W ciągu niespełna roku Cracovia przeszła serię zmian właścicielskich, personalnych i organizacyjnych. Z klubu o względnie stabilnej strukturze stała się zespołem, w którym trudno wskazać spójną strategię sportową i czytelny podział odpowiedzialności. Słabe wyniki drużyny są dziś tylko jednym z elementów znacznie szerszego kryzysu. Jeszcze w sierpniu 2025 roku Cracovia świetnie radziła sobie na boisku i miała w składzie najskuteczniejszego wówczas napastnika w lidze. Dziś ma zero bramek na koncie, żadnego sensownego snajpera, szereg niedotrzymanych obietnic, brak sensownych przesłanek, że będzie lepiej. Co zatem się stało w ciągu tego roku? Właśnie wtedy, mniej więcej w połowie ubiegłego roku, klub przejął Robert Platek, amerykański biznesmen znany piłkarskiemu światu z doprowadzania kolejnych klubów do tego samego modelu - wyprzedania najlepszych piłkarzy, spadku z ligi, i zawinięcia się w momencie, gdy więcej ugrać się już nie da. W tym momencie niebezpiecznie pachnie czymś podobnym w Cracovii.
Cztery godziny rozmów z kibicami
W poniedziałek 10 sierpnia doszło do zapowiadanego spotkania przedstawicieli Cracovii z kibicami. Zorganizowało je Stowarzyszenie Cracovia To My, a w rozmowach uczestniczyli między innymi prezes Murat Colak, dyrektor operacyjny Piotr Sadczuk, dyrektor ds. piłki nożnej Artur Sobiech oraz przedstawiciele pionów sportowego, marketingowego, infrastrukturalnego i komunikacyjnego.
Spotkanie miało charakter zamknięty i trwało około czterech godzin. Nie dopuszczono na nie mediów, a uczestnicy informowali później, że przed rozpoczęciem rozmowy zdeponowali telefony. Organizatorzy poprosili również, aby szczegóły nie trafiały do internetu.
Ze strzępków informacji wynika, że na spotkaniu padło wiele trudnych pytań dotyczących funkcjonowania klubu, jego finansów, struktury organizacyjnej, transferów i planów na sezon. Samo spotkanie można uznać za próbę odbudowania dialogu, ale przyjęta formuła ma istotną wadę: większość kibiców nadal nie zna odpowiedzi na najważniejsze pytania. Wielu z nich publicznie wyraża dziś wątpliwości, czy jest w tej sytuacji ratunek. Tym bardziej, że jak da się usłyszeć, władze klubu mają związane ręce. Platek nie ma zamiaru inwestować w klub, a jego dotychczasowe działania tylko to udowadniają. W ostatnich miesiącach Cracovia zarobiła około 8 mln euro na transferach wychodzących z klubu, ale reinwestycji właściwie nie widać. A już na pewno nie takich, które można by uznać za proporcjonalne do pozyskanych środków. To - w przypadku Platka - model doskonale znany z przeszłości. Model, który doprowadził do spadku Spezii z Serie A, Sonderjyske z duńskiej ekstraklasy oraz zepchnięcia portugalskiej Casa Pii w baraże o utrzymanie, podczas gdy ten klub od lat był bardzo stabilnym średniakiem. Coś jak Cracovia w Polsce.
Zobacz również:
Miało być inaczej
Na początku roku Robert Platek przekonywał, że chce zbudować w Krakowie "dobrą, silną, zdrową ekonomicznie instytucję piłkarską z ambicjami". Osiem miesięcy po rozpoczęciu głębokiej przebudowy trudno jednak znaleźć dowody, że Cracovia rzeczywiście zbliża się do realizacji tej zapowiedzi. Znacznie łatwiej sporządzić listę ludzi, którzy w tym czasie opuścili klub, niż wskazać fundamenty nowego projektu.
Zmiany rozpoczęły się od odejścia prezes Elżbiety Filipiak. Później przebudowano pion sportowy, z klubem rozstali się ważni pracownicy akademii oraz skautingu, a ostatecznie także trener Luka Elsner. Szkoleniowiec nie ukrywał, że kierunek obrany przez nowe władze był zasadniczo różny od wizji przedstawionej mu przy podpisywaniu kontraktu. W zarządzie również nie udało się osiągnąć stabilizacji. Przez dekadę nie dochodziło w jego składzie właściwie do żadnych zmian, a ostatnio są nagminne.
Pieniądze z transferów i brak widocznych inwestycji
Wątpliwości dotyczą nie tylko struktury zarządzania, ale również polityki finansowej i transferowej. Ze sprzedaży Filipa Stojilkovicia, Mikkela Maigaarda, Oskara Wójcika, Maxime'a Domingueza czy Fabiana Bzdyla Cracovia uzyskała łącznie szacunkowo osiem milionów euro. Tymczasem skala wzmocnień pierwszego zespołu pozostaje nieproporcjonalna do wpływów z transferów wychodzących.
Najbardziej widocznym zaniedbaniem jest obsada ataku. Drużyna rozpoczęła sezon bez napastnika gwarantującego odpowiednią jakość i skuteczność. To szczególnie istotne w lidze tak wyrównanej jak Ekstraklasa, w której kilka błędnych decyzji kadrowych może szybko przesunąć zespół z bezpiecznej części tabeli do walki o utrzymanie. Platek postawił na sprawowanie rządów przez telefon, więc przed trenerem - który oczekuje wzmocnień - oczami świecić muszą ludzie będący na miejscu. Ludzie, którzy de facto nic nie mogą.
