Coraz większy niepokój. Czy Euro 2024 jest wystawione na atak terrorystów?
Najpierw alarmy terrorystyczne przed niedawnymi meczami Ligi Mistrzów, teraz niepokojące doniesienia z kanałów islamistów, którzy planują uderzyć w Niemczech w mistrzostwa Europy i zgromadzonych kibiców. Teza, by sport oddzielić od polityki okazuje się coraz większym bankrutem, bo sport, a już zwłaszcza piłka nożna zawsze się z nią łączyła i nie brakowało tych, którzy pragną je łączyć. Są jednak wynikające z tego dobre wiadomości.

"Oddzielmy politykę od sportu" - słyszymy to często. Hasło, które głosi, by abstrahować od sytuacji w kraju, na świecie, aby stworzyć ze sportu i w szczególności piłki nożnej rodzaj bańki. Szklanego klosza, którym można przykryć rozgrywki i piłkarzy, bez zwracania uwagi na to, co wokół nich. FIFA i UEFA brylują w takim podejściu. Zabraniają politycznych manifestacji, nakładają kary albo nimi grożą - dobrze pamiętamy chociażby szantaż na irańskich piłkarzach wspierających polityczne protesty kobiet w Iranie podczas mundialu 2022. Umywają ręce. Prominentni szefowie wielkich organizacji sportowych sami nurzają się w polityce, na co dowodem jest przyznawanie organizacji wielkich imprez i wynikających z nich profitów według politycznego klucza. Innym jednak tego bronią.
Zobacz również:
Wtedy jednak przychodzą nadzwyczajne wydarzenia takie jak chociażby groźby terrorystów wobec świata sportu, aby przekonać się jak bardzo prawdziwe jest stwierdzenie:
- Nie interesuję się polityką.
- Ale polityka interesuje się panem.
Panem, i panem, i panią, każdym z nas. Nie ma świata bez polityki, nie ma sportu bez niej. Piłka nożna jest jej transparentem, nośnikiem, jest politycznym narzędziem. Salwador z Hondurasem toczyły w 1969 roku wojnę futbolową, Chile awansowało na mundial 1974 bez walki, gdyż ekipa ZSRR odmówiła gry w kraju dyktatury Pinocheta, gol Diego Maradony w 1986 roku miał rekompensować Argentyńczykom klęskę z Wielką Brytanią w wojnie o Falklandy, Izrael musi eliminować się w Europie, bo w Azji nie chcą go kraje arabskie, Armenia nie może trafić do jednej grupy z Azerbejdżanem, a FC Barcelona dla Katalończyków to "więcej niż klub", gdyż to także polityka. Przywódcy polityczni pojawiają się na meczach, ogrzewają się w ich cieple, w żarze sukcesów, albo znikają z trybun z podkulonym ogonem, gdy wspieranej przez nich drużynie nie idzie.
O tym, jak wielkim idiotyzmem jest postulat oddzielenia piłki nożnej od polityki i schowania jest w bańce przekonaliśmy się sami dwa lata temu, gdy Rosja zaatakowała Ukrainę krótko przed barażem o katarski mundial z Polską. Wtedy wszyscy w jednej chwili stali się z kibiców politykami. Zaczęli ją uprawiać także na własnym podwórku. Polska stała się forpocztą sankcji na Rosję, które FIFA nakładała cokolwiek ślamazarnie. I pozostaje liderem domagania się ich utrzymania.
Z tego też powodu Euro 2024 będzie ważne politycznie. Bo karnie zabraknie tam Rosji, za to Ukraina dokonała tego, co nie udało się jej w Katarze w 2022 roku - awansowała na turniej. Bez dwóch zdań potraktuje go jako manifestację.

