Zwrot akcji po meczu Legii z Widzewem, jest oświadczenie PZPN-u. Wielka zmiana
W oparach ogromnych kontrowersji zakończył się pełen napięć mecz Legii Warszawa z Widzewem Łódź. Podopieczni Marka Papszuna rzutem na taśmę wygrali, strzelając gola w ostatniej akcji meczu. Od razu podniesiono jednak larum - rzutu wolnego, po którym padła bramka na wagę trzech punktów, w opinii większości kibiców i ekspertów w ogóle nie powinno być. W końcu głos w sprawie postanowił zabrać PZPN. Doszło do sporego zwrotu akcji.

Kiedy wydawało się, że po kompletnie bezbarwnej i pozbawionej pilkanterii grze Legia Warszawa i Widzew podzielą się punktami w "polskim klasyku", doszło do wstrząsu, po którym stadion przy ul. Łazienkowskiej wybuchł w euforii.
Legia górą nad Widzewem. Ogromne kontrowersje w Warszawie
Piłka posłana z wolnego w pole karne Widzewa jak na fliperach odbiła się od kilku zawodników, a po ogromnym zamieszaniu do siatki wbił ją Rafał Adamski. Łodzianie spuścili głowy, a gracze Legii ruszyli do świętowania. Niemal od razu po meczu wybuchła burza.
Eksperci punktowali sędziego Mycia, który w ich opinii popełnił potężny błąd. Mowa o odgwizdaniu rzutu wolnego, poprzedzającego akcję bramkową. Powtórki jasno wykazały, że interweniujący Fran Alvarez zagrał piłkę i nie faulował Rubena Vinagre.
Rafał Rostkowski z redakcji TVP Sport wprost wskazywał, że arbiter się pomylił. - Najlepiej to było widać od strony linii bocznej, po stronie trybuny vis a vis trybuny głównej. Wykonując wślizg Alvarez prawą nogą czysto zatrzymał piłkę, a lewą nogę miał podwiniętą pod siebie. Vinagre przewrócił się o piłkę i blokującą ją nogę Alvareza. To było prawidłowe zagranie - wskazywał.
PZPN wydał oświadczenie ws. "polskiego klasyku". Zaskakujący werdykt
Sprawie postanowiło się przyjrzeć Kolegium Sędziów PZPN. Dopiero w poniedziałek okazało się jego oświadczenie. A jego treść można zinterpretować w jeden sposób - doszło do zwrotu akcji. W postrzeganiu kontrowersyjnej sytuacji. Bo PZPN... broni sędziego Wojciecha Mycia.
"Piłkę zagraną przez zawodnika Legii nr 19 stara się odebrać wślizgiem zawodnik Widzewa nr 10. Prawą nogą uniesioną na piłkę blokuje możliwość jej zagrania do środka pola gry. W tym samym momencie nogą zakroczną (swoim piszczelem) atakuje lewą nogę (postawną) przeciwnika. Trafia jednoznacznie w stopę, co powoduje upadek rywala. Kostka napastnika Legii nie wygina się, co jest w większości naturalne przy atakach od zewnętrznej jej strony. Jednak dalej konsekwencje tego ataku mogą być bolesne dla przeciwnika. Widząc z zajmowanej pozycji nieprzepisowy atak nogą zakroczną sędzia podjął prawidłową decyzję o przyznaniu rzutu wolnego bezpośredniego. Jednocześnie ocenił, że atakujący wślizgiem zawodnik Widzewa nie wziął pod uwagę potencjalnych konsekwencji takiego sposobu ataku" - brzmi oświadczenie ze strony PZPN-u.
Wielka zmiana względem poprzednich kontrowersji wokół meczu Legii. Po starciu z Lechem Poznań zdecydowano się na anulowanie czerwonej kartki Rafała Augustyniaka, dzięki czemu mógł on zagrać przeciwko Widzewowi.
Kibice w komentarzach pod wpisem dotyczącym spornej sytuacji w meczu Legia - Widzew nie zostawili suchej nitki na PZPN-ie. Decyzja była kompletnie niezrozumiała, zwłaszcza że Fran Alvarez został wówczas napomniany żółtą kartką. A Augustyniak finalnie skończył bez kartki po meczu z Lechem, gdy noga atakowanego przez niego rywala była dużo mocniej "narażona", aniżeli Vinagre po ataku gracza drużyny z Łodzi.
Jakoś tak się składa, że w sytuacjach stykowych często mimo wszystko idzie w stronę Legii Warszawa, a pokrzywdzona czuje się ta druga drużyna; Plan prawie wykonany, po co grać jak wszystko można ustawić przy stoliku; Kompromitacji ciąg dalszy
Punktowano również to, że w analizie Kolegium Sędziów PZPN w ogóle nie wzięło pod uwagę ewentualnego spalonego przy akcji bramkowej Legii. A takowego na stopklatkach także wykazywali eksperci, czy kibice.














