Zwariowana końcówka. Mistrzowie Polski strzelali gole w... 101. i 104. minucie
Co za emocje do samego końca w meczu 21. kolejki Ekstraklasy. Raków Częstochowa pokonał Piasta Gliwice 3-1, a dwa ostatnie gole dla gospodarzy padły w... 101. i 104. minucie. Mistrzowie Polski długo kazali własnym kibicom czekać na korzystne rozstrzygnięcie, ale najważniejsze jest, że zainkasowali trzy punkty. Tym bardziej, że w tej serii przegrały i Jagiellonia Białystok, i Śląsk Wrocław.

Obie drużyny zaczęły 2024 rok od porażek. Mistrzowie Polski przegrali na wyjeździe z Wartą Poznań 1-2, natomiast "Piastunki" w derbach Śląska okazały się gorsze od Górnika Zabrze, ulegając 1-3.
Nic dziwnego, że w sobotę trenerzy dokonali zmian w składach. I tak w Rakowie doszło do trzech zmian. W pierwszej jedenastce znalazło się miejsce dla: Zorana Arsenicia (nie grał w wyjściowym składzie w lidze od 19 sierpnia), Johna Yeboaha i Łukasza Zwolińskiego, którzy zastąpili: Bogdana Racovitana, Marcina Cebulę i Ante Crnaca. Natomiast w Piaście do bramki przede wszystkim wrócił Frantiszek Plach, zagrali także Tomasz Huk, Michael Ameyaw i Jorge Felix.
Jeśli ktoś spodziewał się, że podrażnieni częstochowianie zdominują rywala, to musiał przecierać oczy ze zdumienia. Pojedynek był bowiem wyrównany, a jeśli jakiś zespół sprawiał lepsze wrażenie, to goście.
W pierwszej połowie to właśnie podopieczni Aleksandara Vukovicia stworzyli dwie sytuacje. Najpierw uderzył z dystansu Arkadiusz Pryka, ale Vladan Kovačević nie miał kłopotów ze złapaniem lecącej w środek piłki, a w doliczonym czasie bramkarz Rakowa sparował na słupek strzał Damiana Kądziora, a potem jeszcze piłkę wybił Erick Otieno.
W przerwie na murawie pojawił się Sebastian Musiolik, który zastąpił Kamila Wilczka. Napastnik to były zawodnik Rakowa, który w meczu z Górnikiem złamał lewą rękę, ale postanowił zagrać z nałożonym specjalnym gipsem.
Ekstraklasa. Raków wygrywa w samej końcówce
I właśnie Piast strzelił pierwszego gola. W polu karnym Otieno starł się w wyskoku z Hukiem i sędziowie podyktowali rzut karny. Do "jedenastki" w 56. minucie podszedł Patryk Dziczek i uderzył precyzyjnie przy słupku, myląc Kovačevicia
Trener Dawid Szwarga nie mając nic do stracenia dokonał trzech zmian. Weszli: Srđan Plavšić, Crnac i Cebula.
Nie pomogło to za wiele, ponieważ mistrzowie Polski mieli problemy w ogóle z kreowaniem sytuacji bramkowych. Przebudzili się w ostatnim kwadransie. Najpierw Władysław Koczerhin przymierzył z dystansu, ale ponad poprzeczką.
Wyrównanie padło w 79. minucie i stało się to za sprawą rezerwowych. Z prawej strony dośrodkował Plavšić, a Crnac uderzeniem głową, po którym piłka poszła przy słupku, nie dał szans Plachowi.
W końcówce doszło jednak do trzęsienia ziemi. W doliczonym czasie Dziczek kopnął w nogę Crnaca w polu karnym, a potem długo czekaliśmy na werdykt. Wreszcie sędzia Jarosław Przybył poszedł oglądać całą sytuację na monitorze, a następnie wskazał na "wapno". Do "jedenastki" podszedł Zwoliński i wygrał próbę nerwów z Plachem. Była 101. minuta spotkania.
Wynik spotkania po kontrze ustalił Cebula w 14. minucie doliczonego czasu. Wielka radość w Częstochowie i wielki spadający kamień z serca.













