Zaskakująca rola najdroższego zawodnika ekstraklasy. Odstawiony przez trenera dostał kwiaty i się zaczęło
Osman Bukari to najdroższy zawodnik sprowadzony do polskiej Ekstraklasy. Widzew zapłacił za Ghańczyka 5,5 mln euro, ale transfer na razie się nie spłaca. Mało tego, 28-letni napastnik najpierw stracił miejsce w składzie, a potem w kadrze meczowej. Klub przed spotkaniem z Lechem Poznań znalazł dla niego specjalne zadanie.

Widzew w tym sezonie na transfery wydał astronomiczną jak na warunki Polską Ekstraklasę kwotę - około 22 mln euro, czyli blisko sto milionów złotych. Najdroższy był właśnie Bukari. 5,5 mln euro to rekord transferowy w polskiej Ekstraklasie. Do łódzkiego klubu trafił z amerykańskiej ligi MLS z Austin FC.
I od razu wskoczył do podstawowego składu. Dariusz Adamczuk, pełnomocnik zarządu ds. sportu zapewniał, że to świetny nabytek a oglądał go jeszcze jak grał w Europie w Lidze Mistrzów. Tymczasem Bukari, zresztą tak jak gra całego zespołu do wczorajszego meczu z Lechem, była ogromnym rozczarowaniem. Ghańczyk zagrał pięć pełnych spotkań, nie zdobył gola ani nie zaliczył asysty.
We wtorek był w kadrze na mecz z GKS Katowice w Pucharze Polski, ale nie pojawił się na boisku. Widzew odpadł z rozgrywek i to był gwóźdź do trumny dla Igora Jovicevicia. Chorwackiego trenera zastąpił Aleksandar Vukovic. To nie tylko nie poprawiło sytuacji Bukarego, ale jeszcze pogorszyło.
Bukari poza kadrą meczową, rozdawał kwiaty
Okazało się, że serbski szkoleniowiec nie znalazł dla tego zawodnika nawet miejsca w kadrze meczowej na spotkanie z Lechem. Klub poinformował, że to decyzja szkoleniowca. Widzew wygrał 2:1, a jedyna aktywność Bukariego była związana z Dniem Kobiet. Przed meczem chodził wokół stadionu i rozdawał kwiaty kibickom.

Trener Vuković skomentował decyzję po meczu. - Widziałem poprzednie występy Bukariego i porównałem z innymi zawodnikami. Zdecydowanie nie jest to prawy wahadłowy, a takiego potrzebowaliśmy na spotkanie z Lechem. Osman nie jest też sprowadzony na pozycję numer dziesięć w ustawieniu 1-3-4-3. Rozumiem, że pytacie o niego, ale może gdyby dziś zagrał, to nie cieszylibyśmy się z gola Frana Alvareza - podkreślał szkoleniowiec Widzewa.












