył Eric Garcia. W tym momencie Katalończycy pragnęli już tylko jednego - dźwięku końcowego gwizdka.
Rewanż 3 marca na Camp Nou. Czy losy awansu do finału Pucharu Króla są rozstrzygnięte? Obie strony wiedzą, że nie.













