Atletico wyrzuciło Barcelonę, a potem napisało historię. Karne rozstrzygnęły wielki finał
Atletico Madryt w środku tygodnia wyrzuciło FC Barcelona z rozgrywek Ligi Mistrzów, awansując do półfinałów. Po ledwie kilku dniach zespół "Los Colchoneros" stanął przed kolejnym wyzwaniem - wywalczeniem Pucharu Króla. W finale na La Cartuja w Sevilli ekipa Simeone mierzyli się z Realem Sociedad. Już w 14. sekundzie napisali historię, a ta ostatecznie skończyła się remisem 2:2 po dogrywce. Rozstrzygnęły więc rzuty karne, w tych lepsi byli piłkarze z Sociedad i to oni podnieśli Puchar Króla.

Atletico Madryt w tym sezonie dwukrotnie sprawiło potężnego "psikusa" zespołowi FC Barcelona, co jednak najciekawsze w tym wszystkim zespół prowadzony przez Diego Simeone dwukrotnie przegrał w rewanżowych meczach dwumeczów z Barceloną, a mimo tego przechodził dalej.
Najpierw w Pucharze Króla. W półfinale "Los Colchoneros" wygrali 4:3 w dwumeczu. Dokonali tego na bazie wyniku z pierwszego spotkania. Atletico wygrało u siebie 4:0 i w rewanżu na Camp Nou było w uprzywilejowanej pozycji. Skrzętnie z niej skorzystało, choć porażka 0:3 z pewnością daleka była od kontrolowanej.
Finał Pucharu Króla 2026.
W kwietniu obie ekipy spotkały się na etapie ćwierćfinałów Ligi Mistrzów. Tym razem pierwszy mecz odbywał się na Camp Nou. Atletico wygrało 2:0 i do rewanżu u siebie mogło podchodzić ze spokojem. Znów przytrafiła się porażka, ale wynik 1:2 zapewnił Simeone i jego piłkarzom awans do półfinałów.
Kilka dni po rywalizacji z Barceloną Atletico wybrało się do Sevilli, aby na stadionie La Cartuja zmierzyć się z Realem Sociedad w rywalizacji o Puchar Króla. Ostatni raz to trofeum padło łupem ekipy "Los Colchoneros" w 2013 roku, gdy w finale na Santiago Bernabeu pokonali Real Madryt.
Spotkanie finałowe rozpoczęło się bardzo wysokiego "C". Już w pierwszej akcji meczu zaatakowała ekipa Realu Sociedad. Fatalny błąd w obliczeniu toru lotu piłki popełnił obrońca Atletico. Sytuację strzałem głową wykorzystał Ander Barrenetxea. Formalni goście wyszli na prowadzenie już w pierwszej minucie. To najszybciej strzelony gol w historii finałów Pucharu Króla.
W 17. minucie zrobiło się gorąco po stronie zespołu Sociedad. Na czystą pozycję z piłką wybiegał bowiem rozpędzony Julian Alvarez. Argentyńczyk upadł, ale sędzia nie zareagował i wydaje się, że słusznie. Chwilę później wątpliwości już nie było. Lookman dostał piłkę w polu karny, obrócił się i huknął po ziemi idealnie przy słupku.
Po 18 minutach mieliśmy wynik 1:1 i wydawało się, że to dopiero preludium emocji, które może dać ten mecz. Kilka minut później blisko gola na 2:1 był Guedes. Piłka musnęła jednak jedynie boczną siatkę. Dwie minuty później znów zrobiło się groźnie. Tym razem strzał Solera został jednak zablokowany.
Od tego momentu mecz nieco nam się popsuł. Widzieliśmy więcej fauli, mniej płynnego, ofensywnego grania. W 43. minucie fatalnym błędem "popisał się" znajdujący się w ostatnich tygodniach w znakomitej formie Juan Musso. Argentyńczyk pomylił się przy wyjściu do dośrodkowania i znokautował Guedesa.
Sędzia nie miał wątpliwości. Od razu wskazał na rzut karny. Do piłki ustawionej na 11. metrze podszedł Mikel Oyarzabal. Hiszpan posłał piłkę w lewą stronę, Musso rzucił się w prawo i Sociedad wyszedł na prowadzenie. Wynikiem 2:1 dla formalnych gości zakończyła się pierwsza część meczu.
W drugą Atletico mogło wejść z przytupem. W 59. minucie świetną sytuację miał Lookman, ale tym razem Nigeryjczyk przeniósł piłkę wysoko nad poprzeczką nie dając nawet bramkarzowi szans na pomyłkę. Chwilę później Nigeryjczyk zakończył swój występ, a na murawie zameldował się super joker - Alexander Sorloth.
To nie Norweg okazał się jednak bohaterem zespołu Atletico. Tym stał się kolejny raz w tym sezonie Julian Alvarez. Argentyńczyk w 86. minucie w błyskotliwy sposób minął rywala, a potem huknął lewą nogą pod ladę. Bramkarz był bez szans. Ledwie 120 sekund później piłkę być może meczową na nodze miał Alex Baena. Hiszpan z bliska fatalnie spudłował.
Dwie minuty później swoją okazję miał także Alexander Sorloth. Norweg głową również chybił, ale to była zdecydowanie trudniejsza sytuacja. Minutę później znów Atletico miało swój moment. Tym razem w sytuacji sam na sam z bramkarzem nie trafił wprowadzony z ławki Cardoso. To była trzecia bardzo dobra okazja od gola Alvareza.
Gdyby skuteczność nie zawiodła, Atletico wygrałoby w regulaminowym czasie gry. Wobec tych problemów czekała nas jednak dogrywka. Ta lepiej rozpoczęła się z perspektywy Sociedad. Świetną sytuację miał wprowadzony z ławki Oskarsson, ale tym razem wybitnie zachował się Musso.
Chwilę później znów dał o sobie znać Alvarez. Argentyńczyk huknął z dystansu, ale futbolówka zakończyła swój lot na spojeniu słupka z poprzeczką. Po pierwszej części dogrywki mieliśmy wynik dający rzuty karne. W drugiej nic się nie zmieniło, więc finał musiała rozstrzygnąć rywalizacja w "jedenastkach".
Jako pierwszy strzelał Sorloth. Norweg został zatrzymany przez bramkarza, a strzelający po nim Soler wykorzystał karnego. Real wyszedł na prowadzenie. Z odległości 11. metrów pomylił się także w drugiej serii Alvarez, a po nim Oskarsson. Po czterech karnych prowadzili więc piłkarze z Kraju Basków.
Jako trzeci do karnego w Atletico podszedł Nico Gonzalez. Argentyńczyk jako pierwszy zawodnik "Los Colchoneros" wykorzystał "jedenastkę". Po nim to samo zrobił Sucić, przybliżając Sociedad do triumfu. Nie pomylili się także Thiago Almada i Aihen Munoz. Po czterech seriach jednym trafieniem prowadzili piłkarze z Sociedad.
Jako piąty w Atletico do piłki podszedł zmiennik - Alex Baena. Reprezentant Hiszpanii wziął krótki rozbieg i ze spokojem umieścił piłkę w siatce. W Sociedad decydujący karny przypadł Pablo Marinowi. 22-latek zachował chłodną głowę i huknął idealnie w okienko bramki. Real Sociedad wygrał Puchar Króla w 2026 roku.