Ataki terrorystyczne są w Europie możliwe
I na to wszystko wjeżdża jeszcze ze swoimi pogróżkami Państwo Islamskie i motywowane przez ISIS organizacje terrorystyczne. Nie dalej niż tydzień temu z ich powodu podniesiony został alarm przed meczami Ligi Mistrzów pomiędzy Arsenalem a Bayernem Monachium oraz Realem Madryt a Manchesterem City. ESPN cytowała Ade Adelekan z londyńskiej policji, który mówił: "Wiemy o szerzących się drogą internetową nawoływaniach do niepokojących ruchów w całej Europie". Opublikowane przez ISIS zdjęcia gwiazd futbolu, na których znajdowali się tez Polacy (Robert Lewandowski i Jakub Kiwior) z napisem "Zabić ich wszystkich!" mrożą krew bez dwóch zdań.
Te nawoływania dotyczyły dotąd meczów najważniejszych klubowych rozgrywek piłkarskich świata, ale wkrótce rozpocznie się impreza jeszcze większa i jeszcze bardziej prestiżowa, tym razem z udziałem reprezentacji.
Euro 2024 to już nie starcie klubów piłkarskich, ale narodów i państw, które te reprezentacje symbolizują. Uderzenie w nie miałoby ogromny wymiar propagandowy, gdyż terroryści nie uderzyliby w Real czy Arsenal, ale w Hiszpanię, Wielką Brytanią, Francję czy każdy kraj, który uważają za wrogi wobec swoich ciemnych sprawek. I to jest niewątpliwie groźne. Miesiąc, w którym w jedno miejsce, do jednego kraju zjeżdżają wszyscy - od największych gwiazd sportu po przywódców państw, a na dodatek zjawiają się tłumy ludzi, to gong dla wielkiego zagrożenia takim atakiem.

ISPK grozi turniejowi Euro 2024
Groźby w stosunku do Euro 2024 pojawiły się w pisemku wydawanym przez terrorystów ISPK (Państwa Islamskiego Prowincji Chorasan - to odnoga ISIS w Afganistanie). Uważa się ich za szczególnie nieobliczalnych, wszak to oni atakowali cele w Niemczech i Austrii (planowane wysadzenie katedry w Kolonii w zeszłym roku) i to oni stoją za niedawnym atakiem w w hali koncertowej Crocus City Hall w Krasnogorsku pod Moskwą. Mało o nich wiemy, poza tym że ten afgański odłam ISIS złożony głównie z afgańskich Tadżyków jest niezwykle zradykalizowany i kieruje swe apele do ludzi młodych, muzułmańskich bojowników o gorących głowach.
12 kwietnia "Bild" zaalarmował, że ISPK celuje w Euro 2024, szczególnie w tłumy ludzi i transport publiczny w Niemczech, zatem tam gdzie uderzyć najłatwiej. I nie są to wymysły, skoro w ostatnim roku aresztowano tak wielu członków bojówek szykujących zamachy w Niemczech, Austrii czy Szwecji. Niemieckie media są zdania, że o ile zamachy dyktowane islamskim radykalizmem w ostatnich pięciu latach zmalały, a zastąpiły ich raczej ataki anarchistyczne, to teraz ryzyko rośnie.
Warto zdawać sobie z tego sprawę, aczkolwiek są też dobre wieści - turnieje piłkarskie tej skali gromadzą mnóstwo ludzi, ale też mnóstwo sił porządkowych. Zamachy w Paryżu w 2015 roku pokazały, jak trudno podnieść rękę w terrorystycznym ataku na mecz piłkarski - jak pamiętamy, wtedy celem ataku była publiczność i piłkarze meczu towarzyskiego Francja - Niemcy. Przebywał na nim nawet prezydent Francois Holland. Ostatecznie ranni byli w knajpie obok stadionu, ale na samym meczu zamach udaremniono.
Euro 2024 i impreza tego formatu jest zatem pozornie łatwym celem ataku, ale w gruncie rzeczy - trudnym. Podobne ataki przynoszą najstraszliwsze skutki, gdy są zaskakujące. W wypadku mistrzostw Europy zaskoczenia nie będzie, bo wszyscy są ostrzeżeni i w pogotowiu. O ile tylko owych ostrzeżeń nie zlekceważą. Bezpieczeństwo na takim turnieju sprowadza się bowiem do procedur, które mogą być uciążliwe, ale zabezpieczają. I do czujności. Ryzyko bowiem istnieje, nie wolno go lekceważyć. Zwłaszcza wtedy, gdy nas ostrzeżono.










