Barcelona zadziwiła transferem. 10 milionów straty, a potem wieści o... Termalice
FC Barcelona miała w swej długiej historii zarówno wyśmienite okienka transferowe, jak i te naprawdę kiepskie. Do tej drugiej grupy można bez dwóch zdań dopisać letnie okienko 2009, kiedy to "Blaugrana" zdecydowała się na ruch, który zadziwił wszystkich. Laporta, Guardiola i spółka nie mieli tym razem nosa - wpompowali 25 mln na operację, która nie przyniosła im ani korzyści pod względem piłkarskim, ani nie opłaciła się potem w kwestii odsprzedaży. Dmytro Czyhrynski, bo o nim tutaj mowa, stał się jedną z najdziwniejszych ciekawostek transferowych w dziejach FCB. Po latach zaś w jego sprawie pojawił się... polski wątek.

Latem 2009 roku trwał w pełni jeden z najbardziej owocnych okresów w historii FC Barcelona - era Pepa Guardioli przyniosła już "Dumie Katalonii" trzy trofea w postaci mistrzostwa kraju, Pucharu Króla oraz pucharu Ligi Mistrzów. Czas miał jeszcze przy tym pokazać, że w ciągu zaledwie kilku kolejnych miesięcy jeden z najzdolniejszych trenerów w dziejach miał do tego dorzucić dodatkowo dwa superpuchary - Hiszpanii oraz Europy - oraz klubowe MŚ.
Ówczesna "Barca" nie wyglądała z pewnością na klub, który potrzebował wielkich rewolucji kadrowych - mimo to jednak "Blaugrana" podczas okienka przed kampanią 09/10 postarała się o parę wzmocnień. Wielkim hitem - który ostatecznie jednak nie spełnił do końca pokładanych w nim oczekiwań - było pozyskanie Zlatana Ibrahimovicia z Interu, którego wykupiono za 46 mln euro, dorzucając do transakcji kartę zawodniczą Samuela Eto'o, któremu było nie po drodze z Guardiolą.
Z zespołem "Narazzurrich" dobito przy tym jeszcze jednego targu - odsprzedali oni Barcelonie Maxwella, który w drużynie z Camp Nou spędził łącznie trzy lata, przechodząc następnie do PSG. Do tego dochodzi mocno zapomniany przypadek Keirrisona, wówczas 20-letniego Brazylijczyka, który po podpisaniu kontraktu był ciągle rzucany na wypożyczenia i w końcu nie doczekał się nawet debiutu w pierwszej drużynie. Najbarwniejszy był jednak inny przypadek.
Dmytro Czyhrynski. Gdy Barcelonę poniosła fantazja
Podpisanie umowy z Dmytro Czyhrynskim od początku wyglądało na ruch mocno niespodziewany, a dla wielu nierozsądny, natomiast trzeba uczciwie przyznać, że za piłkarzem stały pewne argumenty. Był młody, bo miał wówczas 22 lata, ale przy tym jednocześnie sprawdził się już w poważnej piłce jako zawodnik Szachtara Donieck, którego był podstawowym obrońcą. Występował nie tylko w krajowych rozgrywkach w swojej ojczyźnie, Ukrainie, ale też w europejskich (z "Górnikami" sięgnął nawet po Puchar UEFA) i miał za sobą już trochę występów dla reprezentacji Ukrainy. Był już do pewnego stopnia ukształtowanym futbolistą.
Negocjacje ciągnęły się tygodniami, aż w końcu pod koniec sierpnia dobito targu - "Barca" wypłaciła ukraińskiemu potentatowi 25 mln euro i przejęła Czyhrynskiego, który z Szachtarem pożegnał się meczem przeciwko... "Dumie Katalonii" o Superpuchar Europy. To był symboliczny początek jednego etapu i początek kolejnego.
Niestety w Hiszpanii Czyhrynskiemu ostatecznie nie poszło dobrze - w sezonie 2009/2010 rozegrał łącznie 14 spotkań (12 w Primera Division, dwa w Pucharze Króla) i choć początkowo dostawał szanse liczące nawet po 90 min w kolejnych potyczkach, to z czasem znalazł się on na klubowym marginesie. Trudno było mu rywalizować z Carlesem Puyolem czy Gerardem Pique, którzy byli u szczytu swych karier, czy też starym wyjadaczem Rafaelem Marquezem.
Efekt był taki, że po zaledwie jednym sezonie w "Blaugranie" zapadła decyzja o pożegnaniu defensora. "Barca straciła 10 milionów" - pisaliśmy wówczas w Interii i nawet teraz, po kilkunastu latach, trudno na sprawę spojrzeć inaczej, bo Czyhrynski powrócił latem 2010 roku do Szachtara za 15 mln euro. Matematyka, którą trzeba tu wykonać, jest banalnie prosta.
Czyhrynski mógł zagrać w Ekstraklasie. Kolejny nieoczekiwany transfer nie doszedł jednak do skutku
Z powrotem wśród "Górników" obrońca przebywał przez pięć kolejnych lat - potem zaś dołączył on na krótko do nieistniejącego już obecnie zespołu FK Dnipro, a w 2016 roku znów zdecydował się spróbować swoich sił za granicą, tym razem w Grecji.
Z AEK Ateny zdołał wywalczyć w sezonie 2017/2018 mistrzostwo kraju, ale w końcu i tu formuła współpracy się wyczerpała - latem 2021 roku po tym, jak skończyła się jego dotychczasowa umowa z "Żółto-Czarnymi" pozostał on bez klubu i tu... pojawia się polski wątek.
W tamtym okresie pojawiły się bowiem doniesienia, że Czyhrynski może dołączyć do... Bruk-Betu Termaliki Nieciecza, ówczesnego beniaminka Ekstraklasy. Na korzyść takich plotek działał fakt, że za sterem "Słoników" stał wówczas w roli szkoleniowca Mariusz Lewandowski, dawny kolega Ukraińca z szatni Szachtara.
Jeśli nawet jednak doszło tu do jakichś negocjacji, to okazały się one nieskuteczne - już we wrześniu 2021 r. Dmytro Czyhrynski trafił do AO Ionikos, a więc pozostał w Grecji. Dwa lata później kończył już karierę w... zespole z Doniecka.
Tego, że był - w drobnym wymiarze - częścią wielkiej Barcelony ery Guardioli nie odbierze mu jednak nikt. Podobnie jak faktu, że formalnie ma w swym dorobku mistrzostwo Hiszpanii i klubowe mistrzostwo świata zdobyte z "Dumą Katalonii".




![Polska zagra z Ukrainą w Lidze Narodów. Przegląd atutów rywali [WIDEO]](https://i.iplsc.com/000MWZLHP114GYJQ-C401.webp)






