Zaciekły bój w Ekstraklasie. Kibice przesadzili. Piłkarze zeszli z murawy
Widzew Łódź zremisował bezbramkowo z Cracovią w 22. kolejce Ekstraklasy. Przed przerwą piłka znalazła się w bramce gospodarzy, ale po analizie VAR arbiter dopatrzył się minimalnego ofsajdu. Po godzinie gry piłkarze musieli zejść do szatni z powodu zadymienia murawy po odpaleniu przez kibiców środków pirotechnicznych. Pauza nie wpłynęła ożywczo na żadną ze stron. "Pasy" pozostają w tym roku niepokonane. Ekipa RTS wciąż terminuje tuż nad strefą spadkową.

Widzew potrzebuje punktów jak tlenu. Przed tym spotkaniem łodzianie plasowali się tuż nad strefą spadkową. Ostatni raz smak triumfu przed własną publicznością zaznali 17 października ubiegłego roku.
Dla Cracovii komplet punktów oznaczał awans na pozycję wicelidera tabeli. Krakowianie pamiętali jednak, że o zwycięstwo na obiekcie RTS walczą bezskutecznie od 2013 roku. Trudny teren, ale moment na przełamanie - wobec kartkowej absencji Sebastiana Bergiera - wydawał się stosowny.
Widzew - Cracovia. Łodzianie zostają tuż nad strefą spadkową. "Pasy" wciąż niepokonane
Z większym animuszem do ataku ruszyli widzewiacy. Pierwszy kwadrans mogli zakończyć bramką. Andi Zeqiri został jednak w ostatniej chwili zablokowany, gdy uderzał bez namysłu tuż sprzed pola bramkowego.
W odpowiedzi kąśliwie z dystansu przymierzył Mateusz Klich. Stojący między słupkami Bartłomiej Drągowski z trudem zapobiegł utracie gola. Palcami przeniósł futbolówkę nad poprzeczką.
W 37. minucie "Pasy" umieściły piłkę w bramce rywala. Ich radość nie trwała jednak długo. Arbiter zarządził analizę VAR, a ta wykazała, że Kahveh Zahiroleslam znajdował się na minimalnym ofsajdzie.
Po zmianie stron ton boiskowym wydarzeniom ponownie nadawali gospodarze. Rezultat spotkania jeszcze raz próbował otworzyć Zahiroleslam. Tym razem trafił jednak tylko w boczną siatkę.
Potem obie drużyny zmagały się głównie z własnymi ułomnościami. A w 62. minucie... mecz został przerwany. Zadymienie murawy po odpaleniu fajerwerków nie pozwalało na prowadzenie gry.
Arbiter nakazał piłkarzom zejść do szatni. Wrócili z niej po sześciu minutach. Przymusowa pauza w żaden sposób nie wpłynęła jednak na poziom widowiska - wyjątkowo marny nawet jak na ekstraklasowe standardy.
Gdy do końcowego gwizdka pozostawało mniej niż kwadrans, piłkę we własnym polu karnym ręką zagrał Klich. Gospodarze domagali się podyktowania "jedenastki". Główny rozjemca nie dopatrzył się jednak przewinienia.
Bramki ostatecznie nie padły. Podział punktów oznacza, że żadna ze stron nie zrealizowała przedmeczowego celu. Cracovia nie doskoczyła na jeden punkt do liderującej Jagiellonii Białystok, z kolei Widzew nadal okupuje ostatnie bezpieczne miejsce w tabeli.













