Barcelona o krok od blamażu. Wejście Pajor i nagły zwrot. Polka dała sygnał do ataku
Po niespodziewanym remisie w meczu pucharowym kobieca FC Barcelona miała raptem kilka dni odpoczynku. Już 15 marca podopieczne Pere Romeu stoczyły ligową batalię z zawodniczkami Deportivo Abanca. W starciu tym byliśmy świadkami dość niecodziennej sytuacji Ewy Pajor. Polka rozpoczęła bowiem mecz na ławce rezerwowych. Po bezbramkowym remisie w pierwszej połowie Pajor w końcu zameldowała się na placu gry. Chwilę po zmianie padła długo wyczekiwana bramka. Ostatecznie mecz zakończył się wynikiem 2:0 dla "Dumy Katalonii".

Po 16 zwycięskich meczach kibice kobiecej Barcelony z pewnością spodziewali się dość gładkiego przebrnięcia przez półfinały tegorocznej edycji Pucharu Królowej. W tym sezonie podopieczne Pere Romeu mierzyły się już bowiem z Badaloną, a wyniki ów starć były dość przekonujące.
Sytuacja zmieniła się jednak 12 marca, kiedy to Badalona podejmowała "Dumę Katalonii" na własnym terenie. Piłkarki Barcelony długo próbowały znaleźć drogę do bramki gospodyń. Szalenie nieskuteczna była tego dnia Ewa Pajor, która mimo kilku naprawdę dobrych okazji, nie zdołała skutecznie sforsować defensywy rywalek. Tym samym, pierwsze z dwóch półfinałowych starć tegorocznej edycji Copa de la Reina zakończyło się zaskakującym wynikiem 0:0.
Zawodniczki Barcelony nie miały jednak zbyt wiele czasu na rozpamiętywanie tego wydarzenia. Już 15 marca mierzyły się one bowiem z piłkarkami Deportivo Abanca, zajmującymi obecnie 11. lokatę w kobiecej Lidze F. Choć przewaga "Blaugrany" nad Realem Madryt wynosi obecnie 7 "oczek" (przy jednym meczu zaległym), ewentualne potknięcie mogłoby wprowadzić w szeregach katalońskiej ekipy spory niepokój. Tym bardziej, że w ostatnim starciu tych ekip Barcelona absolutnie zdewastowała swoje rywalki.
Męczarnie Barcelony w pierwszej połowie. Nie mogły znaleźć drogi do bramki rywalek
Ewa Pajor, podobnie jak inne podstawowe zawodniczki Barcelony, rozpoczęła niedzielne spotkanie na ławce rezerwowych. Pere Romeu, świadomy nadchodzących wyzwań, postanowił dać swoim gwiazdom nieco odpoczynku.
Mimo to, początkowe minuty starcia z Deportivo należały do piłkarek Barcelony. Zdominowały one plac gry, narzucając rywalkom własne tempo. Mimo tego, gospodynie również zdołały dojść do głosu, oddając na wczesnym etapie spotkania dwa strzały w kierunku bramki Barcelony. Obydwa nie zakończyły się golami, jednak stanowiły dość poważny sygnał alarmowy dla defensywy "Dumy Katalonii".
W okolicy 20. minuty doszło do niebezpiecznie wyglądającej sytuacji z udziałem Salmy Paralluelo. Przy próbie zagrania w pole karne została ona nadepnięta przez rywalkę. Do akcji wkroczyły służby medyczne, a Pere Romeu gotowy był dokonać zmiany. Ostatecznie, 22-latka powróciła jednak na plac gry.
Piłkarkom Barcelony w końcu udało się znaleźć sposób na zagrożenie rywalkom. Te miałby bowiem spore problemy z neutralizowaniem górnych piłek. Dośrodkowania stały się więc stałym elementem pierwszej połowy, jednak ostatecznie większość z nich zakończyła się niezadowalającym rezultatem.
Zawodniczki Deportivo zawdzięczały szczelną obronę przede wszystkim świetnej postawie Ines Teixeiry Pereira, która w tej części spotkania popisała się kilkoma kluczowymi interwencjami. Ostatecznie, do zakończenia pierwszej części meczu żadna ze stron nie zdołała strzelić gola otwierającego wynik.
Pajor ruszyła na ratunek Barcelonie. Chwilę później padł upragniony gol
Piłkarki Deportivo, wyraźnie zmotywowane przebiegiem pierwszej połowy, weszły w drugą odsłonę tego meczu z dużą intensywnością. Już w pierwszej akcji znalazły się pod polem karnym "Blaugrany", jednak i tym razem ich atak nie przyniósł oczekiwanego rezultatu.
Minuty mijały, a obraz gry nie ulegał zmianie. To wreszcie skłoniło Pere Romeu do dokonania roszad. W 56. minucie na boisku zameldowały się: Alexia Putellas, Caroline Graham Hansen oraz Ewa Pajor.
Już kilkanaście sekund po pojawieniu się na boisku Polka miała pierwszą groźną okazję. Tym razem przegrała pojedynek z Portugalską golkiperką, jednak jej akcja zapoczątkowała długo wyczekiwany zryw piłkarek Barcelony.
Wyżej opisana akcja Polki dodała katalońskiej ekipie zupełnie nowej energii. Od tego momentu Deportivo zostało niemal całkowicie cofnięte do głębokiej defensywy. To ostatecznie zaowocowało bramką otwierającą wynik meczu. Autorką dość nietypowego trafienia była Marta Torrejon. Chwilę później w sercach katalońskich kibiców ponownie zagościł jednak niepokój. Arbiter spotkania otrzymała informację, że w sytuacji bramkowej mogło dojść do przewinienia zawodniczek ofensywnych Barcelony. Po sprawdzeniu zajścia sędzina zdecydowała się uznać gola, ku nieopisanej radości kibicowskiego środowiska "Dumy Katalonii".
Raptem kilka chwil później podłamane zawodniczki Deportivo popełniły ogromny błąd we własnym polu karnym. Piłka trafiła pod nogi pozostawionej w samopas Alexii Putellas, która nie mogła spudłować w tak dogodnej sytuacji.
Z racji na weryfikację gola, arbiter tego spotkania zdecydowała się doliczyć aż 10 minut do podstawowego czasu gry. Sytuacja nie uległa jednak znaczącej zmianie. Po ostatnim gwizdku arbiter Barcelona mogła odtrąbić kolejny sukces, który przybliża Pajor i spółkę do kolejnego już tytułu mistrzyń Hiszpanii.













