Zaskakujące sceny na trybunach. Wielka przemiana kiboli
Kibol ściągnął dres, założył garnitur i z przytupem rozpoczął rundę wiosenną. Dziś gorszących zachowań na meczach polskiej ligi można spodziewać się już nie tylko po chuliganie z racą w ręce, ale też urzędniku, polityku, czy działaczu sportowym - pisze w felietonie Piotr Jawor, dziennikarz Interii.

W rundzie wiosennej polski stadiony zamieniły się w Dziki Zachód. Podczas gdy wszyscy obawiają się zmasowanych ataków kiboli w kominiarkach, najgorszy element odrzucający od piłki zaczął wyłazić z kątów, które powinny być zarezerwowane dla ludzi, nie mających problemów z układem nerwowym i rozróżniających rywalizację sportową od wojen troglodytów.
Podczas derbów Trójmiasta kibice znaleźli się w okolicach strefy, gdzie w przerwie meczu znajdują się sędziowie i zaczęli walić łapami w ścianę oraz rzucać przekleństwami, wyzywając przechodzącego arbitra.
W Radomiu człowiek z loży VIP bez problemu przedarł się na murawę i zaatakował piłkarza Korony Kielce. Po tym samym meczu z trybun leci butelka, która trafia w głowę dyrektora marketingu Korony. Jak się okazuje, rzuca ją urzędnik, pracownik Miejskiego Urzędu Pracy w Radomiu.
Nie mijają trzy tygodnie, a w Radomiu zachowania poniżej krytyki próbują wskoczyć na jeszcze wyższy poziom. Do policji trafia bowiem zgłoszenie, że lokalny polityk miał uderzyć trenera Radomiaka Goncalo Feio, a całość poprzedzona została kłótnią z użyciem inwektyw, w której bardzo aktywny miał być portugalski szkoleniowiec.
Nie jest jednak tak, że dziś każdy kibol zrzucił dres i przebrał się w garnitur. Za takim płaszczykiem nie zamierzali kryć się np. ludzie związani z Legią, którzy w niewybredny sposób zapowiedzieli już piłkarzom, że jeśli spadną z ligi, to marny ich los.
Nie wiadomo też, czy kibol z Wrocławia nosi dres czy garnitur, ale według prezesa Wisły Kraków Jarosława Królewskiego ma wstęp i posłuch tam, gdzie eleganckie ubrania są mile widziane. Śląsk bowiem stanowczo zapowiedział, że nie wpuści kibiców Wisły na swój stadion, a w Krakowie nie mają żadnych wątpliwości, iż jest to sprawa wrocławskich kiboli, którzy naciskają na władze klubu i to bardzo skutecznie.
Skandaliczne zachowania na polskich stadionach
Minął niewiele ponad miesiąc rundy wiosennej, a polska piłka wypluła już tyle zachowań poniżej krytyki, że normalnemu człowiekowi aż wstyd się tymi rozgrywkami ekscytować. Kiedyś stadionowe problemy sprowadzały się do tysięcy chuliganów, ale przynajmniej starannie wyselekcjonowanych i skoszarowanych w sektorze, gdzie "wszyscy śpiewają". Gdy stadiony w Polsce stały się bardziej nowoczesne i bezpieczne, ten kibol w dużej mierze mógł głównie pobluzgać, odpalić pirotechnikę i przerwać spotkanie. Rękoczynów było znacznie mniej.
Okazało się jednak, że kibolskie zachowanie wcale nie jest zarezerwowane dla mięśniaka w dresie. Po przekroczeniu progu stadionu butelkami rzucają, w pleksi walą i swoją sprawiedliwość wymierzają ci, którzy z patologią kibicowską bardziej powinni walczyć. Tlący się w nich płomień chuligana potrafi jednak eksplodować i sprawia, że na polskim stadionie kibic już nigdzie nie może czuć się całkowicie bezpieczny.
Piotr Jawor