Po ostatnich kilku miesiącach zasadne wydaje się zatem pytanie, czy celem Roberta Platka jest uczynienie z Cracovii drużyny konkurencyjnej, czy takiej, która zapewni mu zwrot pożyczek właścicielskich, jakie udzielał klubowi. Bez przejrzystej informacji każda kolejna sprzedaż piłkarza będzie wzmacniać przekonanie, że priorytetem nie jest budowa zespołu mogącego rywalizować z najlepszymi w Polsce.
Do tego dochodzi konflikt pomiędzy akcjonariuszami i niejasny zakres kompetencji poszczególnych osób. Prezes Murat Colak chętnie mówi o rozwoju komercyjnym, nowych sponsorach i długofalowych ambicjach, lecz działania marketingowe nie rozwiązują problemów sportowych ani organizacyjnych. Informacja, że nowy sponsor na rękawki płaci klubowi trzykrotnie więcej od poprzedniego, wygląda jak propaganda sukcesu w chwili, gdy główne miejsce dla sponsora - na klatce piersiowej - pozostaje nieobsadzone.
Najważniejsze kwestie pozostają więc aktualne. Czy Robert Platek zamierza realnie inwestować w Cracovię? Jaki jest budżet sportowy klubu? Na co przeznaczono wpływy z transferów? Kto podejmuje ostateczne decyzje kadrowe? Jaki jest cel pierwszej drużyny w obecnym sezonie? Odpowiedzi na te pytania powinny paść publicznie, ponieważ dotyczą nie tylko wewnętrznych relacji zarządu z grupą kibiców, ale przyszłości całego klubu.
Bartosz Grzelak bez zwycięstwa, ale to nie on jest głównym problemem
Na tym tle sytuacja trenera Bartosza Grzelaka schodzi nieco na dalszy plan, chociaż w normalnie funkcjonującym klubie seria ośmiu spotkań bez zwycięstwa byłaby problemem pierwszoplanowym. Cracovia pod jego wodzą nie wygrała jeszcze meczu, a w obecnym sezonie nie zdobyła bramki. Od ostatniego ligowego gola Pasów minęło już około sześciu godzin gry.
Po bezbramkowym remisie ze Śląskiem Wrocław szkoleniowiec przekonywał jednak, że drużyna zrobiła postęp.
- Ta drużyna gra o wiele lepiej niż w kwietniu, gdy ją obejmowałem - lepiej dominuje z piłką, lepiej się broni. Śląsk oddał jeden celny strzał. Jestem świadomy, że mamy rzeczy, które musimy rozwinąć, ale błędy zawsze będą w meczach. Jeżeli ktoś uważa, że to był bardzo słaby mecz, to w porządku, ale ja uważam, że wiele rzeczy robiliśmy dobrze. Na pewno wystarczająco, aby wygrać - mówił na pomeczowej konferencji po meczu ze Śląskiem Wrocław.
Dane częściowo potwierdzają tę ocenę. W pięciu meczach Grzelaka pod koniec poprzedniego sezonu średnia wartość xG Cracovii wynosiła 1,29 na spotkanie. Na początku obecnych rozgrywek wzrosła do 1,57. Wartość sytuacji tworzonych przez rywali zmieniła się z 1,04 do 1,15 xG na mecz. Cracovia wypracowała w trzech kolejkach sytuacje o łącznej wartości zbliżonej do pięciu goli, ale nie wykorzystała żadnej z nich. To mocny argument na rzecz tezy, że problemem jest nie tylko organizacja gry, lecz przede wszystkim jakość wykonawców w polu karnym.
Widać również zmianę sposobu rozgrywania piłki. Udział długich podań spadł z około 11,5 proc. w końcówce poprzednich rozgrywek do 8 proc. obecnie. Z drugiej strony wyższy wskaźnik PPDA oznacza, że Cracovia później rozpoczyna pressing i rzadziej atakuje rywala wysoko. Nie wszystkie parametry potwierdzają więc jednoznaczną poprawę, jednak teza o lepszej grze na bazie statystyk spokojnie jest do wybronienia.
Bilans szkoleniowca pozostaje alarmujący. Od początku 2025 roku Grzelak wygrał tylko dwa z 23 spotkań. Tak długa seria nie może zostać sprowadzona wyłącznie do nieskuteczności napastników. Jednocześnie trudno uczciwie oceniać trenera bez uwzględnienia kadry, którą otrzymał, i chaosu panującego nad pionem sportowym.
Kryzys większy niż tabela
Cracovia może jeszcze przeprowadzić transfery, zacząć wykorzystywać sytuacje i szybko poprawić miejsce w tabeli. Po trzech kolejkach nie sposób przesądzać, że zespół spadnie z Ekstraklasy. Obecna sytuacja - zwłaszcza ta w gabinetach - stanowi jednak poważne ostrzeżenie, ponieważ słabym wynikom towarzyszą niestabilność władz, brak przejrzystej strategii, niejasna polityka finansowa i kadra z oczywistymi brakami.
Największym problemem nie jest dziś zatem sam Bartosz Grzelak ani nawet seria meczów bez zwycięstwa. Jest nim brak zaufania do sposobu zarządzania klubem. Dopóki właściciel i zarząd nie przedstawią spójnego planu, zakresu odpowiedzialności oraz czytelnej informacji o finansach i celach sportowych, każdy kolejny słaby mecz będzie traktowany jako następstwo kryzysu w gabinetach, a nie wyłącznie niepowodzenie na boisku.
Cracovia miała zostać silną i zdrową ekonomicznie instytucją piłkarską. Na razie znajduje się w fazie przebudowy, której kierunku nie napawa optymizmem. Po ośmiu miesiącach od trzęsienia ziemi, po którym pracę stracił prezes Mateusz Dróżdż, należy oczekiwać już nie kolejnych deklaracji, lecz pierwszych widocznych efektów.
Choć w sumie te pierwsze efekty już widać.












