Reklama

Reklama

Zbigniew Przesmycki, szef Kolegium Sędziów PZPN: Próbują ze mnie zrobić potwora

- Rynkiewicz zadzwonił do mnie z informacją, że w nocy jego brat wypadł z okna na 14. piętrze, ale że - mimo to - on by chciał sędziować. Oczywiście w obliczu takiej tragedii nie mogłem się na to zgodzić. Zaczęli później opowiadać, jaki to jestem potwór, bo pozbawiłem Rynkiewicza szansy poprowadzenia meczu z udziałem markowych drużyn, wykorzystując do tego śmierć jego brata. A prawda jest taka, że ja mu po prostu współczułem - mówi w rozmowie z Interią przewodniczący Kolegium Sędziów PZPN, Zbigniew Przesmycki.

W środę Zbigniew Przesmycki, szef Kolegium Sędziów PZPN, przegrał wytoczony przez siebie proces o zniesławienie z byłym arbitrem Jarosławem Rynkiewiczem. Zaraz potem dowiedział się, że jego niedawny podopieczny zamierza złożyć wniosek o usunięcie go z kierowniczej funkcji.

Poprosiliśmy głównego zainteresowanego o komentarz w tej sprawie.  

- Wniosek o moje odwołanie? To świadczyłoby o charakterze Rynkiewicza, byłoby śmieszne i żenujące zarazem - mówi Przesmycki w rozmowie z Interią. - W trakcie procesu sądowego nie pojawiło się nic, to zresztą oczywiste, co mogłoby uzasadniać złożenie takiego wniosku. Cokolwiek się w takim wniosku znajdzie, będzie nieprawdą. Jeśli zobaczę kolejne pomówienia, będę stanowczo reagował.

Reklama

Czy Jarosław Rynkiewicz działał w interesie społecznym?

Przesmycki przegrał proces w obu instancjach. Jak opowiada, w sądzie padło stwierdzenie, że Rynkiewicz - w jednym z wywiadów nazywający Przesmyckiego "mściwym i nieuczciwym" - istotnie naruszył jego dobra osobiste, ale jednocześnie uznano, że działał w obronie uzasadnionego interesu społecznego.  

- No cóż, mogę tylko pogratulować mecenasowi, który reprezentował Rynkiewicza, bo jego wypowiedzi mają się do interesu społecznego jak pięść do nosa - komentuje szef polskich arbitrów. - Sąd dał wiarę zeznaniom Rostkowskiego, Borskiego (dwaj inni byli sędziowie - przyp. red.) i Rynkiewicza, które uznał za spójne. Oczywiście, że one mogły wydawać się spójne, bo istnieje uzasadnione podejrzenie, że panowie wcześniej się zmówili.

W tym samym mniej więcej czasie Przesmycki wytoczył trzy procesy o zniesławienie - nie tylko Rynkiewiczowi, ale również dziennikarzowi jednego z popularnych portali, a także Marcinowi Borskiemu. Jak informuje, z dziennikarzem wygrał.  

- Do tej pory nie wpłacił pieniędzy na konto wskazanej przeze mnie fundacji, a jego przeprosiny wisiały na Twitterze tylko parę godzin - relacjonuje Przesmycki. - Ten wygrany przeze mnie proces nieco uśpił czujność mecenasa, który mnie reprezentował w sprawie przeciwko Rynkiewiczowi. Z kolei sprawa z Borskim się przeciąga - najbliższa rozprawa jest w lipcu. Mam nadzieję, że ostatnia. Miała być w grudniu, ale okazało się, że Borski jest niedysponowany. W marcu natomiast rozprawa prowadzona w trybie zdalnym została przerwana z przyczyn technicznych.

Czy Mariusz Złotek płakał przy kolacji?

Procesu nie doczekał się jak na razie Rafał Rostkowski, bodaj największy adwersarz Przesmyckiego w środowisku sędziowskim.

- Rostkowski opowiadał w sądzie, że uratował przede mną Mariusza Złotka (aktualnie arbiter szczebla centralnego - przyp. red.) i że Złotek płakał, jak go chciałem wyrzucić. Pan sobie wyobraża? Złotek? Który płacze z mojego powodu? Świat absurdu - irytuje się Przesmycki i udostępnia, jak twierdzi, fragment stenogramu z zeznań Rostkowskiego.

"Pan Przesmycki sam generalnie w czasie kolacji pożegnalnej ogłosił, że pan Złotek kończy karierę, rzekomo ze względu na wiek, a wcale nie przekroczył żadnego limitu wiekowego. (...) Złotek się rozpłakał na tej kolacji. To wszyscy widzieli. Sędzia Złotek się rozpłakał, jak został potraktowany przez pana Przesmyckiego. Tak się nie kończy kariery z nikim. Tak się nie rozmawia z nikim. Po prostu to jest jedno z wielu nieludzkich moim zdaniem zachowań pana Przesmyckiego, który zresztą sam o sobie powiedział w jakimś wywiadzie, że jest tyranem i ja się zgadzam. Tak, uważam, że jest tyranem" - czytamy.  

Czy Zbigniew Przesmycki jest potworem?

Z podobnym określeniem Przesmycki spotkał się także przy innej okazji. Nazwano go wówczas "potworem". Chętnie tłumaczy, jak zapamiętał okoliczności tamtego zdarzenia. 

- Zarzucono mi, że wyrzuciłem Rynkiewicza z obsady meczu, w którym Górnik Zabrze podejmował Wisłę Kraków - opowiada. - A jak było naprawdę? Dwa dni wcześniej Rynkiewicz zadzwonił do mnie z informacją, że w nocy jego brat wypadł z okna na 14. piętrze, ale że mimo to on by chciał sędziować. Oczywiście w obliczu takiej tragedii nie mogłem się na to zgodzić. Zaczęli później opowiadać, jaki to jestem potwór, bo pozbawiłem Rynkiewicza szansy poprowadzenia meczu z udziałem markowych drużyn, wykorzystując do tego śmierć jego brata. A prawda jest taka, że ja mu po prostu współczułem.  

Kto ma w tym sporze rację? Która ze stron mija się z prawdą? Jak zakończy się batalia szefa polskich sędziów z tercetem byłych arbitrów? Czy złożony zostanie wniosek o odwołanie Przesmyckiego z pełnionej funkcji i doczeka się realizacji?

Nie szukamy prostych odpowiedzi na te pytania. Istota sporu jest skomplikowana i wykracza poza kwestie czysto sportowe. W sądowych potyczkach Przesmyckiego mamy na razie rezultat 1-1. Zaplanowana na lato "dogrywka" zapowiada się frapująco.

UKi

PKO Ekstraklasa - wyniki, tabela, strzelcy, terminarz

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje