W sobotę Lechia Gdańsk i Lech Poznań zafundowały kibicom prawdziwy grad goli. Padło ich łącznie siedem. "Kolejorz" przegrywał do przerwy 0:2, ale od 48. do 70. minuty zadał aż cztery ciosy. W końcówce Tomas Bobcek skompletował hat-tricka, dając sygnał gospodarzom do ataku, ale mistrzowie Polski nie wypuścili zwycięstwa z rąk, wygrywając ostatecznie 4:3.
W 66. minucie spotkanie zostało na chwilę przerwane, bowiem na murawę wbiegł 23-letni Stanisław Kur (wyraził zgodę na publikacje wizerunku), aktywista Ostatniego Pokolenia. Próbował przypiąć się trytytkami do słupka bramki pod sektorem najbardziej fanatycznych kibiców gdańszczan. Nie zdążył tego zrobić, bo powaliło go na ziemię trzech ochroniarzy.
Nie tylko Bednarek, FC Porto sięga po kolejnego Polaka. Co za wieści. Pozostały formalności
Grupa, do której należy, napisała wtedy na portalu X: "Ostatnie Pokolenie zakłóca mecz w Gdańsku. Jasny przekaz do Nawrockiego: podpisz naszą ustawę. Nawrocki, wiemy, że oglądasz mecz swojej ulubionej drużyny i nas widzisz. Jeśli uciekniesz od rozmowy o zapaści klimatu, będziesz dokładnie taki sam jak Tusk i Trzaskowski".
Mowa o tzw. "lex Ostatnie Pokolenie", obywatelskim projekcie ustawy o odbudowie publicznego transportu kolejowego i autobusowego w Polsce. "Polski transport publiczny jest zniszczony przez niesprawiedliwą transformację ekonomiczną po 1989 r. Ustawa zatrzyma skandaliczne oddawanie astronomicznych kwot zagranicznym przemysłom motoryzacyjnym i wrogim nam naftowym reżimom autorytarnym, takim, jak Rosja. Zatrzyma trend gwałtownie rosnących emisji z transportu, ratując tysiące żyć" - czytamy na Instagramie tej grupy.
Aktywista Ostatniego Pokolenia skazany. Nie będzie odwołania. "Sukces pokojowego oporu"
Sprawa aktywisty trafiła do sądu, bowiem naruszył art. 60 Ustawy o imprezach masowych. Mówi on o "wdarciu się na teren, na którym rozgrywane są zawody sportowe".
Wyrok zapadł szybko. W piątek portal Trójmiasto.pl podał za oficerem prasowym Komendy Miejskiej Policji w Gdańsku Mariuszem Chrzanowskim, że mężczyzna został nieprawomocnie skazany na dwa lata zakazu wstępu na imprezy masowe, ograniczenie wolności w postaci 60 godzin prac społecznych (w trzech miesiącach po 20 godzin) oraz zwrot kosztów sądowych.
Aktywista nie planuje odwołania.
Nie zamierzam odwoływać się od wyroku, ponieważ uznaję go za sukces pokojowego oporu i konieczności protestu w związku z kryzysem klimatycznym. Sąd uznał, że to zachowanie nie było czynem chuligańskim, dlatego orzekł niski wymiar kary. Otwartym pytaniem jest jednak to, dlaczego rzeczywistość polityczna, medialna, zmusza mnie do tego, że aby nagłośnić kryzys klimatyczny, musiałem wtargnąć na boisko. To przykra rzeczywistość, że jako organizacja jesteśmy zmuszani do podejmowania takiego ryzyka, jednak w imię tego, o co walczymy, dalej będziemy je podejmować














