Reklama

Reklama

Zamknięcie stadionów to wyraz bezradności rządu

Decyzja o zamknięciu stadionów Legii i Lecha jest wyrazem bezsilności rządu Donalda Tuska w walce z chuligaństwem kiboli.

Obiekty za ponad miliard w weekend będą świecić pustkami. Pretekstem stał się finał Pucharu Polski, który określany był próbą generalną przed finałami Euro 2012. Próbą generalną, która skończyła się kompromitacją...

Mecenas Marcin Wojcieszak - który opiniował decyzje wojewodów - na potrzeby szefa Ekstraklasy Andrzeja Ruski mówi: "To przykład niewłaściwego stosowania prawa". Wojcieszak jest przekonany, że w trybie odwoławczym wojewoda podtrzyma swoją decyzję, ale przed sądem będzie bezradny. Tyle, że przed sądem przegra ze skarżącymi klubami za pięć-sześć miesięcy, a więc już po wyborach... Wojcieszak podkreśla: "Działania wojewodów nie spełniają przesłanek przepisu, na który się powołują. Zdarzenia w Bydgoszczy nijak się mają do bezpieczeństwa na obiektach Lecha czy Legii. Zachodzą zupełnie inne okoliczności! Dla mnie to akt czysto polityczny". Proszę sobie wyobrazić, że wojewoda wielkopolski nie oglądał się na wcześniejsze zgody - łącznie ze zgodą policji. Ba, nie oglądał się na fakt, że mecz Lecha z Górnikiem miał być pierwszym bez kibiców gości, ponieważ zaczęła się budowa specjalnej kładki, która ma poprawić bezpieczeństwo.

Reklama

Autorem polityki public relations rządu jest Igor Ostachowicz. Tym razem doradca premiera pomylił się jednak zasadniczo. Jeśli to miał być pokaz siły ze strony rządu Donalda Tuska, to stał się wyrazem kompletnej bezsilności. Dziś "Staruch" i "Litar" triumfują. Samorządy wybudowały stadiony za ponad miliard złotych - obiekt Lecha kosztował 700 milionów, a Legii blisko 500 milionów. I teraz na obu odbędą się dwa spotkania bez udziału publiczności. I w imię czego? Czyż nie jest to stosowanie zbiorowej odpowiedzialności?

Prezes PZPN Grzegorz Lato ma rację, zwracając uwagę na fakt, że w Bydgoszczy nikt nie został zatrzymany przez policję. A przecież miało miejsce wtargnięcie na płytę boiska, ubliżano policjantom, a także doszło do czynnej napaści na funkcjonariuszy. I co? I nic! Niedawno Zbigniew Boniek zwrócił uwagę w "Cafe Futbol" w Polsacie Sport na zupełną bezkarność na stadionach. Boniek ciekawie to zobrazował: "Czy gdybym zaczął wspólnie z Wojtkiem Kowalczykiem odpalać race na rondzie de Gaulle'a w Warszawie, krzyczał wulgaryzmy i zamierzył się na policjanta, to mógłbym spokojnie iść dalej? Nie, zostałbym skuty i zawieziony na najbliższy posterunek policji".

Dowiedz się więcej na temat: Donald Tusk | Grzegorz Lato | Lech Poznań | Legia Warszawa

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne