Miały się uczyć, dobrze bawić, ale też walczyć o jak najlepszy wynik. Pierwsze na pewno się udało, drugie za jakiś czas docenią, ale na trzecie nie miały większych szans. Turniej pokazał, że polską żeńską piłkę od najlepszych reprezentacji dzieli przepaść, ale teraz zawodniczki Niny Patalon muszą zrobić wszystko, żeby na kolejny duży turniej nie musiały czekać latami. Te mistrzostwa powinny być dla nich fundamentem do budowania, a nie powodem do rozpaczy.
Jeszcze przed wyjściem Polek na murawę wiele się wyjaśniło. Dunki przegrały bowiem z Niemkami 1:2, a to oznaczało, że Polska nie może przegrać ze Szwecją, w innym wypadku żegna się z turniejem. Około godz. 22:52 stało się jasne, że zawodniczki Niny Patalon jako trzecie odpadają z turnieju, a w sobotę czeka je mecz o honor z Danią.
W pierwszej połowie Szwedki kompletnie wyłączyły Polki z gry. Atakowały na całym boisku, agresywnie podchodziły i niemal nie wpuszczały naszych zawodniczek z piłką na swoją połowę, o polu karnym nie wspominając.
Co prawda Nina Patalon przed meczem przekonywała, że w DNA Polaków jest kontratak, ale Polki grały tak, jakby ktoś przy ich DNA majstrował. Skrzydłowe bały się grać jeden na jeden, dynamicznych wyjść było jak na lekarstwo, a jedynym pomysłem na atak było zagrywanie długich podań do Ewy Pajor. W tej sytuacji wyglądało to jak DNA z niektórych meczów panów, którzy grali słynną "lagę na Robercika". Piłka tak często latała nad głowami piłkarek, że w pewnym momencie Pajor pokazywała, by już takich podań do niej nie posyłać.
Na tle Polek Szwedki wyglądały jak zawodniczki z innej planety. Atakowały oboma skrzydłami, dośrodkowywały, próbowały przedrzeć się środkiem. Ledwie minęła druga minuta, a na koncie miały już dwie świetne sytuacje, w tym jedną zakończoną strzałem w poprzeczkę. Chwilę później znów poprzeczka ratowała Kingę Szemik, ale szczęście skończyło się w 28. minucie. Polskie obrończynie zaspały i pozostawiona na piątym metrze Stina Blackstenius strzałem głową wpakowała piłkę do siatki. Ta sama zawodniczka mogła podwyższyć jeszcze przed przerwą, ale przegrała pojedynek z Szemik.
Polska - Szwecja na Euro 2025. Bramki tracone w identyczny sposób
Nina Patalon widziała bezradność polskiej ofensywy i w przerwie zrobiła dwie zmiany - za Nadię Krezymam i Dominikę Grabowską wpuściła Ewelinę Kamczyk oraz Natalię Padillę-Bidas. I Kamczyk już trzema pierwszymi kontaktami z piłką zrobiła więcej niż jej zmienione koleżanki przez 45 mnut. Minęła jedną z rywalek, przetransportowała piłkę przez pół boiska i dograła do Pajor, której uderzenie zostało zablokowane.
Za moment było już jednak 0:2, a Polki kolejną bramkę straciły po dośrodkowaniu. Tym razem niepokojona w polu karnym była Kosovare Asllani i Polki trzeciego gola z czterech na tym Euro straciły po strzale głową. Niemal identycznie wpadła bramka na 3:0, a tym razem po wrzutce z rzutu rożnego przymierzyła Lina Hurtig.
Polki próbowały jeszcze zdobyć honorowe trafienie, ale w doliczonym czasie uderzenie Mileny Kokosz trafiło w słupek. Okazję na pierwszą bramkę na Euro Polki będą miały jeszcze w sobotę w meczu z Dunkami.
Z Lucerny Piotr Jawor







![WTA Toronto: Kiedy i o której Iga Świątek gra ze Sznajder? [TRANSMISJA]](https://i.iplsc.com/000N5NGVU3TYF6JA-C401.webp)

![Gdzie oglądać ME w lekkoatletyce 2026? [TRANSMISJE, PROGRAM]](https://i.iplsc.com/000N1YJN072PFXIP-C401.webp)




